Archiwum Polityki

Śmieci na złocie

Kojarzona z biedą Mongolia jest baj ecznie bogata. Dzięki złożom czeka ją świetlana przyszłość. Ale tylko w teorii, bo nie potrafi po nie sięgnąć.

Wysokie dźwigi budowlane nad centrum Ułan Bator zwiastują zmianę czasów. W hotelach i pubach język mongolski słyszy się rzadziej od angielskiego, koreańskiego czy francuskiego. Już w 1990 r. Mongolia rozstała się z wielkim bratem z północy i rozpoczęła samodzielny marsz krętymi ścieżkami wolnego rynku. Chińskie, kanadyjskie, koreańskie, australijskie, rosyjskie i japońskie firmy w ciągu kilkunastu lat zainwestowały 2 mld dol., z czego połowę wpompowały w przemysł wydobywczy. W 2007 r. przyrost mongolskiego PKB wyniósł 9,9 proc.

Bogactwa mineralne Mongolii są naprawdę imponujące. W 2006 r. szacowano, że w około 400 złożach spoczywa złoto, miedź, węgiel, srebro i uran. Rejon Oyu Tolgoi to zapewne złoża miedzi i złota klasy światowej. Kanadyjska firma QGX ltd., która jako pierwsza w 1994 r. otrzymała licencję na próbne wiercenia w Mongolii, podaje, że z punktu widzenia geologii kraj ten jest jeszcze nieodkryty i nazywa go jednym z ostatnich bastionów eksploracji dla światowego przemysłu kopalnianego.

Mongolia ze swoimi 1566 tys. km2 powierzchni jest pięciokrotnie większa od Polski,

a ponieważ jest przy tym najrzadziej zaludnionym krajem świata (niespełna 2 osoby na 1 km2), podział zysków z podziemnego tortu mógłby zapewnić narodowi dobrobyt, jakiego nie powstydziłyby się najbogatsze kraje świata. Dla biedoty z przedmieść Ułan Bator to sen o żelaznym wilku.

Gerelee, dwudziestoletnia dziewczyna, mieszka w Amgalan, właśnie takiej podmiejskiej dzielnicy. Jurty ogradzają sklecone z desek i starych blach płoty. Przejścia między płotami to labirynt nierównych uliczek, wydeptanych w piachu i pyle.

Polityka 50.2008 (2684) z dnia 13.12.2008; Świat; s. 81
Reklama