Archiwum Polityki

Wejście smyka

Dzieci taszczy się teraz ze sobą wszędzie. I to niemowlaki. Do samolotu, w egzotyczną podróż, do muzeum, restauracji. Dobrze to czy źle?

Malwina i Artur Flaczyńscy raj znaleźli w wietnamskim Bac Ha, średnio ładnej mieścinie, gdzie w dzień targowy siedzieli z miejscowymi wśród stert papierów, śmieci i skrzynek. Było ciepłe popołudnie, ich starsze dziecko bawiło się z miejscowymi, a młodsze brali na ręce kolejni dorośli, robiąc zabawki ze sznurka albo głupie miny.

Malwina wspomina, że dopiero w podróży mogli pozwolić sobie na ciągły luz, zwolnienie ciągle napiętej przy dzieciach uwagi.

Polityka 33.2008 (2667) z dnia 16.08.2008; Kraj; s. 30