Jak wiemy, prezydent Lech Kaczyński jest prezydentem wszystkich Polaków, oczywiście z wyłączeniem Donalda Tuska, przynajmniej dopóki Donald Tusk nie przeprosi prezydenta za swoje niesłychane chamstwo. Prezydent czuje się tak bardzo obrażony, że nawet nie jest w stanie wyznać jak bardzo, dlatego musi to za niego robić premier, który wyjaśnił, że najbardziej oczywistym przejawem niesłychanego chamstwa Donalda Tuska jest publiczne używanie zwrotu „bracia Kaczyńscy”, przez co Tusk jątrzy, nadinterpretowuje, podsyca, a na dodatek miesza zjawiska. Premier przyznaje, że „bracia Kaczyńscy” to ciekawe i nie do końca zbadane zjawisko natury biologicznej, a nie politycznej i Tusk nie ma prawa go używać, bo nie jest biologiem.
K
to dał Tuskowi prawo do łączenia Lecha i Jarosława określeniem „bracia”? Co chciał on przez to powiedzieć? – pyta zdenerwowany polityk z najbliższego otoczenia prezydenta. – To język konfrontacji, od którego trzeba jak najszybciej odejść.
– Nie da się zaprzeczyć, że obaj należą do jednej rodziny – próbuję załagodzić.
– Słowo „rodzina” brzmi niesłychanie prowokacyjnie. To słowo w debacie politycznej niedopuszczalne. Dobrze pan wie, jak ono się kojarzy.
– Nie da się zaprzeczyć, że są krewnymi?
– „Krewni” to paskudne określenie. Po co się wzajemnie obrażać?
– Obaj noszą to samo nazwisko.
– To może być przypadkowa zbieżność, po co to roztrząsać? Warto podkreślić, że mają zupełnie inne imiona. I to jest naprawdę ważne.
Kiedy przypomniałem, że sam Jarosław często mawiał o prezydencie: mój brat, polityk z najbliższego otoczenia prezydenta rozłożył ręce w geście bezradności.