Archiwum Polityki

Gitara jest sexy

To bezsprzecznie najważniejszy instrument w muzyce popularnej ostatniego półwiecza. Bez gitary nie byłoby bluesa i rocka. Towarzyszyła pieśniom protestu, lirycznym balladom, hipisowskiej rewolcie i punkowej anarchii. Amatorska i wirtuozerska, akustyczna i elektryczna, obrosła symboliką bogatą i wieloznaczną.

Muniek Staszczyk, wokalista grupy T.Love, przypomina sobie, że jakieś dwa, trzy lata temu rozmawiał po koncercie z młodymi ludźmi, którzy przekonywali go, by dał sobie spokój z gitarowym podkładem do swoich piosenek. Mówili, że teraz w epoce komputerów i clubbingu gitara to obciach i wieśniactwo. Takie dictum dla kogoś, kto wychował się na rocku, brzmi bez mała jak wyrok śmierci, a przynajmniej jak rada, że czas najwyższy udać się na emeryturę.

Może rzeczywiście najmłodsze pokolenie nie ma zrozumienia dla gitarowej magii, nie podnieca się ani ostrym, przesterowanym riffem, ani brawurową solówką, ani finezyjnym, akustycznym akompaniamentem.

Polityka 33.2003 (2414) z dnia 16.08.2003; Kultura; s. 51