Archiwum Polityki

Arkadius z Parczewa

Arkadius – uwielbiany w branży kreator. Jego pseudonim polski świat mody wymawia z nabożnym zachwytem niczym kibice nazwisko Małysza. Ale atmosfera w rodzinnym Parczewie w niczym nie przypomina tej z Wisły. Owszem, rodzina, starzy przyjaciele stoją za nim murem. Poza tym stugębna niechęć: dziwak, skandalista, świętokradca, może i mason.

W schludnym, tonącym w doniczkowych kwiatach pokoju, przed telewizorem piętrzą się kasety wideo. Arkadius za kulisami z ciemnoskórymi modelkami w Londynie, Arkadius z kuframi ubrań na warszawskim lotnisku, Arkadius oblegany, Arkadius oklaskiwany. Mama Arkadiusza Weremczuka – Janina, kierownik internatu w parczewskim liceum, wymienia z pamięci imiona kolejnych modelek, tłumaczy, z czego uszyte są rozliczne stroje. – To jest moda artystyczna – wyjaśnia tata, emerytowany nauczyciel wf i przysposobienia obronnego, kiedy na telewizyjnym wybiegu pojawiają się półnagie modelki w tiulach, sianie, balonach.

Polityka 4.2002 (2334) z dnia 26.01.2002; Na własne oczy; s. 92