Archiwum Polityki

Witaj chrupiąca bułeczko

Przygotowania do Bożego Narodzenia w 1989 r. były zupełnie inne niż poprzednie. Nikt nie ustawiał się w nocy do mięsnego, w którym jeszcze niedawno rejestrował kartki. Kolejki przeniosły się pod firmowe sklepy zakładów mięsnych, w których sprzedawano bez marży. Ale główny ciężar zaopatrzenia świątecznych stołów wzięła na siebie ulica. Tam w samochodach dostawczych i na łóżkach polowych rodził się wolny rynek. Poród brudnymi rękami odbierali ludzie, którzy jeszcze przed kilkoma miesiącami byliby ścigani przez władzę ludową jako spekulanci. Wieś witała rynek z euforią, miasto z zaciekawieniem, a władza ludowa pakowała manatki.

Niedawni sojusznicy Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, czyli Zjednoczone Stronnictwo Ludowe i Stronnictwo Demokratyczne, po wspólnej fotografii ich liderów z Lechem Wałęsą, mogli jeszcze zostać. Nowy minister handlu, tak jak poprzednik także z SD, na konferencji prasowej poświęconej zaopatrzeniu sklepów mówił jednak rzeczy, które poprzednikom nie przeszłyby przez usta. Że rynku było do tej pory w gospodarce za mało. I że on, minister Aleksander Mackiewicz, nie wie, jakie ilości cytrusów, rodzynek, kawy, szampana itp.

Polityka 52.2000 (2277) z dnia 23.12.2000; Historia; s. 68