Archiwum Polityki

Jesień jakaś weselsza

Warszawska Jesień ma dziś całkiem nową publiczność – żądną niebanalnych dźwięków, ale i rozrywki. To ona zdominowała festiwal.

Publicyści wciąż próbują zgłębić ten zaskakujący fenomen. Najczęściej skłaniają się do teorii, że wcześniej program festiwalu był zbyt hermetyczny i dlatego odpychał szerszą publiczność, a poczynając od lat 70. przeżywał coraz bardziej dotkliwy kryzys. Dzisiaj publiczność wróciła, ponieważ repertuar jest pod nią układany. Teza ta jest tyleż łatwa co nieprawdziwa.

Jak było naprawdę? Koniec lat siedemdziesiątych rzeczywiście nie był już tym beztroskim czasem, kiedy na koncerty Jesieni publiczność przynosiła własne instrumenty, by włączyć się do muzycznych happeningów, a największą frajdę sprawiało granie władzy na nosie hasłem z „Song Books” Cage’a: the best government is no government at all (najlepszy rząd to brak rządu).

Polityka 41.2002 (2371) z dnia 12.10.2002; Kultura; s. 67