Archiwum Polityki

Twarze na rzepy

Przedstawicieli gdańskich elit nieco szokuje pomysł malarza Macieja Świeszewskiego i księdza Krzysztofa Niedałtowskiego, by namalować „Ostatnią Wieczerzę”, gdzie apostołom użyczą twarzy gdańscy notable. Wchodzisz do kościoła, a tu z ołtarza głównego z obrazu o gigantycznych rozmiarach dziewięć metrów na pięć spoglądają na ciebie znajomi, o których to i owo wiesz, których niekoniecznie lubisz i szanujesz. I jak tu uklęknąć?

W kościele św. Bartłomieja malarz nerwowo krąży wokół potężnej ramy, na której rozpięto olbrzymie płótno, utkane na zamówienie w Belgii. Zagruntował je dziesięciokrotnie. Wykonał podmalówkę. Widać zawieszony w błękitnych przestworzach stół. Pośrodku Chrystus w bieli. Po bokach apostołowie w czarnych garniturach. Jedni skupieni, zamyśleni, inni rozdyskutowani. Mają oblicza w Gdańsku łatwo rozpoznawalne.

Maciej Świeszewski lubi duży format. Mówi, że zamiar stworzenia własnej wersji „Ostatniej Wieczerzy” zakiełkował w nim w połowie lat osiemdziesiątych, kiedy pracował w Luwrze przy konserwacji wielkich płócien Delacroix i Courbeta. Potem poznał księdza Niedałtowskiego, duszpasterza gdańskich środowisk twórczych, któremu podlegał kościół św. Bartłomieja. Ksiądz znany jest z życzliwości dla różnych śmiałych pomysłów. Malarz dzieła tak dużego formatu w swojej pracowni by nie pomieścił. Potrzebował też pieniędzy na materiał. Sam grunt pochłonął 10 tys. zł. Malować zaoferował się za darmo. Obejrzał najwybitniejsze realizacje tematu. Najbardziej zainspirowały go dwie wieczerze – Leonarda da Vinci i Salvadora Dali.

Jeśli chodzi o technologię, to Świeszewski jest jednym z malarzy najlepiej przygotowanych do takiej pracy – ocenia Zofia Watrak, krytyk sztuki. – Do skali również. Problem dotyczy stylistyki. Tu by trzeba dobrego warsztatu realistycznego, a on znany jest ze skłonności do deformacji, karykatury, przetwarzania rzeczywistości. Ale nigdy nie wiadomo, na co artystę stać.

Dominuje opinia, że artystę stać na wiele, ale wyrażana jest ona przeważnie bez sympatii. Skąd owe mieszane odczucia? Na początku 1996 r. malarz i ksiądz urządzili coś na kształt castingu. Deklarowali, że chodzi o utrwalenie w dziele sztuki znanych gdańszczan, tworzących najnowszą historię i kulturę miasta.

Polityka 22.2000 (2247) z dnia 27.05.2000; Społeczeństwo; s. 90
Reklama