Archiwum Polityki

Napchać szprycą kiełbaśnicę

Dlaczego nie rozkoszujemy się, jak kiedyś, cudnym smakiem kiełbasy szynkowej, cytrynowej lub myśliwskiej? Dlaczego, gdy kosztujemy dziś szynkę, baleron lub polędwicę, nie wzbiera w nas zapachowy poryw? Dlaczego z oczyma pełnymi wieprzowego zachwytu nie pochylamy się już nad salcesonem, kaszanką i wątrobianką? Dlaczego wreszcie symfonia wszystkich tych smaków i zapachów już nas na wskroś nie przewierca?

Jakość zaczyna się w oborze i chlewie – powiada na wstępie sentencjonalnie Kazimierz Stańczyk, honorowy prezes Stowarzyszenia Rzeźników i Wędliniarzy RP, od 44 lat w branży, człowiek, jak na rzeźnika i wędliniarza przystało, słusznej budowy – 125 kg w ubraniu, czyli brutto. A powiada to w sali konferencyjnej zakładu przetwórstwa mięsnego Lukullus w Leoncinie, którego właścicielem jest Wojciech Szymański, 132 kg brutto, wędliniarz po ojcu, który jeszcze przed wojną miał zakład w Nowym Dworze.

Polityka 13.2002 (2343) z dnia 30.03.2002; Kraj; s. 34