"Nic innego mi nie pozostało, tylko życie...", takimi słowami cztery dni po przegranych wyborach parlamentarnych rozstał się z narodem ustępujący premier Słowacji Vladimir Mecziar. Trwające
40 minut pożegnanie transmitowała na żywo Telewizja Słowacka, do końca wierna kontrowersyjnemu politykowi. Całkowicie załamany 56-letni Mecziar szukał też pociechy w słowach pieśni ludowej "Z Panem Bogiem". Ze łzami w oczach oświadczył, że zrzeka się funkcji premiera i zrezygnuje z mandatu poselskiego tuż po zebraniu się Rady Narodowej Republiki Słowackiej 29 października.
Mecziar nie przeskoczył samego siebie, chociaż bardzo tego pragnął. Demonstracyjnie obnażył swój sposób myślenia i pogardy wobec każdego, kto myśli inaczej niż on sam. Ani słowem nie wspominał o tym, że Słowacja za sprawą jego krótkowzrocznej polityki popadła w izolację międzynarodową, w kraju pod jego przywództwem dochodziło do powszechnego naruszania praw człowieka, a w prywatyzacji najbardziej lukratywnej części majątku narodowego brali udział jedynie wybrani przez niego ludzie i ich krewni. Nie przyznał również, że jego rząd i większość parlamentarna na czele z Ruchem na Rzecz Demokratycznej Słowacji (HZDS) respektowały tylko te orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, które były im na rękę.
Uraza i próżność
Urazę i próżność Mecziara wyczuwało się w każdym słowie. Winą za porażkę nie obarczył siebie czy współrządzących, a nawet nie zrzucił jej na opozycyjne media, które zepsuły mu pompatyczną kampanię przedwyborczą z udziałem starzejących się gwiazd światowego show-biznesu, jak Claudia Cardinale i Gerard Depardieu. Pretensje zgłosił do wyborców, którym prorokował, że będą musieli ciężko odpokutować za dokonany wybór. Zarzucił też Słowakom, że nie docenili pracy koalicji rządowej i publicznie udzielił nagany wyborcom z Bańskiej Bystrzycy i rodzinnego Trenczyna, którym, jak wynikało to z jego słów, dawał wszystko, czego zapragnęli, a oni głosy oddali na kogoś innego, na jego wrogów.
Na zakończenie przepowiedział krótki żywot przyszłej koalicji rządowej, która zaprzeda Słowację Zachodowi i zaprzepaści dorobek poprzedniej ekipy.
Przez kolejne trzy dni telewizja publiczna powtarzała wystąpienie Mecziara w godzinach rannych i wieczornych, wzbogacając je obrazkami z czasów jego największych "sukcesów". Pokazywała go tak podczas spotkań z wielkimi tego świata, jak i z prostymi ludźmi, a zwłaszcza z dziećmi.