Archiwum Polityki

Pieniacz pieni się obficie

Przyczyna nie jest ważna i zwykle bywa błaha. Skutek w gruncie rzeczy też nie jest istotny. Byleby interweniowały jakieś instytucje. Niech policja rozpocznie dochodzenie, niech będą spisywane protokoły, powoływane komisje, przesłuchani świadkowie, niech grzeją się urzędnicze pióra, grzmią urzędowe pieczęcie. Niech puchną akta. Pozew, monit, podanie, zażalenie, doniesienie, odwołanie. Niech w końcu zapełni się sądowa sala. Oto żywioł pieniacza. Plaga i zmora państwa prawa.

Po przejściu na emeryturę Eugenia Grabara spostrzegła, że w miejscu jej zamieszkania na klatce schodowej „b” w bloku nr 22 przy ulicy Wojska Polskiego w Częstochowie regulamin mieszkańca stał się martwą literą. Postanowiła go wskrzesić. Zaczęła od psa Grażyny Bazan (piętro czwarte), wyprowadzanego na spacer przez jej córkę Martę. Pies ten miał łamać regulamin wyjątkowo dokuczliwym szczekaniem pod drzwiami Eugenii Grabary. Początkowo powzięła ona zamiar zebrania wśród sąsiadów podpisów pod listem protestacyjnym.

Polityka 18.2003 (2399) z dnia 03.05.2003; Raport; s. 3