Archiwum Polityki

Ruletka z faktorem

Właściwie po diabła ludzie się opalają? Dlaczego ze smażenia się na słońcu uczynili główne letnie zajęcie? Pociąg musi być silny, skoro gna po świecie w poszukiwaniu nieba bez chmurki, a później każe godzinami pracować nad najciemniejszym odcieniem brązu. Przez lata kąpiele słoneczne traktowano jako źródło zdrowia, ostatnio lekarze popsuli przyjemność, strasząc promieniami UV i czerniakiem. Powstał przemysł środków, które stwarzają iluzję bezkarnego opalania. O tym, jak zejść cało ze słońca, traktuje nasz poradnik.

Kiedyś słońce traktowano jak najdoskonalszy naturalny lek. Linię frontu entuzjastów opalania tworzyli w pierwszym rzędzie pediatrzy z ortopedami – według nich opalanie było najważniejszym źródłem witaminy D, która dzieci ratuje przed krzywicą, a dorosłych przed złamaniami kości. Psychiatrzy leczyli słońcem depresję. Nawet dermatolodzy – dziś nieprzejednani wrogowie opalania – niektóre choroby skóry łagodzili wyłącznie latem.

Dziś front przeciwników opalania gwałtownie się poszerzył: tworzą go już nie tylko spece od skóry, onkolodzy i okuliści, ale nawet dawni orędownicy witaminy D.

Polityka 29.2003 (2410) z dnia 19.07.2003; Poradnik; s. 72