Archiwum Polityki

Tally-ho!

Ten okrzyk rozbrzmiewał w „starej wesołej Anglii” od stuleci. Zwiastował wypłoszenie lisa z kryjówki. Możliwe, że za rok będzie nielegalny. Brytyjska Izba Gmin przytłaczającą większością głosów opowiedziała się za zakazem polowania z psami na lisy. Obrońcy praw zwierząt są zachwyceni, entuzjaści polowań szykują się do akcji obywatelskiego nieposłuszeństwa.

Cóż bardziej malowniczego: zimowy wiejski poranek, kłęby pary buchające z końskich pysków, sfory rasowych psów, jeźdźcy płci obojga w białych bryczesach, czerwonych fraczkach i czarnych aksamitnych toczkach albo w cylindrach i melonikach. Doborowe towarzystwo, łowieckie ceremonie i rytuały, barwne opowieści o rodowodach ludzi, koni i psów. Nic to, że Oscar Wilde nazwał już prawie sto lat temu widok angielskiego dżentelmena galopującego za lisem „ohydą w pogoni za niejadalnym” – fox hunting, gonienie lisów, ma po dziś dzień zaprzysięgłych obrońców.

Polityka 5.2001 (2283) z dnia 03.02.2001; Społeczeństwo; s. 77