Archiwum Polityki

Czarnoziem

Od 1 stycznia wszedł w życie kodeks ziemski wprowadzający na Ukrainie prywatną własność ziemi. Komuniści zapowiedzieli skargę w Sądzie Konstytucyjnym. Prawica w Sądzie Najwyższym chce domagać się delegalizacji partii komunistycznej. A chłopi klepią biedę.

Kiedy przyszło do głosowania, na pierwszy ogień poszły mikrofony, wyrywane z poselskich pulpitów i rzucane ze złością na podłogę. Następnie aparatura do głosowania. Gdy jedne i drugie już nie działały, komuniści powiedzieli: a teraz sobie głosujcie, tacy owacy. Ale Wiktor Miedwiedczuk, prowadzący obrady ukraińskiego parlamentu, był na to przygotowany i zarządził głosowanie imienne, kartami, w gabinecie Stepana Hawrysza, drugiego zastępcy przewodniczącego Rady Najwyższej Ukrainy. Komuniści na to, że też chcą głosować. Szef komisji skrutacyjnej Wołodymyr Zajec nie chciał ich wpuścić do gabinetu, podejrzewał, że kłamią, ale zrobić nic nie mógł: głosowanie jest przecież prawem i obowiązkiem deputowanego. Wtedy komuniści zerwali plombę z urny i uciekli z częścią głosów. W tej sytuacji przewodniczący Miedwiedczuk podjął decyzję. – Komuniści nie będą głosować. Proszę przygotować nową urnę i nowe kartki – zadysponował.

W tej sytuacji kodeks ziemski został przyjęty większością głosów. Komuniści zapowiedzieli złożenie skargi do Sądu Konstytucyjnego. Ich zdaniem została naruszona procedura głosowania, więc jego wynik jest nieważny. W ławach prawicy pojawił się wspomniany pomysł, by w ramach rewanżu wystąpić o delegalizację Komunistycznej Partii Ukrainy. O zniszczoną aparaturę nikt się nie upomniał; to własność państwowa, a państwowe to przecież niczyje.

Wieś bez pieniędzy

Prawicowi politycy namawiali prezydenta Kuczmę, by kodeks wprowadzający prywatną własność ziemi podpisał 7 listopada, w rocznicę Rewolucji Październikowej. Ale Kuczma nie poszedł na taką utarczkę z komunistami, którzy tego dnia manifestowali na ulicach Kijowa swoją wiecznie żywą tęsknotę za sprawiedliwym państwem Lenina-Stalina.

Polityka 2.2002 (2332) z dnia 12.01.2002; Świat; s. 38
Reklama