Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Archiwum Polityki

W złotej ramie

Są bogaczami z pierwszego kapitalistycznego rzutu na taśmę. Wystarczyło kilka lat, aby zmienili styl i sposób bycia. Obraz polskiej elity finansowej bywa często karykaturalny, bo nie potrafi ona zadbać o własny image.

Polskie bogactwo nie posiada szlachetnej patyny brytyjskich fortun. Nie jest też wsparte na tak rzetelnych podstawach jak pieniądze niemieckie. Nie ma w sobie lekkości i wyrafinowania francuskich fortun. Polscy kapitaliści żyją raczej bliżej Beverly Hills niż Regent´s Park lub słynnej szesnastki w Paryżu. Ich styl życia jest odbiciem stylu życia amerykańskich milionerów w znacznie większym stopniu niż europejskich rentierów.

Według socjologa dr. Krzysztofa Jasieckiego z Instytutu Socjologii i Filozofii PAN, atrakcyjność wzorców amerykańskich dla bogatych Polaków jest uzasadniona. Amerykański kapitalizm uznawany jest za najbardziej dynamiczny, ciągle jeszcze obowiązuje tam mit kariery pucybuta. Model dojścia do majątku jest bardziej demokratyczny niż obowiązujący w zachodniej Europie. W Polsce zjawisko dziedziczenia fortun dopiero się rozpoczyna.

Dr Krzysztof Jasiecki, który przeprowadził kilkadziesiąt wywiadów socjologicznych z przedstawicielami elity finansowej w Polsce, stwierdza, że korzenie wielu z tych karier tkwią w socjalistycznej przeszłości. W tle niejednej błyskotliwej fortuny kryje się cinkciarstwo, budka na bazarze, udany przemyt, a także korzystanie na granicy prawa z możliwości, jakie stwarzały nieudolne przepisy gospodarcze okresu przejściowego. Wiele majątków pochodzi wprost z zagranicy, a dalsze dorabianie się w kraju ułatwił szaleńczy kurs dolara w stosunku do złotówki. Czy w tej sytuacji można się dziwić, że od stylu bycia brytyjskiego lorda, który ma za sobą osiem pokoleń bogatych krewnych, w tym kilkanaście królewskich dam dworu, zdecydowanie łatwiej naśladować ekscentrycznych amerykańskich milionerów, którzy także w swoim życiu po raz pierwszy zetknęli się z homarem (w warszawskim hotelu Marriott 600 zł sztuka), a kij do gry w golfa mylili z kijem hokejowym?

Polityka 37.1999 (2210) z dnia 11.09.1999; Społeczeństwo; s. 82
Reklama