Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Archiwum Polityki

Kanon Kałużyńskiego

Na czym polegała wyjątkowość krytyki uprawianej przez Zygmunta Kałużyńskiego? Jest okazja, by się nad tym zastanowić, czytając ponownie recenzje, które ukazują się w trafiającym właśnie do księgarń zbiorze „Kanon Królewski. Jego 50 ulubionych filmów”.

Kiedy umarł rok temu, nie mieliśmy wątpliwości, że odszedł najwybitniejszy polski krytyk filmowy wszech czasów. Uwielbiany przez czytelników i telewidzów, choć niekoniecznie przez nasze środowisko filmowe. Ale tym akurat się nie zamartwiał, ponieważ zawsze najbardziej cenił sobie niezależność, także od towarzyskich układów branżowych.

Dlaczego Zygmunt Kałużyński, człowiek z życiorysem godnym powieści („ocalony z XX wieku”, mawiał o sobie) i ogromną wiedzą, wybrał właśnie kino? Znał się przecież doskonale na muzyce, literaturze, także światowej (ostatni esej, jaki zamieścił w „Polityce”, poświęcony był „Ulissesowi” Joyce’a), malarstwie. A jednak w kinie dostrzegł, jak sam powiadał, „siłę najważniejszą w kulturze”. Nieraz wspominał swe pierwsze pobyty w kinie i wrażenie, jakie robiła ciemniejąca z wolna sala projekcyjna i obraz ryczącego lwa z czołówki wytwórni MGM. To było wejście w świat magii, w którym pozostał do końca.

Spędził pół życia w ciemnościach, ze świadomością, że właśnie tam obcuje ze sztuką najżywszą, najbardziej energetyczną. „Kino obsługuje zbiorową podświadomość”, „Kino to wielki informator o życiu narodów” – powtarzał w recenzjach.

Miał własny, niepowtarzalny styl pisarski: pisał barwnie, z poczuciem humoru. Czasem potrafił jednym zdaniem scharakteryzować obejrzane dzieło czy artystę. W „Kanonie” można znaleźć np. takie zdanie o „Potopie” Jerzego Hoffmana: „Największe widowisko zrobione w Polsce od czasu osady starosłowiańskiej w Biskupinie”. O Jamesie Deanie pisał: „Wygląda, jakby zaczepił się o mebel”, o Marilyn Monroe: „Marilyn jest istotnie imponująca, jest to blondyna tęga i biuściasta, zawsze w obcisłych sukniach, o naiwnie głupim spojrzeniu, które stanowi kontrast z jej prowokacyjnym wyglądem”.

Polityka 42.2005 (2526) z dnia 22.10.2005; Kultura; s. 80
Reklama