Archiwum Polityki

Stary punk McCain

Republikański senator John Sidney McCain, weteran wojny wietnamskiej, znowu startuje w wyścigu do Białego Domu. Próbował już osiem lat temu, przegrał jednak walkę o partyjną nominację z Bushem juniorem. Czy dziś wojenna karta pomoże mu, czy zaszkodzi?

Każdy, kto dzwoni do jego biura na Kapitolu, usłyszy w słuchawce dźwięki marsza wojskowego. Ojciec i dziadek McCaina byli admirałami marynarki wojennej, weteranami światowych wojen i nosili również imiona John Sidney. John Sidney McCain III miał pójść w ich ślady. Jak pisze jego biograf Paul Alexander, było to oczywiste od początku – nikt nie pytał młodego Johna, co chce w życiu robić. McCain to zaakceptował, ale sytuacja przymusu podświadomie potęgowała bunt. Jako uczeń elitarnej szkoły średniej miał przydomek „punk”, co z grubsza oznacza chuligana. Notorycznie łamał rozmaite zakazy i naruszał regulaminy. W Akademii Marynarki Wojennej w Annapolis nie przykładał się do nauki, tylko imprezował i uwodził kobiety; na wakacjach romansował m.in. z brazylijską modelką. Mimo skromnej postury, brylował w sporcie, zwłaszcza w zapasach i boksie. Służąc w siłach powietrznych marynarki, rozbił dwa samoloty, ale uszedł z życiem. W 1967 r. wyruszył do Wietnamu, gdzie ze stacjonującego w Zatoce Tonkińskiej lotniskowca „Forestall” odbywał loty bojowe. W lipcu tegoż roku na pokładzie okrętu wybuchł pożar, w którym zginęło 135 pilotów i marynarzy; McCain ocalał cudem.

26 października 1967 r. jego myśliwiec bombardujący Skyhawk-4 został trafiony nad Hanoi rosyjską rakietą ziemia–powietrze. McCain się katapultował i z pogruchotanymi kośćmi wpadł w ręce wroga. Pobity najpierw przez tłum, był następnie katowany w więzieniu dla jeńców, osławionym Hanoi Hilton. Wietnamczycy liczyli, że wydobędą z niego informacje dla wywiadu, a ponieważ milczał, odmówili mu leczenia; rany i złamania musiały się goić same. Był bliski śmierci, schudł 30 kg.

Polityka 13.2007 (2598) z dnia 31.03.2007; Świat; s. 52
Reklama