Archiwum Polityki

Wywoływacz dreszczów

80 lat temu w Nowym Jorku zmarł Rudolf Valentino. „Podobno tylko on jeden miał tajemnicę wywołania u pań dreszczów, które przed nim tylko Don Juanowi i Casanovie torowały drogę do serc i uczuć niewieścich” – pisał nazajutrz w Warszawie „Kurier Poranny”.

Przed szpitalem, gdzie umierał Valentino, wielotysięczny histeryczny tłum musiano uspokajać przez megafony, że z Detroit samolotem leci nowy, cudowny lek, by ratować życie amanta. Tysiące kobiet ofiarowywało krew. Szpital w ciągu dwóch dni dostał ponad 100 tys. telegramów z całego świata. Zachowała się fotografia dzieci, które klęcząc modlą się do portretu Valentino na tle ułożonego z kwiatów amerykańskiego sztandaru.

W końcu przejawy żalu przybrały taki obrót, że impresario aktora George Ullman – który sam je organizował – okazał bezradność ucznia czarnoksiężnika: „Nie mogą trwać dłużej te wstrętne manifestacje, które przekształcają śmierć w widowisko”.

Polityka 35.2006 (2569) z dnia 02.09.2006; Społeczeństwo; s. 81