Archiwum Polityki

Pustynia tańczy

Co roku dziesiątki tysięcy ludzi z północnego Chile, z sąsiedniej Boliwii, a nawet z Peru, w tym kilkaset zespołów tańca religijnego,  pielgrzymują do niewielkiej wioski La Tirana, by tam tańczyć, tańczyć i jeszcze raz tańczyć ku chwale swojej patronki - Dziewicy z Carmen. Towarzyszy im drugie tyle handlarzy i turystów. Prawdziwe współistnienie dewocji i komercji,  spontanicznej religijności i pogańskiej żądzy posiadania, modłów i zabawy. Tam "być" spotyka się z "mieć".

Przez cały rok chilijskie miasto Iquique znane jest jako port nad Pacyfikiem, miasto, w którym mieści się strefa wolnego handlu, gdzie na statkach przypływają używane japońskie i koreańskie samochody, ciężarówki, autobusy i wszelkie inne dobra - ogromne opony do maszyn górniczych, najnowsze modele telewizorów, tajlandzkie perfumy "Made in France" i koreańskie pseudoadidasy. Na dworcu w Iquique całe rodziny czekają na swój autobus, otoczone wianuszkiem kartonowych pudeł, worków, toreb, z których wystają bezcłowe zakupy, przeznaczone na sprzedaż w głębi kraju.

Raz do roku miasto Iquique zamiera i pustoszeje. Wszystkie taksówki, mikrobusy, ciężarówki i autobusy oznaczone są jednym napisem: Tirana. - Tirana! - krzyczą naganiacze do autobusów. - Tirana? - pyta zachęcająco taksówkarz. - Dwa do Tirany! - woła właściciel taksówki zbiorowej, tzw. colectivo. Za 2-3 dolary można wcisnąć się do zatłoczonego po brzegi pojazdu, pomiędzy babiną z różańcem, tobołkiem z pościelą i niemowlęciem. Cel podróży jest jeden: odległa o 76 kilometrów wioska La Tirana.

W La Tiranie nie ma hoteli, pensjonatów ani pokoi do wynajęcia dla tysięcy pielgrzymów i tancerzy -wszyscy będą spać w szopach, namiotach, samochodach, na ciężarówkach, na kocach lub na gołej ziemi. Zresztą, kto by dla nich budował hotel, skoro przyjeżdżają tylko raz w roku? Teren w pobliżu wioski zyskuje wtedy na wartości, wyrysowane na piachu kratki, niczym do gry w klasy, wystarczające na 1 samochód i pasażerów, wynajmowane są za kilka dolarów na noc. Setki autobusów i ciężarówek parkują w wydzielonym miejscu, jak gdyby przywiozły kibiców na mecz piłkarski lub pokazy lotnicze. Wydarzenie ma jednak charakter ludyczno-religijny, o czym świadczą pielgrzymki i ruchome ołtarze. Są nawet tacy, którzy czołgają się na brzuchu, a przed każdym idzie dziewczynka z miotłą, by odgarnąć z drogi ostre kamienie i szkło.

Polityka 38.1999 (2211) z dnia 18.09.1999; Społeczeństwo; s. 83
Reklama