Archiwum Polityki

Sudańska fabryka głodu

Wokół snują się nagie postacie o patyczkowych kończynach i olbrzymich głowach. Obcy czuje się tu nieswojo. Jest jak na innej planecie, otoczony przez mieszkańców o twarzach mędrców i zanikłym ciele.

Najsłabsze dzieci leżą w cieniu drzew nie mając sił, by odgonić z twarzy muchy. Trzylatki nie potrafią jeszcze chodzić. Dzieci wyglądające na cztery lata, mają siedem. W centrach terapeutycznych południowego Sudanu tygodniami balansują na granicy życia i śmierci. Wolontariusze organizacji "Lekarze bez granic" przyjmują je tu, gdy ich waga spada poniżej 60 proc. normalnej. Nagość jest wszechobecna.

Obóz Bararud uchodzi za najlepiej zorganizowany: jest tu dobry pas startowy i każdy wolontariusz ma swoją własną tuku - okrągłą, glinianą chatkę.

Polityka 37.1999 (2210) z dnia 11.09.1999; Na własne oczy; s. 92