Archiwum Polityki

Niż zwyżkuje

Demografowie biją na alarm. Trzeci rok z rzędu w Polsce zmniejsza się liczba ludności. Optymistyczna prognoza GUS, sporządzona w 1996 r., zakładająca, iż w 2010 r. będzie nas 40 mln, trafiła do kosza. W końcu tej dekady będzie nas 38,7 mln, a w połowie XXI w. – już jedynie 33,8 mln. Czy da się powstrzymać wyludnianie Polski i starzenie jej mieszkańców?

Jeśli otworzymy internetową stronę U.S. Bureau of the Census (www.census.gov/cgi-bin/ipc/popclockw), to znajdziemy na niej światowy zegar demograficzny. 12 września 2001 r. o godz. 12.44.07 GMT pokazywał on, iż Ziemię zamieszkiwało 6 172 882 249 osób. W ciągu następnej godziny urodziło się 15 020 dzieci, a 6279 osób zmarło. Ale choć globalny przyrost naturalny wyniósł 8741 osób, to w tym czasie w 67 krajach świata (także w Polsce) nastąpił spadek liczby ludności. W Polsce wpływ na to ma nie tyle jeszcze różnica między liczbą urodzin i zgonów (w 2000 r. odpowiednio 378,3 tys. i 368,0 tys.), co ujemne saldo migracji zagranicznych (–19,7 tys. osób).

Szewc bez butów

Nasi demografowie 15 września br. rozpoczęli swój I Kongres. Poza sesją inauguracyjną przewiduje się cykl seminariów poświęconych różnym zjawiskom demograficznym, a dorobek naukowy Kongresu zostanie podsumowany podczas plenarnych obrad za rok. Ale choć demografowie obradować będą dłużej niż trwa ludzka ciąża, to nie ma co liczyć na to, iż w tym czasie postarają się sami wzmocnić potencjał demograficzny naszego kraju. Prof. Zbigniew Strzelecki, przewodniczący Komitetu Kongresu i zarazem szef Rządowej Rady Ludnościowej, ma troje dzieci. Wśród jego kolegów po fachu, jak przyznał na łamach „Naszej Polski”: „część nie założyła rodzin w ogóle lub jest bezdzietna albo mają po jednym, góra dwojgu dzieciach”. Nie lepiej wygląda też sytuacja wśród honorowych protektorów Kongresu. Bezdzietnym jest oczywiście ksiądz prymas. Po jednym dziecku mają prezydent, premier i marszałek Senatu. Patriotyczno-demograficzny obowiązek spełnił jedynie marszałek Sejmu, który ma trójkę dzieci. Model rodziny dominujący wśród uczestników i gości Kongresu coraz częściej spotkać można wśród reszty polskich rodzin.

Polityka 38.2001 (2316) z dnia 22.09.2001; Kraj; s. 37
Reklama