Najbogatsze ugrupowanie – Polskie Stronnictwo Ludowe – osiągnęło w zeszłym roku 13,7 mln dochodu, w tym ponad 11 mln zł z wynajmowania należących do partii budynków i lokali. Nowe zasady finansowania partii odetną mu w przyszłym roku możliwość czerpania zysków z tego typu działalności. Zamknięte zostały także inne źródła, z których dotąd tradycyjnie zasilano partyjne kasy: sprzedaż cegiełek i darowizny firm.
Partie będą odtąd finansowane głównie z budżetu państwa. Subwencja przysługuje partiom, które w wyborach do Sejmu otrzymały co najmniej 3 proc. głosów i koalicjom, które uzyskały co najmniej 6 proc. poparcia. Wypłacona zostanie w szesnastu kwartalnych ratach. Co roku partie będą musiały składać Państwowej Komisji Wyborczej sprawozdanie z tego, na co zostały przeznaczone pieniądze.
Wysokość subwencji uzależniona jest od liczby oddanych na dane ugrupowanie głosów (patrz ramka). – Niska frekwencja w tegorocznych wyborach zadziałała na niekorzyść partii. Każdy niegłosujący to kilka złotych mniej w ich budżetach – mówi Mirosława Ekiert z Państwowej Komisji Wyborczej.
Koalicja SLD-UP dostanie z budżetu 28,1 mln zł. Zgodnie z umową koalicyjną 78 proc. tej kwoty przypadnie SLD, 11 proc. UP, 7 proc. Krajowej Partii Emerytów i Rencistów i 2 proc. Partii Ludowo-Demokratycznej. Finansowy szok czeka Samoobronę, Prawo i Sprawiedliwość i Ligę Polskich Rodzin. Np. roczny budżet organizacji Andrzeja Leppera nie przekraczał dotąd kilkuset tysięcy złotych. Teraz wyniesie 3 mln zł (w ciągu kadencji 12 mln).
Zwycięzcy już zaplanowali, na co wydadzą pieniądze: – Otworzymy własne biura, będziemy organizować spotkania w halach, pod dachem, a nie jak dotąd na ulicach. Wreszcie się odbijemy – mówi Lidia Rogala, pełnomocnik finansowy Samoobrony.