Archiwum Polityki

Odejście króla Midasa

Mariusz Łukasiewicz – młody, zdrowy, bardzo bogaty, rozchwytywany towarzysko. Umierając zostawił świeżo stworzony przez siebie bank, olbrzymi majątek i zszokowanych współpracowników.

Jego śmierć – w wieku 43 lat – to był grom z jasnego, bezchmurnego nieba. Dbał o siebie: nie palił, odżywiał się zdrowo, żeglował, nurkował, jeździł na nartach. Ale przede wszystkim pracował.

– Nieprzytomny pracoholik – przyznaje jego koleżanka Wioletta Dyl. Pracował zawsze i wszędzie. Mimo że kochał wykwintne jedzenie, długie, starannie zaprojektowane obiady i perfekcyjnie dobrane wina, potrafił w trakcie wykonać lub odebrać kilkadziesiąt telefonów.

Polityka 21.2004 (2453) z dnia 22.05.2004; Społeczeństwo; s. 92