Archiwum Polityki

Damy pochopne, niemrawe huzary

Seksuolodzy utwierdzili Polaków w poglądzie, że z erotyką jest u nas marnie, bo nie umiemy o tym rozmawiać, nie jesteśmy dobrze wyedukowani, skuwa nas rygorystyczna obyczajowość, antykoncepcja jest sprawą upolitycznioną, a tak w ogóle, jeśli się mieszka pod jednym dachem z teściową, to jak może być dobrze. Tymczasem, nawet w krajach, gdzie nie ma problemu ani z akceptacją pigułki, ani z lokum – 60 proc. dam uważa, że mężczyźni są leniwi i kompletnie ich nie rozumieją. – Jesteście panie zbyt przystępne i wyzwolone – podpowiadają eksperci. – Panowie nie mają powodów, by nadto się starać. Wygląda więc na to, że zmieniają się tradycyjne role i zachowania seksualne. Czego nowego o swej płciowości człowiek miał szansę dowiedzieć się ostatnio? I co go czeka: powrót flirtu, romantycznych, uwodzicielskich zabiegów? A może wręcz przeciwnie – seks jako akt fizyczny, raczej z dziedziny higieny i fitness, lub jeszcze gorzej – jako akt informatyczny poprzez chipy wszczepione w głowę?

Kaskady sondaży w prasie, rozliczne poradniki, sercowo-alkowiane kąciki w kolorowych czasopismach starają się nas przekonać, że udane życie seksualne jest fundamentem dobrostanu. Polacy – wzorem innych nacji – jeśli nie rozgadali się jeszcze, to przynajmniej mają okazję rozczytać się w publikacjach na temat seksu. „Nasza żądza czytania o seksie ustępuje tylko żądzy uprawiania go”– pisze Jared Diamond, biolog i antropolog. Z tego pewnie powodu wszelkie raporty i sondaże, skupiające się na szczegółowych wyliczeniach w rodzaju: ile razy w ciągu roku, w jakiej mierze z satysfakcjonującym efektem itd.

Polityka 50.2000 (2275) z dnia 09.12.2000; Raport; s. 3