Archiwum Polityki

Czas obniżyć podwyżki

Żeby przydeptać inflację, trzeba najpierw unieść stopy

Ekonomiści zawsze znajdą jakiś powód do zmartwienia. Jeszcze niedawno narzekali, że ceny w ogóle przestały rosnąć, a zjawisko deflacji (spadku cen), jakie wystąpiło w kilku krajach, może ostatecznie zdusić w świecie rozwój gospodarczy. Teraz nikt już o tym nie myśli. W maju w Stanach Zjednoczonych roczny wskaźnik inflacji wzrósł do 3,1 proc., a w krajach strefy euro do 2,5 proc., znacznie przekraczając oczekiwania. W Chinach, coraz bardziej liczących się w światowej gospodarce, ceny towarów konsumpcyjnych wzrosły do 4,4 proc. I był to najgorszy wynik od siedmiu lat. Nawet w Japonii, gdzie o inflacji niemal na dobre zapomniano, ceny towarów kupowanych przez firmy podniosły się o 1,1 proc., a do końca roku pozostałych też mają ruszyć w górę.

Oczywiście nie ma obawy, że najbardziej rozwinięte państwa świata ogarnie fala naprawdę wysokiej inflacji, jak to się stało w latach 70. Banki centralne i rządy nauczyły się z nią skutecznie walczyć, co potwierdza historia ostatniego ćwierćwiecza. Natomiast otwarte pozostaje pytanie o faktyczne koszty utrzymania jej w ryzach i wielkość podwyżek stóp procentowych, do jakich niechybnie dojdzie w ciągu najbliższych dwóch lat. Jak wiadomo, wyższe stopy oznaczają wyższe koszty kredytu, obsługi długu zagranicznego i utrudniają utrzymanie wysokiego tempa wzrostu.

Tocząca się przez świat globalna fala inflacji zahaczyła w maju także o Polskę. Ceny w skali rocznej wzrosły o 3,4 proc., zaskakując analityków i wywołując stare zmory. Za głównych winowajców tej ostrej – jak na dzisiejsze czasy – zwyżki zgodnie uznano producentów ropy naftowej i szok cenowy po wejściu Polski do Unii Europejskiej.

Polityka 26.2004 (2458) z dnia 26.06.2004; Komentarze; s. 18
Reklama