Archiwum Polityki

Przystanek, raj i pułapka

Masza budowała rakiety kosmiczne. Luba kończyła konserwatorium, grała na skrzypcach w filharmonii. Gala pracowała w fabryce żarówek. Teraz sprzątają w Polsce, jak tysiące kobiet przyjeżdżających do nas z Rosji, Białorusi i przede wszystkim Ukrainy. Doprowadzają do połysku świeżo dorobione wille, chowają dzieci zaganianej polskiej klasy średniej, która pierwsze pieniądze zdobywała szorując wille niemieckie i pilnując francuskich dzieci.

Oksana (27 lat, z zawodu szwaczka) podczas ostatniej wizyty w domu policzyła, że z jej wsi wyjechało do Polski ponad sto osób.

U nas ciężko – tłumaczy. – Szczególnie ciężko, kiedy chłop pije. A piją wszyscy.

Gdy przyjechała do Polski, zdziwiły ją trzy rzeczy: – Ciągle: przepraszam i przepraszam, w sklepie, w autobusie, a nie: odejdź, jak u nas. Drugie, to krany z dźwignią zamiast kurka, a trzecie, że mężczyźni przychodzą po pracy trzeźwi – wylicza.

Polityka 23.2000 (2248) z dnia 03.06.2000; Kraj; s. 32