Archiwum Polityki

Dwaj panowie K.

Kolejne wybory prezydenckie odbędą się, nawet gdyby nikt nie miał na nie specjalnej ochoty. Z otoczenia urzędującego prezydenta słychać nieoficjalnie, że prawdziwym marzeniem Aleksandra Kwaśniewskiego jest pewna międzynarodowa instytucja sportowa. Marian Krzaklewski wcale nie wydaje się być wzruszony troską własnej partii, by już teraz zadeklarował, że będzie kandydował (wezwał go do tego w ubiegłym tygodniu Janusz Tomaszewski w imieniu RS AWS). W Unii Wolności głośno myśli się o niepolitycznym kandydacie - raczej pisarzu i moralnym autorytecie niż politycznym bojowniku. Tak więc w letniej atmosferze zaczyna się długi bieg do prezydenckiego pałacu, ekskluzywnej łazienki po Lechu Wałęsie i zaszczytu bycia przywódcą wszystkich Polaków. Czy jest to jednak bieg po władzę, czy raczej po pewne symbole, z którymi kojarzy się to stanowisko?

Tak na dobrą sprawę jest to jedno z ważniejszych pytań na najbliższe półtora roku.

W porównaniu z poprzednimi wyborami zmieniło się bowiem prawie wszystko. Przede wszystkim konstytucja, która odsyła rojenia o systemie prezydenckim w Polsce do lamusa. Po drugie, jeżeli uznać sondaże opinii publicznej za wiarygodne źródło, trup komunizmu wbrew prawom biologii, a zgodnie z psychologią ludzkiej pamięci, cuchnie coraz słabiej. Popularność Aleksandra Kwaśniewskiego łamie podział na elektorat pro- i antykomunistyczny.

Polityka 20.1999 (2193) z dnia 15.05.1999; Kraj; s. 22
Reklama
Ilustracja. Osoby czytające Politykę na różnych nośnikach.

Dołącz do nas!

Będziesz mógł czytać wszystkie teksty autorów „Polityki”.

Dołączam

Jesteś już prenumeratorem?

Zaloguj się >