Archiwum Polityki

Życie po 17.15

Wylatywały ze środka przez wycinane w dachu dziury, którymi ratownicy wchodzili pod zwalisko. Coraz więcej otworów ratunkowych, coraz więcej rannych. I coraz więcej krążących gołębi. Coraz więcej wydobywanych martwych ciał i coraz więcej żywych, ulatujących w czarne niebo ptaków. – Stałem zaszokowany. Symbolika tej sceny wywoływała dreszcze – przyznaje Krzysztof Wojtera, jeden z wolontariuszy, ratujących ofiary katowickiej katastrofy.

Tego popołudnia o siedemnastej piętnaście śmierć przyszła z góry, ale zatrzymała się kilkadziesiąt centymetrów od Grzegorza Jabłońskiego z Olsztyna. Uratowało go to, że siedział, a następnie upadł na podłogę. Lecąca blacha obcięła mu tylko wskazujący palec lewej dłoni. Nie pamięta, jak długo leżał w marznącej ciemności. Nie pamięta, o czym myślał. Pamięta, że strach przyszedł, kiedy wokół niego zaczęły dzwonić telefony komórkowe, których nikt nie odbierał,

Jabłoński, właściciel sklepu dla wielbicieli gołębi, na targach miał własne stoisko.

Polityka 5.2006 (2540) z dnia 04.02.2006; Temat tygodnia; s. 16
Reklama