Archiwum Polityki

Uwolnić gibona

Opinia publiczna, podzielona w kwestii narkotyków idealnie równo pod pokoleniową linijkę, została zaproszona do tak zwanej konsultacji społecznej. Podczas debaty udowodniono tyle, że „świętujący inaczej” – jak nazwali samych siebie palacze marihuany (lolka, gibona, batuty, jointa, fai), za nic nie dogadają się z zatroskanymi o nich antynarkotykowymi działaczami. O co znów ten, nomen omen, dym?

Wysłuchanie społeczne to nowość we współczesnej polskiej demokracji. Historyczne zdarzenie miało miejsce w ubiegłą środę, 9 lutego, kiedy to salę kinową Ministerstwa Zdrowia wypełniła setka obywateli, którzy uprzednio przysłali swoje zgłoszenia: przedstawiciele stowarzyszeń, młodzi politycy, osoby prywatne. W atmosferze pełnej ekscytacji debata z upływem każdych kolejnych trzech minut (tyle dokładnie czasu miał każdy mówca) nabierała humorystycznego rozmachu. Rozpoczęli serią antynarkotykowych gromów działacze, którzy arbitralność sądów mieli wypisaną na twarzach.

Polityka 7.2005 (2491) z dnia 19.02.2005; Kraj; s. 30