Archiwum Polityki

Śmierć prezydenta

Wszystko trwało zaledwie kilka sekund. Trzy suche trzaski strzałów z pistoletu i prezydent Narutowicz osunął się na posadzkę w sali wystawowej warszawskiej Zachęty.

Prezydent zmarł niemal natychmiast nie odzyskawszy przytomności. „Stałem – wspominał po latach ówczesny premier, krakowski konserwatysta prof. Julian Nowak – tuż obok prezydenta Narutowicza i dotykałem go w ścisku lewym ramieniem. Na moment umysł w ogóle nie zdawał sobie sprawy, co zaszło. Dopiero po chwili, jak błyskawica zjawiła się myśl: to zamach – przemknęło mi przez głowę, że pewnie na prezydenta – po czym nagle wszczął się zamęt i zamieszanie na sali.

Polityka 49.2002 (2379) z dnia 07.12.2002; Historia; s. 74