Archiwum Polityki

Grypa w świecie, katar w Chindiach

Świat zachodni żyje kryzysem największym od 80 lat. Czy w dobie globalizacji jest to zjawisko globalne? Okazuje się, że nie! Chiny i Indie będą rosły nadal.

Azjatycki Bank Rozwoju przewiduje średni wzrost gospodarczy dla swego regionu na poziomie 5,5 proc. Przewodniczący ChRL Hu Jintao powiedział tuż przed Nowym Rokiem, że jedyne, co Chiny mogą zrobić dla świata w obliczu kryzysu, to rozwijać się dalej. Premier Indii z kolei nie obawia się kryzysu, dostrzega tylko spowolnienie. Na Dalekim Wschodzie powstaje awaryjny fundusz kryzysowy w wysokości 80 mld dol. Kraje Azji przechodziły już kryzys w 1990 r., dlatego lepiej wiedzą, jak sobie radzić teraz.

Finansowa zapaść zagraża wszystkim, lecz Indie wydają się bardziej odporne niż inne kraje. Indusi wykształcili w sobie zdolność absorbowania skutków każdej katastrofy. Chińczycy zresztą też. A kryzys finansów to jeszcze nie koniec świata. Premier Manmohan Singh, w latach 80. ekspert Banku Światowego, spotkał się pod koniec grudnia ub.r. z czołówką przemysłowców indyjskich, aby im powiedzieć, że prognozowany wzrost PKB osiągnie nie 9, a „tylko” 7 proc. Dodał, że przemysł poza gospodarczym ma także znaczenie społeczne, którego nie wolno zaniedbać w kraju zaludnionym przez 1,1 mld mieszkańców.

Kłopoty Indii zaczęły się od niedogodności na światowym rynku kredytowym. Powoduje to m.in. ograniczenie w rozwoju infrastruktury, przede wszystkim komunikacyjnej, czyli spadek zatrudnienia w tym sektorze. Ale osłabienia siły nabywczej spodziewać się nie należy, choć inflacja sięgnęła 10 proc. Przyczyną jest odkładana przez lata potrzeba kupowania; w Indiach nie było bowiem atrakcyjnej oferty w sklepach, a teraz jest.

W Chinach inaczej – pieniądze, to znaczy gigantyczne nadwyżki z handlu zagranicznego, znajdują się w bankach państwowych, nie w kieszeniach prywatnych.

Polityka 6.2009 (2691) z dnia 07.02.2009; Świat; s. 78
Reklama