Archiwum Polityki

Pęknięta miska ryżu

Z okazji 25-lecia pokoju w sajgońskiej telewizji pokazano reportaż o weteranach wojennych, potem akademię, na której przypinano medale, a wreszcie reportaż o kalece, któremu został tylko tułów, ręce i głowa. Porusza się o dwóch małych stołeczkach; opiera na nich ręce i kica: kic, kic. Kamera zarejestrowała, jak gra w szachy z synami, jak je z miseczki ryż i jak myje się przy studni. Wniosek optymistyczny: mimo kalectwa, można żyć. W kilka miesięcy później do Wietnamu przyjechał prezydent USA, jeszcze do wczoraj największego wroga. Na ulicach witały go tłumy rozentuzjazmowanych Wietnamczyków. Mimo kalectwa można żyć, ale może marzy się o lepszym życiu?

Thanh Ha urodzi za półtora miesiąca drugie dziecko. – Boję się, że z tego powodu stracę pracę – mówi nie odrywając oczu od podeszwy przyklejanej do buta. Razem z nią klei buty 200 kobiet. W pomieszczeniach fabryki panuje zaduch, śmierdzi klej, pod sufitem wiatraki bezsilnie mielą powietrze.

Gdy spotykamy się wieczorem pod pomnikiem Ho Chi Minha tulącego w ramionach dziecko, Sajgon paruje po tropikalnej ulewie. Brzuch Thanh Ha jest oblepiony mokrą peleryną.

Polityka 3.2001 (2281) z dnia 20.01.2001; Na własne oczy; s. 92