Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Archiwum Polityki

Polskie kłopoty w kosmosie

Po katastrofie Columbii pojawiły się pytania, czy wydarzenie to nie spowoduje globalnego zastoju w badaniach kosmosu. Gdyby tak się stało, to jednym z poszkodowanych byłaby również Polska. Od czasu powołania do życia w 1977 r. Centrum Badań Kosmicznych PAN kilkadziesiąt polskich przyrządów badawczych znalazło się na pokładach sond kosmicznych. Nasi naukowcy współpracują głównie z Europejską Agencją Kosmiczną (ESA), która nie zapowiada spowolnienia swoich prac. Ale niestety i ona, i polscy naukowcy ten rok zaczęli pechowo. W styczniu miała wystartować sonda Rosetta i polecieć w kierunku komety Wirtanena. Jedno z najbardziej skomplikowanych urządzeń Rosetty – przyrząd, za pomocą którego lądownik będzie się wbijał w lód powierzchni jądra komety – skonstruowali polscy uczeni. Niestety, z powodu awarii rakiet Ariane misja została odłożona.

To jest najbardziej zaawansowany program kosmiczny, w którym do tej pory uczestniczyliśmy – mówi prof. Zbigniew Kłos, dyrektor CBK. Miejmy jednak nadzieję, że Rosetta w końcu poleci i nie podzieli losu sondy Mars 96, która nie opuściła orbity wokółziemskiej na skutek awarii ostatniego członu rosyjskiej rakiety. W prace nad Marsem 96 również byli zaangażowani naukowcy z CBK. – W ubiegłym roku na działalność i projekty misji kosmicznych z budżetu państwa otrzymaliśmy ok. 5,5 mln zł – mówi dr Kłos. Dla porównania – jedna wyprawa wahadłowca kosztuje odpowiednik co najmniej 2 mld zł.

Polityka 8.2003 (2389) z dnia 22.02.2003; Ludzie i wydarzenia; s. 12
Reklama