Archiwum Polityki

Guziki zamiast historii

„Quo vadis” powtarza los poprzednich ekranizacji klasyków – „Ogniem i mieczem”, „Pana Tadeusza”, „Przedwiośnia”: wydarzenie narodowe, milionowa publiczność krajowa oraz miernota artystyczna filmów, którym nie udaje się wejść do repertuaru zagranicznego. Czy zawinili tu nasi reżyserowie? Zapewne, ale możliwe, że jest też inna przyczyna: charakter naszego dziedzictwa kulturalnego.

Główny zarzut wobec „Quo vadis” tyczy widowiskowości, po której wiele się spodziewano, zważywszy koszty produkcji. Nie idzie tu o sceny dramatycznie efektowne, jak lwy pożerające chrześcijan czy pożar Rzymu; można się było spodziewać, że widzowie „Parku Jurajskiego” czy zagłady połowy kuli ziemskiej w „Armageddonie” nie oczekiwali tu nowości. Jednak była nadzieja, że obraz rzymskiej starożytności będzie miał wyraz. Ale tak się nie stało. Można tu przytoczyć opinię krytyka o batalistach XIX-wiecznych, którzy odtwarzali bitwy napoleońskie ze szczegółowym uwzględnieniem ówczesnych mundurów: „Malarz, który w takim momencie dostrzega guziki, nie widzi historii”.

Polityka 42.2001 (2320) z dnia 20.10.2001; Kultura; s. 52
Reklama
Ilustracja. Osoby czytające Politykę na różnych nośnikach.

Dołącz do nas!

Będziesz mógł czytać wszystkie teksty autorów „Polityki”.

Dołączam

Jesteś już prenumeratorem?

Zaloguj się >