Archiwum Polityki

Pierwszy na pierwszego

Jarosław Kaczyński premierem, Kazimierz Marcinkiewicz wysłany do zdobycia prezydentury w Warszawie. To wynik krótkotrwałej burzy, która wybuchła nieoczekiwanie i szybko się zakończyła, choć skutki może mieć długofalowe. Może to właśnie teraz zaczyna się IV Rzeczpospolita?

Stało się więc to, co powinno się było stać już w momencie zawierania przez PiS koalicji z Samoobroną i LPR. Jarosław Kaczyński był akuszerem tej koalicji, Marcinkiewicz nie wykazywał dla niej entuzjazmu. Przyjął ją z dobrodziejstwem inwentarza, robiąc dobrą minę do gry, do której niespecjalnie pasował. Miał być przecież premierem rządzącym wspólnie z Platformą Obywatelską, a więc ze środowiskiem, które było mu niewątpliwie bliższe kulturowo i mentalnie. Rządzenie w innym układzie sprawiało, że coraz bardziej zdawał sobie sprawę z tego, że jest tylko premierem tymczasowym.

Polityka 28.2006 (2562) z dnia 15.07.2006; Temat tygodnia; s. 23
Reklama