Archiwum Polityki

Rasa kłamie?

Nim Albert Einstein znalazł w Ameryce schronienie przed nazizmem, musiał wypełnić imigracyjny formularz z rubryką „rasa”. Wpisał: ludzka. Wieloletnie badania genetyków przyznają mu rację. Należymy wszyscy do jednej rasy. Szwedzki przyrodnik Karol Linneusz nazwał ją w XVIII w. Homo sapiens. Ale gołym okiem tej jedności nie widać. Ludzie są różni. A jeśli nie nasi, to wydają się obcy. Na tym żerują kolejne pokolenia wyznawców rasizmu wszelkiej maści (obchodzony właśnie tydzień walki z rasizmem pokazuje jak zapalny nadal to temat). Wmawiają nam, że tak naprawdę ludźmi jest tylko część ludzkości, resztę należy podbić, odizolować lub wytępić.

Kłopot z rasami pojawił się późno. Dopiero odkrycia geograficzne, kolonialne podboje i początki nowożytnej nauki postawiły na wokandzie problem, co począć z tym niewygodnym bogactwem – mnogością rodzajów ludzi. Wszak Biblia wywiodła ludzkość od Adama i Ewy – i ich potomstwa. Ale milczała na temat ludów, których nigdy nie widzieli pobożni Żydzi ani pierwsi chrześcijanie. Jak wytłumaczyć w świetle Biblii obecność Indian w Ameryce Północnej? Jak ich wpasować w ród Noego, jak zdążyli dotrzeć na drugą półkulę po potopie?

Polityka 11.2002 (2341) z dnia 16.03.2002; Raport; s. 3