Archiwum Polityki

Słonica w ciąży

Mieliśmy już „Przedwiośnie” literackie oraz filmowe, doczekaliśmy się i malarskiego. Tak nazwano bowiem wystawę polskiej sztuki, która prezentowana była przez ostatnie miesiące w Brukseli w ramach festiwalu Europalia. Ekspozycja przeniesiona obecnie do stołecznej Zachęty jest jak z podręcznika wręcz wyjętym pokazem tego, co porabiali rodzimi twórcy pomiędzy 1880 a 1920 r.

Z organizowaniem takich historycznych, przekrojowych pokazów sztuki kłopot jest nie lada. Nie dorobiliśmy się artystów rangi Rubensa, Moneta czy Dalego, zatem trudno uwieść kogokolwiek poza krajem (w tym przypadku Belgów) wielkimi nazwiskami. Nikogo bowiem nie zelektryzuje tam wiadomość, że oto ma szansę obejrzeć płótna Weissa, Wyczółkowskiego czy Fałata. Trudno też oczarować ich nowatorstwem i pionierskimi rozwiązaniami, albowiem dokonania naszych malarzy i rzeźbiarzy niemal zawsze były tylko mniej lub bardziej zręcznym powielaniem tego, co wymyślono wcześniej w Monachium, Paryżu, Berlinie czy Wiedniu.

Polityka 5.2002 (2335) z dnia 02.02.2002; Kultura; s. 54
Reklama