Archiwum Polityki

Serce mocniejsze niż nerwy

Krakowska kamienica. Parter zajmuje magister filozofii z rodziną. Piętro magister inżynier, także z rodziną. Krakowską, inteligencką, zasiedziałą. Któregoś dnia inżynier sięga po broń, zabija filozofa i jego ojca.

To będzie wersja zabójcy. Przysłał do „Polityki” spisaną w więziennej celi opowieść o swoim życiu. Zatytułował ją „Moja historia”. Zastrzegł, aby nie podawać jego prawdziwego nazwiska, dlatego dalej będzie występować pod zmienionym – Roman Bursa.

Jest 43-letnim inżynierem budownictwa. Należy do krakowskiego Bractwa Kurkowego – tam przyjmują wyłącznie ludzi bez skazy. Na początku lat 90. ożenił się z Krystyną (imię zmienione), studentką prawa, która po studiach zrobiła aplikację sędziowską i od końca lat 90. jest sędzią w krakowskim sądzie. Mają dwie córeczki (dzisiaj trzy- i dziewięcioletnią).

27 września 2001 r. Roman zabił sąsiada i jego ojca, ciężko ranił żonę sąsiada (do końca życia będzie kaleką). Dwa tygodnie temu zapadł wyrok – dożywocie z możliwością przedterminowego zwolnienia po 35 latach. Jeszcze pozostaje mu minimalna nadzieja, że sąd wyższej instancji inaczej oceni motywy jego czynu, znajdzie cień usprawiedliwienia. Ale czy można usprawiedliwić tak okrutną zbrodnię?

Marzenia o drugim piętrze

Dziadek Romana Bursy był sędzią, ojciec inżynierem budownictwa, mama farmaceutką. Krakowska, zasiedziała, tradycyjna rodzina. Dziadek w 1938 r. wybudował dom, w którym w 1960 r. urodził się Roman. Parter zajmowała jego ciotka z córkami, a dwa mieszkania na piętrze (1-pokojowe i 3-pokojowe) oraz mansarda na drugim piętrze należały do rodziców Romana. Po ich śmierci przypadły jemu i jego siostrze.

„Razem z moim ojcem przez wiele lat planowaliśmy, aby rozbudować mansardę do pełnowartościowego mieszkania – pisze Bursa. – Ojciec zmarł w 1989 r. Po jego śmierci postanowiłem zrealizować plany.

Polityka 44.2004 (2476) z dnia 30.10.2004; Społeczeństwo; s. 102
Reklama