Archiwum Polityki

Jarmark końca wieku

Termin tej największej wystawy światowej – przypadającej na koniec wieku – dawał natrętną okazję, aby pokazać, jaką cywilizację szykują sobie Ziemianie na nadchodzące dziesięciolecia. Technika i technologia zepchnięte jednak zostały na drugi plan. Expo 2000 zamieniło się trochę w targi folklorystyczno-turystyczne, w gigantyczną ofertę biur podróży. Atrakcje i odmienności różnych krajów, pokazane w pigułce, mają nakłonić zwiedzających do udania się tam z wycieczką. Coś co miało być festiwalem ludzkości, pokazem jej możliwości i osiągnięć, zamieniło się w festyn osobliwości, w konkurs narodowych pawilonów. W zawodach tych, z konieczności nierównych – jakimi funduszami mogą dysponować Czad lub Sudan? – najlepiej wypadają rzecz jasna ci najzamożniejsi. Czy kosmici odwiedzający Expo dowiedzieliby się czegoś nowego o ludzkości? Trudno przesądzić. Ale o jej mentalności, świadomości, stanie ducha i podejściu do samej siebie – z pewnością. Dlatego polecamy wycieczkę do Hanoweru.

Phileas Fogg ze znanej powieści Verne’a potrzebował na podróż dookoła świata 80 dni; organizatorzy EXPO 2000 obiecują to samo każdemu chętnemu w jeden dzień. „Świat na piechotę” – zachęca reklamowy slogan. Żeby jednak porządnie spenetrować zbudowane kosztem 3,5 mld marek, położone na 160 hektarach miasteczko, nie dość byłoby i tygodnia. Samych pawilonów narodowych jest ponad pół setki; do tego dochodzą hale zbiorcze, liczne wystawy tematyczne, pokazy, atrakcje kulturalne.

Polityka 24.2000 (2249) z dnia 10.06.2000; Raport; s. 3