Archiwum Polityki

Pasierbowie niedzielnej macochy

Takie sytuacje nikogo już nie gorszą ani nie dziwią: tata, który ma nową rodzinę, mama, która sprowadza do domu nowego męża, dzieci, którym przybywa przyrodnich braci i sióstr ze skomplikowanych konfiguracji życia dorosłych. Ale to mit, że łatwo jest ułożyć sobie wspólne życie z dziećmi, które są moje, twoje i nasze.

Przez całe wieki wdowcy żenili się z wdowami albo pannami. Wdowy – odpowiednio – z wdowcami i kawalerami. Z rozwiedzionymi nikt się nie żenił, bo tacy się w ogóle nie zdarzali: co Bóg złączył i tak dalej. Kobieta była po bożemu macochą i pasierb nie zwracał się do niej jak teraz – Elu, ciociu i jak tam jeszcze. A mężczyzna był ojczymem, a nie Jurkiem lub wujkiem.

Dzieci zostawały pasierbami, które należało karmić i ich nie krzywdzić, nie zapominając wszakże, że mężczyzna wchodzi do domu kobiety z dziećmi jako zbawca i anioł (chyba że wdowa bogata), bo mógł sobie wziąć pannę świeżą i bez balastu.

Polityka 41.2007 (2624) z dnia 13.10.2007; Ludzie; s. 120