Zimowe sporty zapewniają chleb nie tylko chirurgom i specom od medycyny sportowej. Cały personel klinik ortopedycznych i rehabilitacyjnych, a więc fizjoterapeuci, masażyści, wytwórcy protez będą mieli pełne ręce roboty, bo kilka tysięcy ofiar z uszkodzeniami kości i stawów wkrótce zwróci się do nich po pomoc.
– Amator sportu jest największym wrogiem własnego zdrowia – twierdzi prof. Volker Bühren z kliniki urazowej w Murnau w Górnej Bawarii. – Kontuzji sportowych w niedziele, święta i urlopy mamy więcej niż wypadków przy pracy. Z tą opinią zgadzają się polscy specjaliści, dla których każdy, kto w piątek wyciąga z piwnicy narty, by w weekend bez żadnego przygotowania zjechać na nich z najwyższego szczytu, jest ryzykantem wielkiego formatu. – Albo taki ktoś będzie miał szczęście, albo – co bardziej prawdopodobne – zapamięta na całe życie, że wyjazd na narty powinien być poprzedzony przynajmniej sześciotygodniową zaprawą – mówi dr Robert Świerczyński z Kliniki Ortopedyczno-Rehabilitacyjnej Carolina Medical Center w Warszawie.
Jak w prostym cepie
Strój nie tyle powinien zdobić narciarza, co utrzymywać jego mięśnie w cieple. – Jeśli po 10 minutach zmarzniemy na stoku, łatwiej dojdzie do kontuzji – ostrzega dr Świerczyński. – Skostniałe, pozbawione elastyczności mięśnie nie zareagują odpowiednio, gdy narta trafi na muldę.
Z kolei prof. Artur Dziak, kierownik Kliniki Ortopedycznej Akademii Medycznej w Warszawie, przyznaje, że choć nowoczesne buty narciarskie i wiązania wyraźnie zmniejszyły liczbę uszkodzeń stawu skokowego (okolice kostki), to jednak przysporzyły kontuzji kolan.