Archiwum Polityki

Siła jest w ręku

Każdy chyba chłopak i niejedna dziewczyna choć raz spróbowali zmierzyć się z kimś na rękę. Igor Mazurenko, ukraiński siłacz imigrant, który postanowił zrobić interes na przemienieniu w Polsce knajpiano-podwórkowej rozrywki w dziedzinę sportu – z federacją, sponsorami, mistrzostwami i ligą zawodników – nie miał więc wątpliwości, że tradycyjną nazwę należy zachować: siłowanie na rękę.

Problem pojawił się z nazwaniem zawodników. Sami oni doszli do wniosku, że w przypadku sporej ich części, zwłaszcza nastoletnich dziewcząt – takich jak piętnastoletnia Magda Chechelska, która waży niecałe czterdzieści kilogramów – określenie siłaczka brzmi głupio. Jeśli zaś starać się precyzować: siłaczka rękowa albo siłaczka ręczna, to już wyjdzie kupa śmiechu, nic więcej.

Aby więc śmieszność nie towarzyszyła im już na starcie, co mogłoby znacznie skomplikować karierę zarówno zawodników, jak i całej dyscypliny, zapożyczyli nazwę anglojęzyczną: armwrestler (arm – ręka, wrestler – zapaśnik, wrestling – zapasy, armwrestling – zapasy, siłowanie na rękę).

Polityka 3.2006 (2538) z dnia 21.01.2006; Na własne oczy; s. 100