O dzieciństwie:
Jako 7-latek nie wiedziałem, ani nikt z rodziców nie wiedział, że za 2 lata będzie mnie czekał początek choroby reumatycznej. Gdyby, kiedy miałem 10 lat, ktoś postawił na mnie chociaż jeden grosz w zakładach sportowych – dzisiaj byłby milionerem. Miałem nawet dwumiesięczne zwolnienia z wf, żeby nie narażać mięśnia sercowego. Wyjeżdżałem do sanatorium, byłem cały czas leczony.
O medalu w Atenach:
W Atenach trzeba było podjąć bardzo ważną decyzję strategiczną, czy powtarzam Sydney: 20 i 50 km, czy tylko 50 km? Decyzję musiałem podjąć ja sam. Wszystko dokładnie przygotowałem, byłem na wizji lokalnej rok przed zawodami, zbierałem dane na temat klimatu, znałem dokładnie moich rywali. Miałem motywację i silną wizję Roberta Korzeniowskiego wchodzącego na Akropol ze złotym medalem. Może to banał, ale chciałem tak symbolicznie wejść po mój ostatni medal na Akropol i stamtąd spojrzeć na całą moją karierę.
O następcach:
Czy będę miał następcę? Stawiam na dzieci, czyli uczniowskie kluby sportowe. Takich klubów jest już dzisiaj w Polsce siedem, niedługo będziemy spotykać się w Spale na zawodach halowych dla 300 dzieci.