Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Archiwum Polityki

Pociąg do bocianów

Potwierdzenie z Berlina: Wielu zamożnych niemieckich turystów wybrało w tym roku za cel swych podróży nie Majorkę lub Karaiby, lecz Polskę i inne nowe kraje Unii.

Coraz więcej niemieckich biur podróży spogląda z zainteresowaniem na wschodniego sąsiada. – Zgadza się, że nad Morzem Śródziemnym słońce mocniej grzeje, ale tu znalazłem ciszę i spokój – podsumowuje tygodniowy urlop na Mazurach były senator Berlina do spraw gospodarki i przemysłu Elmar Pieroth.

Mazury należą do regionów najczęściej odwiedzanych przez turystów z Niemiec. W 2003 r. gościły ponad milion gości zza Odry. Dla zaspokojenia coraz bardziej wyszukanych oczekiwań na mazurskich jeziorach pojawił się od ubiegłego sezonu luksusowy statek hotelowy. Wiosną 2004 r. inny armator przeniósł swój pływający hotel z Odry na Wisłę.

Recesja sprawia, iż Niemcy zaczynają spędzać urlop w kraju. W ubiegłym roku tak właśnie postąpił co trzeci mieszkaniec dotąd najbardziej podróżującego europejskiego społeczeństwa. Do łask urlopowiczów wróciła Meklemburgia-Pomorze Przednie oraz turystyka lokalna. Jeśli decydowano się na urlop za granicą, wybierano korzystne cenowo oferty w Bułgarii i Chorwacji. Emeryci dla podreperowania zdrowia wybierali się na pobyty sanatoryjne w relatywnie tanich ośrodkach w Kołobrzegu i Świnoujściu. Tak zapewnia Piotr Lorek, właściciel biura podróży z przygranicznego niemieckiego Schwedt, który wyspecjalizował się w turystyce uzdrowiskowej do Polski (biuro jego ma swoje przedstawicielstwo w Berlinie i jest jedynym prowadzonym przez osobę pochodzenia polskiego na terenie b. NRD).

Okazuje się jednak, iż przy odrobinie promocji Polska może być atrakcyjna nie tylko dla niemieckich kuracjuszy lub dla turystów odbywających podróże na Mazury, Śląsk i Pomorze w ramach tzw. turystyki sentymentalnej. Powoli – z przyczyn biologicznych – mija zapotrzebowanie na tego typu formy spędzania czasu w Polsce.

Polityka 34.2004 (2466) z dnia 21.08.2004; Społeczeństwo; s. 80
Reklama