Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Nauczyciel - non fiction.

(33)
2010-04-08 09:49 | Anna
Artykuł Beaty Igielskiej zawiera wiele ciekawych pomysłów na poprawę poziomu polskich nauczycieli. Świetny, aczkolwiek w dobie niżu demograficznego niewykonalny, jest pomysł podwyższenia wymagań dla kandydatów na uczelnie pedagogiczne. Prawda jest bowiem niestety taka, że obecnie liczba uczelni pedagogicznych jest zbyt duża i wędruje na nie cała masa ludzi, którzy zdali maturę na 30%, niedouczonych i bez powołania.
Dobrym pomysłem jest również znaczne podniesienie liczby godzin praktyk pedagogicznych - dodałabym do tego praktyki w różnych typach szkół i instytucji wychowawczych, gdzie młodzi adepci mogą się przekonać, że praca z dziećmi i młodzieżą to nie tylko dostawanie kwiatków na dzień nauczyciela i długie wakacje, ale że to praca bardzo obciążająca psychicznie, wymagająca sporej odporności.

Szkoda natomiast, że autorka nie dostrzegła przyczyn problemu. Po pierwsze warto moim zdaniem zwrócić uwagę na kadry zarządzające szkolnictwem. Obecnie dyrektorzy wybierani są de facto przez władze gminy (wpływ rodziców i nauczycieli to fikcja). Władze, bardzo rzadko biorą pod uwagę umiejętności zarządzania zespołem, kwalifikacje pedagogiczne, cechy osobowe. Głównym kryterium wyboru jest umiejętność robienia jak największych oszczędności i uległość - rzecz, na którą zwróciła uwagę autorka. Jak widać ryba psuje się od głowy. Te właśnie cechy - uległość i umiejętność "zdobywania funduszy na szkołę" są najbardziej cenione w szkołach - trudno się więc dziwić nauczycielom, że taką właśnie postawę przyjmują.
Do cech cenionych przez dyrektorów dodałabym jeszcze umiejętność "produkowania dobrze wypełnionej dokumentacji szkolnej" (tylko i wyłącznie to sprawdzają kuratoria podczas swych słynnych wizytacji).
Nauczyciel jest tylko pracownikiem, który jak w każdej firmie stara się wypełniać zalecenia pracodawcy. Przestańmy wreszcie myśleć o nauczycielstwie w kategoriach misji. Wymagać, by byli to idealiści. Wystarczy, że będą specjalistami - wystarczy oczywiście pod warunkiem, że wymagania będą jasne, stałe i racjonalne.
Autorka posługuje się wieloma niesprawdzalnymi argumentami - a raczej własną "intuicją", co nie licuje z poziomem "Polityki". Cytuję: "Chętnie używany argument, że to praca po 12 godzin na dobę, bo sprawdzanie zeszytów, bo przygotowanie konspektów lekcji to mit. Większość odbębnia swoje i wychodzi ze szkoły" Chciałoby się od razu spytać. A skąd autorka wie?...
Prawda jest taka, że nauczyciel nauczycielowi nierówny. Oczywistym jest, że znacznie mniej czasu na przygotowanie lekcji poświęci nauczyciel WF (prac wcale nie sprawdza), czy religii, niż polonista, czy nauczyciel języka obcego. Inną ponoszą oni odpowiedzialność za stan wiedzy uczniów. Nauczyciel religii przykładowo na żadnym etapie nie jest kontrolowany, bo egzaminów z tego przedmiotu po prostu nie ma. Dość częstą sytuacją jest więc wpisywanie tematów, których się nie realizuje. Matematyk, czy historyk na taki "luksus" pozwolić sobie nie może.
Być może więc pensum "tę społeczną sól w oku" można by dostosować do specjalizacji. Sądzę, że zbadanie ile faktycznie czasu wymaga przygotowanie rzetelnych zajęć z danych przedmiotów nie jest niemożliwe.
Krytyka awansu zawodowego również jest niewątpliwie cenna, ale autorka nie zaproponowała niczego w zamian. Prawda jest taka, że większość nauczycieli już obecnie ma poczucie wykonywania pracy "bez perspektyw". Kariera kończy się na "dyplomowanym". Może więc zamiast marudzić nad nieróbstwem nauczycieli, którzy osiągnęli już wszystko , co w tym zawodzie można osiągnąć - zaproponować coś więcej? To naturalne , że pracownik potrzebuje motywacji - nie rozumiem, dlaczego od nauczycieli wymaga się heroicznych postaw, poczucia misji, nadludzkiej motywacji tak ładnie przez autorkę nazywanej "pasją".
Nieeleganckim chwytem retorycznym nazwałabym uwagę w pierwszym akapicie: "Na forach internetowych branżowych czasopism słychać wiec anonimowy jęk" I tu następuje cała kanonada przekleństw i błędów ortograficznych, które zdają się być w tym kontekście obrazem poziomu polskich nauczycieli. Wydaje mi się, że internetowe forum, anonimowe i dostępne dla każdego, nie jest zbyt wiarygodnym polem do uogólnień. To raczej powinien być przytyk pod adresem moderatorów konkretnych witryn.
  • 2010-04-08 14:46 | wladimirz

    Tekst powinien mieć podtytuł "Materiał sponsorowany przez MEN";-).

    1.Jakość pracy nauczycieli zależy od tego co i w jaki sposób się od niego egzekwuje oraz co z tego egzekwowania wynika!!!Tymczasem tu mamy pełną biurokratyzację - jedyną naprawdę egzekwowaną rzeczą są papiery, papiery, papiery.Uczeń nie ma żadnego znaczenia!Polska szkoła od "reformy"Handkego zrobiła wiele kroków wstecz...
    2.Jak słusznie zauważyła moja przedmówczyni najistotniejsza jest kadra kierownicza, jej dobór oraz, jak w przypadku nauczycieli,co się od nich i w jaki sposób egzekwuje oraz co z tego egzekwowania wynika.Tymczasem jakość kadry kierowniczej w wyniku obecnych mechanizmów doboru oraz sposobu i treści jej kontrolowania jest tragiczna!!!
    3.Łatwość zwalniania nauczycieli niektórzy dyrektorzy może wykorzystają właściwie - większość wykorzysta to dla poprawy własnej pozycji(eliminacja konkurencji, kupienie etatami sympatii miejscowych notabli, ułatwienie w realizacji osobistych interesów z szarej strefy itd.) oraz osobistych porachunków.Karta, ze wszystkimi wadami, takie możliwości ogranicza.
    4.Mamy na uczelniach pedagogicznych kadrę oderwanych od oświatowej rzeczywistości doktrynerów i chałturników. Wykładają i egzekwują różne historie pedagogiki, doktryny pedagogiczne itp. itd. i to bez powowiązania z obecną rzeczywiśtością szkolną.Większość tych "uczonych" ostatni raz widziała prwadziwą szkołę po raz ostatni na własnej maturze;-)Nawet swoich zajeć nie potrafią w większości porządnie i ciekawie prowadzić!
    Profesor medycyny na sali operacyjnej czy przyjmując pacjenta jest wyoskiej klasy lekarzem i im cięższe przypadki tym bardziej jest własnie on do leczenia wykorzystywany.Profesor pedagogiki, gdyby trafił do rejonowego gimnazjum, nie tylko sobie nie poradzi lepiej od przeciętnego nauczyciela, ale będzie miał problem z wyjściem cało.Nawet w porządnym liceum taki profesor, nie znając się na niczym konkkretnym, na ogół sobie nie poradzi.Już nie piszę o pracy choćby miesiąc w roli np. wychowawcy porawczaka (ciężki przypadek, ale profesorowie medycyny właśnie takimi się zajmują!)- to nie do pomyslenia!!!;-)
  • 2010-04-08 15:19 | Mimi

    Re:Nauczyciel - non fiction.

    Dziwią mnie te profesorskie krytyki nauczycieli. Można zapytać, skąd to wychodzą ci słabi absolwenci pedagogiki? Spod jakich mądrych rąk wybitnych naukowców ci delikwenci są wypuszczani do szkół? Profesorowie wspaniali tylko materiał kiepski? To jest prymitywne tłumaczenie. A gdzie jest odpowiedzialność różnych "doradców" i "ekspertów od edukacji" (wybitnych profesorów) doradzających kolejnym ministrom? Jeśli profesorowie sami nie widzą w sobie winy to może dociekliwy dziennikarz mógłby pogrzebać i odkryć gdzie ona leży i dlaczego nauczyciela są tacy a nie inni? Zawsze najłatwiej jest zepchnąć odpowiedzialność na ostatnie ogniwo. W zasadzie treść artykułu da się sprowadzić do prostej wyliczanki:

    Prawo oświatowe - super
    Minister - niewinny
    Kuratoria oświaty - niewinne
    Biuro Edukacji - niewinne
    Wydział Oświaty - niewinny
    Uczelnie pedagogiczne - w zasadzie niewinne
    Dyrektor - częściowo winny
    Nauczyciel - winny jak diabli.
    Tak się rozkłada odpowiedzialność że ludzie którzy nie mają nic do gadania obwiniani są o wszystko a prawdziwi decydenci śpią spokojnie.
  • 2010-04-08 15:34 | bob

    Re:Nauczyciel - non fiction.

    Powiem tak: "Polityka" podpadła mi bardzo. Nierzetelność w tym artykule aż kłuje w oczy. Nie chce mi się odnosić kolejno do kłamstw i półprawd zawartych w tekście pani Igielskiej, pragnę tylko wyrazić swój niesmak. No, "Polityko", za karę spadnie Ci trochę liczba sprzedanych egzemplarzy... Od dziś będę kupował "Cztery Kąty", czy coś tam...
  • 2010-04-08 15:52 | sebek

    Re:Nauczyciel - non fiction.

    Mój poprzedni wpis zaginął gdzieś więc spróbuję jeszcze raz, a było to tak:
    @Anna, bardzo dobra odpowiedź na artykuł. Ja bym jeszcze dodał że chcąc wymagać misji, rzetelności i heroizmu od innych, trzeba najpierw czegoś takiego wymagać od siebie. Autorka rzeczywiście często polega na swojej intuicji i na czymś co ja nazywam "mnie się wydajstwie" a mniej na sprawdzonych informacjach a to chyba nie jest przykładem dobrego dziennikarskiego warsztatu.
    Co oznacza określenie "wielu nie może pochwalić się wykształceniem pedagogicznym"? Wielu to znaczy ile, 20, 50, 80%? Dalej bardzo pokrętne jest stwierdzenie "oczywiście nie wszyscy nauczyciele zmagają się z ortografią i objawiają drastyczne braki w kulturze osobistej". Jaki jest cel takiego stwierdzenia? Podobnie można by napisać: "oczywiście nie wszyscy dziennikarze to kłamcy i oszuści" ale czego to ma dowieźć? Nie wszyscy ludzie na Ziemi są źli, to racja, jednak od dziennikarza "Polityki" oczekiwał bym bardziej odkrywczych stwierdzeń.
    Przykład Fiński jest przedstawiony przez autorkę o tyle pokrętnie że wszystko ukazane jest tam przez pryzmat zarobków, autorka słowem nie odnosi się do warunków pracy tamtejszych nauczycieli np. mniejszych klas, stabilności prawa jasno określonych zadań i wymagań nauczycieli. No i oczywiście brak jest nawiązania do wydatków na szkolnictwo publiczne w Finlandii (znacznie większych niż w Polsce) co niekoniecznie wiąże się z zarobkami. Nie wiem co autorka chciała osiągnąć podając przykład USA, bo trudno znaleźć wśród krajów OECD państwo w którym szkoły publiczne byłyby na niższym poziomie nią szkoły amerykańskie. USA są przykładem jak można ponieść porażkę na polu edukacji publicznej. Nie wiem gdzie autorka wyczytała o tych wysokich wymaganiach w stosunku do nauczycieli amerykańskich bo w wielu tamtejszych szkołach uczą ludzie zupełnie przypadkowi i niemal z łapanki. W tym kontekście nie dziwi przytoczony przez autrokę duży procent nauczycieli rezygnujących z pracy. Aby stawiać za przykład amerykańskie "public" trzeba mieć nie lada wyobraźnię lub szczątkową wiedzę na ten temat. Przykłady tamtejszych szkół elitarnych są zupełnie nie reprezentatywne dla całości.
    Problem w Polsce polega na tym że wobec nauczycieli chce się stawiać wymagania takie jak przed ich kolegami z bogatych krajów zachodnich nie oferując im zbliżonych przynajmniej warunków pracy. Pewnie dla autorki jest zrozumiałe że chcąc zatrudnić dobrego dziennikarza należy mu dobrze zapłacić i stworzyć w firmie dobre warunki, dlaczego myśli ona że dobry nauczyciel nie ma prawa do podobnych rzeczy? A jak mamy przyciągnąć dobrych fachowców do zawodu zaostrzając kryteria i oferując w zamian kiepską pensję i niestabilne otoczenie prawne (średnio co roku wchodzą nowe przepisy wywracające wszystko do góry nogami).
    No i zarządzanie. Słusznie pani Igielska pisze że jest tu dużo do zrobienia ale dyrektor szkoły czy przedszkola nie jest samodzielny tak jak dyrektor każdy inny dyrektor. Jest to osoba od której 'góra' wymaga posłuszeństwa, która ma zarządazać i odpowiadać ale bez wielu prerogatyw i wcale nie może jak normalny szef kształtować własnej polityki. Prawdziwe decyzje zapadają zawsze wyżej.
    Po treści artykułu widać że autorka 'coś tam' usłyszała, 'coś tam' przeczytała, 'coś tam pomyślała' i w końcu "coś tam" napisała. Szkoda bo poziom merytoryczny też jest "jakiś tam".
  • 2010-04-08 16:07 | luiza

    Re:Nauczyciel - non fiction.

    Z przykrością stwierdzam, że artykuł pani Igielskiej jest napisany nierzetelnie i jest pełen banałów (o ironio, bo to główne zarzuty autorki w stosunku do środowiska nauczycielskiego). Pzytoczonych jest wiele stwierdzeń, potocznych, negatywnych opinii, uogólnień nie popartych żadnymi badaniami. Mam więc kilka pytań do autorki.
    Już we wstępie czytamy, że "tysiące nauczycieli to osoby niedokształcone i bez powołania". A skąd Pani czerpie swoją wiedzę? Przeprowadziła Pani jakieś ankiety, sprawdzała dokumentację, zbierała dane w odpowiednich urzędach? A może dziesiątki tysięcy są niedokształcone? Lub setki.
    Następnie czytamy, że czeski pedagog uważa, że nauczyciele to najczęściej osoby z "syndromem posłuszeństwa, uległości, niechętni do walki, mówienia nie". Dowodem na to mają być narzekania nauczycieli na forach internetowych -o zgrozo anonimowe- bo przecież przedstawiciele innych zawodów, branż i grup społecznych nie narzekają, a jak już się to zdarzy to zawsze (na forach) podają swoje dane osobowe. Ciekawi mnie też gdzie czeski teoretyk przeprowadzał swoje obserwacje (badania?)- w Polsce? A może w Czechach? To by znaczyło w takim razie, że ulegli i tchórzliwi są nie tylko polscy nauczyciele. A co w takim razie z Finami? Czy ich też dotyka ta przypadłość? Inne ciekawe obserwacje mają profesorowie pedagogiki, mianowicie, "do zawodu trafiają ludzie niedojrzali emocjonalnie, pokaleczeni psychicznie", którzy później szykanują i poniżają swoich uczniów. To poważne zarzuty. Profesorowie widzą to i nie reagują? Jaki jest procent takich studentów? Gdzie dokonano obserwacji i przy pomocy jakich metod badano ich psychikę skoro, jak sama Pani pisze w dalszej części artykułu, na jednego profesora przypada 920 studentów? Prawdopodobnie z większością z nich profesorowie nie zamienili słowa przez kilka lat studiów.
    Dalej przykłady niedouczonych nauczycieli z publikacji sprzed 13 lat. I konstatacja autorki, że "niewiele się od tego czasu zmieniło". Czyżby badania zostały powtórzone czy opiera się Pani na swoich złych doświadczeniach czy pojedynczych doniesieniach mediów?
    W artykule roi się od ogólników i niesprawiedliwych twierdzeń. Cytowana niejaka Karolina stwierdza (anonimowo), że "nauczycielom brakuje pasji". Sama autorka dodaje, że Karta N-la "daje ochronę nierobom szkodzącym dzieciom", a nauczyciele wpisują się na forach "nierzadko z użyciem przekleństw". A może poda Pani nazwę tego forum, w którym roi się od przekleństw n-li, aby nieco uwiarygodnić swój artykuł?
    Zarzutem jest też to, że dużo n-li jest dyplomowanych. Pewnie, lepiej, żeby nadal byli stażystami i po kilkunastu (lub dwudziestu kilku) latach pracy zarabiali niecały tysiąc złotych. To na pewno zmotywowałoby ich do lepszej pracy.
    Natomiast przykład zaangażowanego n-la po prostu mnie rozśmieszył- to pan, który odpowiada w nocy na meile uczniów (swoją drogą uczeń mógł poszukać tych informacji w encyklopedii lub internecie, licealista powinien już to potrafić!). Szkoda, że od urzędników, lekarzy, dziennikarzy, pracowników banku, księży, pracowników naukowych itd. nie wymaga się aby w nocy odpowiadali na meile zainteresowanych osób. Być może autorka artykułu to robi, ja, niestety, w nocy muszę się wyspać. Pozdrawiam.
  • 2010-04-08 16:12 | wladimirz

    Pani Igielska niedawno była jeszcze dziennikarzem ZNP-owskiego "Głosu Nauczycielskiego"!Widać musi się wkupić w "rynkowej"prasie!;-)

    j.w.
  • 2010-04-08 18:22 | Anna

    Re:Nauczyciel - non fiction.

    Polecam odpowiedź na stronie ZNP http://www.znp.edu.pl/text.php?action=&cat=7&id=10446
    Wykazali dość dokładnie nierzetelność artykułu.
    Miło by było, gdyby autorka jakoś się do tego odniosła. Mam nadzieję, że zrobi to w następnym numerze "Polityki". Czekam z niecierpliwością.
  • 2010-04-08 21:45 | wladimirz

    Nieśmiało donoszę,że już dawno jest stopień awansu ponad nauczyciela dyplomowanego!Nazywa się profesor oświaty!!!

    Tyle,że z braku środków MEN przyznaje 10 takich stopni rocznie.Przy pół miliona nauczycieli bardziej opłaci im się grać w lotto.Szczególnie że nie muszą nawet uzyskiwać głównych wygranych...;-)
    Od mieszania bez cukru herbata nie robi się słodsza!!!;-)
  • 2010-04-08 21:51 | slav

    Re:Nauczyciel - non fiction.

    Artykuł p. Igielskiej jest "tendencyjny" (tu chcę się popisać, jako nauczyciel, znajomością polskiej kinematografii;). Autorka pisze np. o nauczycielce, która organizuje co roku konkurs literacki. W mojej szkole natomiast co roku odbywa się miejski konkurs plastyczny z rozstrzygnięciem z wielką pompą, konkurs ortograficzny, konkurs mitologiczny, konkurs na legendę, konkurs wiedzy o mieście itd. Dodam, że o pieniądze na nagrody żebramy w różnych instytucjach, bo szkoła ich nie ma. Czy pani Igielskiej wydaje się, że tylko ta jedna pani organizuje jakiś konkurs? Albo taka opinia, że mitem jest praca nauczyciela w domu. A skąd ta pani to wie?
    Rozumiem, że ilość godzin spędzanych w szkole przez nauczyciela może być obiektem zazdrości, jednakże w domu praca pochłania tyle samo czasu. Jak mam to tej pani udowodnić? Może zaposzę ją do siebie? Poza tym nie mogłabym przygotować się w szkole, bo nie mam tam warunków, choćby dlatego że w mojej szkole od lat jest jeden komputer na 40 nauczycieli, a w dodatku ostatnio się zepsuł i na pewno nie zostanie naprawiony. Szokujące prawda? Dodam, że szkoła nie zapewnia mi również ŻADNEJ innej potrzebnej mi do pracy rzeczy - długopisu, książek, nawet spinacza, ba, ja płacę nawet za korzystanie ze szkolnego ksero! A przecież kseruję materiały niezbędne mi do pracy! Dodam, że w wytycznych ministerstwa powinnam być użytkownikiem najnowszej technologii. Tylko czekać aż ministerstwo wyda prikaz, że nauczyciel ma sam sobie zapewnić rzutnik, laptop, dvd itd., aby prowadzić lekcje na miarę XXIw.
    Na tym poprzestanę. Myślę, że "Polityka" powinna się wstydzić tak nierzetelnego, jednostronnego artykułu, będącego zbiorem ciekawostek o nauczycielach, a służącego jedynie temu, aby poniżyć belfrów.
    Ja pozostaję zażenowana.
  • 2010-04-08 22:02 | luiza

    Re:Nauczyciel - non fiction.

    I jeszcze jedna refleksja. Pani Igielska wspomina o badaniach prof. Nalaskowskiego z 1997r., o których swego czasu było bardzo głośno w prasie i radiu. Ciekawi mnie czy autorka miała odwagę opisać je wcześniej, kiedy jeszcze pracowała dla Głosu Nauczycielskiego. A może wolała, "żeby do szefa nie doszło", że czyta takie publikacje, bo może "stracić pracę albo dodatek motywacyjny" (syndrom posłuszeństwa i uległości!). Bardzo chętnie przeczytam taki artykuł, jeśli jednak powstał- proszę podać mi tytuł i miejsce publikacji.
  • 2010-04-09 12:51 | Tolek

    Re:Nauczyciel - non fiction.

    Polityka" podpadła mi bardzo. Nierzetelność w tym artykule aż kłuje w oczy. Też mi się tak wydaje, nie przypominam sobie, a czytuję Politykę regularnie od lat, równie nierzetelnego artykułu. Artykuł przypomina publicystykę w radiowej trójce "po trzeciej". Chylę czoła przed gruntownym wykształceniem Pani Igielskiej. Pozdrawiam niedouczony (mam tylko ukończone studia kierunkowe i "podyplomówkę" pozwalającą uczyć drugiego przedmiotu), sfrustrowany i chyba wypalony belfer.(mam nadzieję, że nie popełniłem błędów ortograficznych)
  • 2010-04-09 23:11 | wiedzma

    Re:Nauczyciel - non fiction.

    Phi! Statystycznie to każdy Polak wypił w zeszłym roku 8 l czystego alkoholu :-))))))) Jak widać czytamy nie tylko babskie czasopisma i fora "branżowe" :-P
    A ja tam jestem dumna, że należę do armii najlepiej wykształconych profesjonalistów. Czytam: "40-latki", to zaczynały chyba równo z transformacją... Ba, z takim doświadczeniem to nie wstyd nazwać nas i ekspertami! Jeśli prawdą byłoby to, co ten czeski naukowiec napisał o uległości nauczycielek, to "Karta Nauczyciela" ("dziecko >>Solidarności<<" nota bene) byłaby tylko wspomnieniem,a tak mamy tu armię upartych bab, co to mimo zszarpanych nerwów, bronią jak bastionu "rozbitych" godzin pracy, tak przydatnych matkom-Polkom, jak może i marne pensje, ale regularnie wpłacane na konto.

    Przy większym pensum rzetelnie przygotowującym się i oceniającym nauczycielom opadną skrzydła. Już teraz wiele pasjonatek-Siłaczek trzymają jeszcze tylko w zawodzie owe mityczne ferie i wakacje. Gdy ich zabraknie, jak wcześniejszych emerytur, to i armia się skurczy... A tu wyż się pcha do szkół, pani WbijającaSzpileWlaleczkiWoodoo :-D

    Ja jestem już po urlopie zdrowotnym, więc nabrałam dystansu na wszelkie inwektywy, które padają niemal codziennie pod moim adresem. Spływają po mnie, jak i ten artykulik. Szkoda klawiatury, by tu kontrargumentować punkt po punkcie.

    A co tam, podpiszę się:
    Wredna polonistka :->
  • 2010-04-11 18:41 | obcy

    Re:Nauczyciel - non fiction.

    Może osobiście Pani rzeczywiście pracuje w domu, nie mam podstaw żeby w to nie wierzyć. Ale większość nauczycieli w domu nawet o szkole nie pomyśli, nie mówiąc o jakiejkolwiek pracy. Znam środowisko bardzo dobrze i jest mi po prosu wstyd. Wydaje mi sie że Polityka napisała prawdę. Oczywiście zawsze są wyjątki, ale przecież chodzi o problem natury ogólnej - ktoś może poczuć się zawsze urażony, bo on akurat jest inny. Aby nie być gołosłownym podam przykłady nauczycieli, których znam i wiem jak wygląda ich praca po lekcjach w domu: nauczyciel matematyki - gospodarstwo rolne, nauczycielka j. polskiego - własny sklep spożywczy(tam jest po tej ciężkiej harówce w szkole), nauczycielka I-III - agencja ubezpieczeniowa. ZGROZA !!! A może by któryś z nich nauczył się jakiegoś obcego języka (choć obawiam się,że to ponad ich siły) bo jak przyjechali do naszej szkoły Niemcy, to nikt się z nimi nie dogadał (choć mówili też oczywiście po angielsku) tylko zawołali babcię, która była na robotach w Niemczech żeby im tłumaczyła - niezła komedia i to nauczyciele dyplomowani, co to niby najwyższy stopień zawodowy! Poziom jest po prosu żenujący, i co najgorsze nikt i nic nie jest w stanie ich zmusić do jakiejkolwiek pracy i zaangażowania, bo przecież zrobili "wyższe", a poza tym kto? - dyrektor, który jest dla nich kumplem od wódeczki. Paranoja. Nigdzie ma tak nienormalnych relacji przełożony-podwładny, jak właśnie w szkole. Rozumiem, że praca to bardzo ciężka, ale ciężka dla tych którzy coś chcą zrobić a takich jest zdecydowana mniejszość.
  • 2010-04-11 19:29 | obcy

    NIESTETY PRAWDA !!!

    Może nauczyciele którzy rzeczywiście przykładają się do tej pracy a przede wszystkim ją "czują",mogli poczuć się tym artykułem urażeni. Ale- niestety prawda o polskich nauczycielach taka właśnie jest. Obserwując pracę nauczycieli w moim środowisku stwierdzam, że co w artykule napisano to pikuś.Podam parę przykładów, które zobrazują pracę nauczycieli poza 18-godzinnym pensum w godzinach popołudniowych. Nauczyciel matematyki - gospodarstwo rolne, nauczycielka j. polskiego - sklep spożywczy (tam jest zawsze po 12.40, nauczycielka I-III - agencja ubezpieczeniowa prowadzona przez męża - ona zjawia się tam po 14.00. ZGROZA!!!! Tak wygląda ich przygotowywanie się do lekcji i sprawdzanie klasówek! W dużych miastach są anonimowi i niewiele o nich wiemy, są tam też większe wymagania ze strony dyrekcji czy rodziców. Niestety w małych miasteczkach i wsiach są widoczni jak na dłoni - wszyscy widzą czym się zajmują wychodząc ze szkoły. Rodzice na zebranie to najlepiej gdyby przyszli na 15.00 (do nich nie dociera że ludzie jeszcze o tej godzinie pracują, no ale kto by tam wieczorem się trudził). Nie odbieram nikomu prawa do dodatkowej pracy, tym bardziej, że pewnie ktoś napisze, że robią to bo mało zarabiają. W porządku- tylko proszę nie mówić że się przygotowują w domu do lekcji , bo to nieprawda. Leją na to całkowicie.Zrobili przecież "wyższe" i nikt ich nie zwolni. O podnoszeniu kwalifikacji nie ma mowy, im się nie chce. Nawet na darmowe "unijne" szkolenia ciężko kogoś ruszyć, "bo ten papier nic mi nie da". Języki obce- żenada. Jak kiedyś przyjechali do naszej szkoły Niemcy to żaden z nauczycieli się z nimi nie porozumiał(choć mówili także po angielsku) i zawołali babcię, która była w Niemczech na robotach żeby im tłumaczyła - nauczyciele dyplomowani!!!!- wstyd. Dlatego uważam że zmiany są potrzebne. Wiem, że były takie czasy, że jak ktoś się po liceum nie dostał na studia to szedł pracować do szkoły, bo byle jak płacili i tam każdy znalazł pracę (potem jak zmusili skończył studia zaoczne) i mamy teraz tego efekt, ta kadra jest wynikiem selekcji negatywnej. O czym można mówić kiedy nauczycielka pisząc na tablicy robi błędy ortograficzne! Ludzie z tego okresu mają dziś 20-25 lat pracy a co najgorsze niektórzy z nich zostali dyrektorami szkół.
  • 2010-04-12 00:54 | wladimirz

    Tajemniczy obcy(pewnie z MEN)na podstawie swojej jednej znajomej wsi(nie wiadomo jak wiernie przedstawionej)wydaje ogólne oceny;-)

    1.To trzeba ocenić wyniki tej szkoły(od tego są egzaminy zewnętrzne) i nauczycieli zwolnić.Na pewno ich "zaangazowanie" w tych wynikach znajduje odbicie.
    2.Żeby dobrze(!!!)pracować nauczyciel musi mieć czas na przygotowanie.To,że niektórzy pracują źle i ten czas na co innego wykorzystują nic tu nie zmienia.Trzeba od nauczycieli i dyrektorów egzekwować efekty pracy, ale trzeba też umożliwić (m.in.czasem pracy) dobre jej wykonywanie!Dziś od szkół i nauczycieli egzekwuje się jedynie tony papieru!!!
    3.W każdym środowisku są 'czarne owce".Trzeba doskonalić narzędzia ich eliminacji oraz egzekwować osiąganie efektów.Nie można natomiast uniemożliwiać normalnej pracy tym, którzy to robią!!!
    4.Różne przedmioty i różne poziomy edukacji wymagają różnej ilości czasu na przygotowanie lekcji i sprawdzanie prac etc..Dlatego pensum powinno być zróżnicowane wg. tych kryteriów!!!A o tym cisza!
  • 2010-04-12 21:12 | Aneta Błaszkiewicz

    Re:Nauczyciel - non fiction.

    Był sobie nauczyciel.......
    Jako młoda bardzo osoba postanowiłam, pod wpływem moich profesorów z liceum wybrać zawód nauczyciela. Byli oni dla mnie wielkimi autorytetami, z ogromną wiedzą i ogromnym otwartym sercem dla młodzieży. Chciałam realizować się zawodowo w ten sam sposób. Wspierać młodego człowieka w trudnym dla niego okresie rozwoju. Pomóc młodzieży zobaczyć świat z wielu perspektyw. Nauczyć dystansu do rzeczywistości, do siebie. Szacunku dla naszej historii, symboli narodowych, naszej Ojczyzny.
    Kiedy rozpoczęłam pracę, wkroczyłam na zajęcia pełna wigoru, siły, że sama mogę zmienić świat.
    Szybko jednak musiałam zweryfikować moje wyobrażenie o pracy nauczyciela. Nie ważne okazało się jak uczę i czego uczę, ale ile papierów, oświadczeń poświadczeń, sprawozdań jestem w stanie przygotować. Papier w oświacie przyjmuje wszystko. Ale ta papierowa rzeczywistość jest drastycznie inna od tej realnej.Najwięcej zła w edukacji wyrządziła reforma wprowadzająca gimnazja, nową maturę i awans zawodowy nauczycieli.
    Gimnazja zrobiły z grzecznych, wychowanych dzieci z podstawówek, masę społeczną z tak ogromnymi brakami w wiedzy i umiejętnościach, że młodzież w szkole średniej ma problem z czytaniem ze zrozumieniem, ułamkami, mnożeniem, opiniowaniem faktów, wnioskowaniem i innymi podstawowymi umiejętnościami, które posiadały dzieci po podstawówkach.
    Nowa matura zamieniła szkoły średnie w szkoły tresujące do matury Zabija się w młodych ludziach samodzielność. Buduje się wioskę schematów Gromadę ludzi pozbawionych umiejętności samodzielnego myślenia. Maturę, która co roku obniża swój poziom do poziomu umiejętności młodzieży.
    Awans zawodowy stał się gwoździem do trumny, w której pogrzebano motywację ludzi do pracy. Jak ma się czuć pracownik, który ma świadomość, że awansuje tylko przez 10 lat. Kiedy rozpoczynałam pracę w szkole miałam lat 26, dziś po 9 latach w zawodzie w wieku 35 lat mam perspektywę, że cokolwiek nie zrobię, ile jeszcze podyplomowych studiów, kursów, nowych umiejętności nie nabędę, to i tak będę w rozwoju zawodowym w tym samym miejscu aż do emerytury.
    Dużo pracuję, bardzo dużo. Nie wiem czy jest to 40 godz tyg. Wiem jedno Jako pracownik prywatnej firmy, po ukończeniu 4 typów studiów podyplomowych, odbyciu niezliczonej już dla mnie liczby szkoleń, przepracowaniu nie wiem ilu godzin społecznie,ze znajomością języków obcych,byłabym dużo dalej niż jestem tu, w oświacie na stanowisku nauczyciela, szykanowanym i obrzucanym błotem słownym przez dziennikarzy, publicystów, polityków, grupy społeczne.
    Jestem nauczycielem z powołania,nauczycielem z poczuciem misji i to się nigdy nie zmieni.
    Proszę zwrócić tylko uwagę na fakt, że tych złych nauczycieli, którzy robią"krzywdę dzieciom" swoją obecnością w szkole ktoś przecież zatrudnił. Ktoś sprawdził ich kompetencje. Nie do końca jest to prawda,że Karta chroni nauczyciela. Od stopnia mianowanego tak, ale wcześniej to już nie bardzo.
    Nauczyciel to taki zawód, który podobnie jak policjant musi być przez państwo szczególnie chroniony. Nie bronię Karty. Uważam,że uniemożliwia mi rozwój zawodowy, ale musi być dokument, który zawód nauczyciela będzie traktował w sposób priorytetowy.Da nauczycielowi narzędzia reagowania na trudne sytuacje, bo w tej chwili jesteśmy ich pozbawieni. Z Policjantem nikt nie polemizuje. Od nauczyciela każdy jest "mądrzejszy".
    Nie zgadzam się z tym aby rodzice mieli wpływ na obsadzenie stanowiska dyrektora placówki. Rodzice mają tak rzadki kontakt ze szkołą jak niektóre dzieci. Dyrektor placówki musi być przede wszystkim menadżerem, i musi znać specyfikę szkoły, pracy w szkole. Szkoła to nie zwykła firma, nie zarządza się nią tak samo. I nie ma dla mnie innej możliwości jak ta,że dyrektor jest powoływany przez organ prowadzący.
    A co do błędów ortograficznych popełnianych przez nauczycieli na forach internetowych. Masa osób w Polsce ma przeróżne dysfunkcje. Czy można komuś zabronić pracy w szkole jeśli ma orzeczenie poradni o dysfunkcji? Wiedzą Państwo,że nie więc daruje sobie autorka tekstu i inni podobne uwagi.

  • 2010-04-15 23:46 | Renia

    Re:Nauczyciel - non fiction.

    Artykuł p. redaktor Beaty Igielskiej jest godny polecenia - dużo w nim prawdy i nie ma się co obruszać. Uważam, że i tak jest "oględnie" napisany ...
  • 2010-04-16 05:47 | wladimirz

    Czyżby sama p.Igielska postanowiła się odezwać?;-)

    Ciekawe co w jej tekście jest tą prawdą czystą i niezdeformowaną przez interesy sponsora???;-)
  • 2010-04-18 10:13 | Zbyszek

    Re:Nauczyciel - non fiction.

    Pokaz dziennikarskiej „rzetelności” – Beata Igielska w „Polityce” o nauczycielach.
    W numerze 15/2010 „Polityki” pani Igielska przyłączyła się do modnego od kilku lat nurtu pastwienia się nad nauczycielami. Przy okazji pokazała, że poziom profesjonalizmu dziennkarskiego nie koniecznie w Polsce przewyższa krytykowany poziom profesjonalizmu nauczycieli. Co prawda powołała się na naukowe autorytety, ale... Teraz pozwolę sobie na skomentowanie kilku jej stwierdzeń.
    1. „Internautka „ala” na forum „Głosu Nauczycielskiego” o podwyżkach płac pisze: skur...o i kure...wo!” – w rozważaniach o polityce płacowej w oświacie przytoczone stwierdzenia „ali” są jak najbardziej adekwatne do rzeczywistości. Ktoś powie – nauczycielom nie wypada. Racja – szkoda gadać, trzeba brać kilofy i ruszać na Warszawę. To najpewniejszy w Polsce sposób walki o swoje. Górnicy od czasu do czasu dają nam przyklad.
    2. „Wielu, zwłaszcza lektorzy języków obcych, nie mogą się pochwalić przygotowaniem pedagogicznym” – to jest jeden z efektów wspomnianej polityki płacowej. Fachowcy od ksztalcenia językowego mają atrakcyjniejsze propozycje, a szkoły biorą...każdego kto jako tako zna język.
    3. „Oczywiście, nie wszyscy nauczyciele zmagają się z ortografią i objawiają drastyczne braki w kulturze osobistej” – wśród dziennikarzy też trafiają sie osoby sprawnie władajace językiem polskim i zachowujące się kulturalnie.
    4. „młodzi nauczyciele znajdują się na końcu zestawienia pokazującego zarobki osób podejmujących pierwszą pracę” – a maturzyści wybierający studia, a potem studenci wybierający specjalizację doskonale o tym wiedzą. Przyszłe zarobki są źródłem takich zjawisk jak wybieranie studiów pedagogicznych i specjalizacji nauczycielskich przez osoby przypadkowe, liczące na łatwy i przyjemny przebieg studiów, nie planujące kariery w zawodzie nauczyciela, co wiecej, uważające, że taką pracę podejmą tylko w ostateczności, jak im nic w życiu nie wyjdzie. Szkoda, że autorka nie podała danych porównujących wysokość zarobków grup pracowników opłacanych przez podatników (podobnie jak nauczyciele), mających wyższe wykształcenie i dziesięcio oraz dwudziestoletni staż pracy. Dopiero takie dane pokazują nędzę nauczycielskiego wynagrodzenia.
    5. „Etat to tylko 18 godzin nauczania w szkole i 24–26 godz. w przedszkolu. To najniższe pensum w Europie!” – osobiście znam nauczycielkę z francuskiego liceum, której pensum dydaktyczne wynosi 15 godzin tygodniowo, przy zarobkach nieporównywalnych z polskimi (pięć razy wyższe). Nie jest ona wyjątkiem w tym państwie. I nikt przy zdrowych zmysłach jej tego nie wymawia, wiedząc, że poza prowadzeniem lekcji nauczyciel ma wiele innych obowiązków. Rozumiejąc, że tak musi być dla dobra uczniów.
    6. „Chętnie używany argument, że to praca po 12 godzin na dobę, bo sprawdzanie zeszytów, bo przygotowanie konspektów lekcji to mit. Większość odbębnia swoje i wychodzi ze szkoły.” – z tego co wiem, szkoły nie mają warunków, by nauczyciele na miejscu przygotowywali się do lekcji, sprawdzali różne prace itp.Więc po lekcjach muszą iść do domu i tam wykorzystywać do pracy prywatne pomieszczenia, prywatne meble, telefony, komputery, energię elektryczną itp. Przyzwoity nauczyciel nie tylko pracuje dużo więcej niż na to wskazuje jego etat dydaktyczny, ale jeszcze poświęca na to swoje prywatne zasoby finansowe. Ktoś powie, że takich nauczycieli jest mało – a ja uważam, że odsetek dobrych nauczycieli nie jest mniejszy niż odsetek dobrych dziennikarzy.
    7. „pewna nauczycielka klas I–III z popegeerowskiej wioski w Warmińsko-Mazurskiem utrzymuje, iż Krzysztof Kolumb wielkim polskim uczonym był, wieloryb to ryba” – zalożę się z panią redaktor o beczkę piwa, że nie tylko na prowincji, ale nawet w Warszawie znajdę dziennikarzy piszacych podobne bzdury. Nauczyciele z popegeerowskich wsi nie są w tej sprawie jakimś wyjątkiem.
    8. „Jest albo dydaktyka, albo wychowanie.” – fajny kwiatek, dowodzi braku podstawowej wiedzy o edukacji. Jeżeli chcemy być precyzyjni, to z pojęciem dydaktyka powinniśmy łączyć pojęcie pedagogika (jedno dotyczy kształcenia, a drugie wychowania). A tak w ogóle, to współczesne teorie pedagogiczne mówią o jedności kształcenia i wychowania.
    9. „Karta Nauczyciela [...] pochodzi z innej epoki, miała służyć ochronie tego zawodu przed autorytarną władzą i ideologizacją.” – a to jest kwiatek do sześcianu, dowodzący braku znajomości podstaw historii. W PRL decyzje strategiczne w sprawie oświaty podejmowało BP KC PZPR. Wydział Oświaty i Nauki KC nadawał im ksztalt wytycznych, które Ministerstwo Oświaty zamieniało na akty prawne „przyklepywane” przez sejm. Proszę mi powiedzieć, w którym miejscu tego procesu mogła powstać w PRL ustawa „służąca ochronie tego zawodu przed autorytarną władzą i ideologizacją”?
    10. „Zmiana wizerunku nauczycieli nie nastąpi z dnia na dzień. Nikt nie uwierzy chyba, że gdy tylko pensja sięgnie np. 6 tys. zł na rękę, wiejskie szkoły po godz. 14.00 przestaną świecić pustkami, a mierny nauczyciel nagle zacznie lepiej pracować i zadba o swój rozwój.” - Zmiana wizerunku nauczyciela i szkoły potrwa jakieś 20-30 lat (i to pod warunkiem, że dziennikarze nie będą przeszkadzali ;-) ). Szkoły i nauczyciele nie zmienią sie natychmiast po podwyżce. Ale podwyżka jest warunkiem podstawowym, by jakakolwiek zmiana na lepsze nastapiła w przyszłości. I właśnie Finlandia jest tego dowodem.
    11. „do niedawna tak łatwo było nauczycielowi przejść na wcześniejszą emeryturę: kobiecie wystarczyło 55 lat życia, 30 lat pracy, w tym 15 przy tablicy. Od nowego roku tego rodzaju ulg już przynajmniej nie będzie.” – święta prawda, koniec z przywilejami(aj ta brzydka zwiść i zazdrość). Teraz każdy belfer będzie pracował tak długo jak dziennikarze. Szkoły z roku na rok będą zatrudniały coraz większy procent nauczycieli schorowanych, sfrustrowanych i wypalonych. Fikołki na wychowaniu fizycznym bedzie uprawiała z uczniami pani w wieku lat 59 i pan po sześćdziesiątce. Bedzie super. Dogonimy Europę. Czy o to chodzi pani redaktor?
  • 2010-04-22 11:03 | Karolina

    Re:Nauczyciel - non fiction.

    Ciekawe, czy prezes Broniarz juz pozywa rowniez DGP?

    http://praca.gazetaprawna.pl/artykuly/415362,nawet_zlego_nauczyciela_nie_mozna_zwolnic.html,2
  • 2010-04-22 13:39 | wladimirz

    Oba teksty zamówił ten sam sponsor-zleceniodawca.I tyle...;-).

    Jak wiele innych podobnych tekstów lansujących pewne pomysły, rozwiązania oraz oceny. Nasze media są wolne, ale od kasy zależą jak najbardziej;-)
  • 2010-04-24 19:17 | tolo

    Re:Nauczyciel - non fiction.

    Całkowicie nie przekonuje mnie Pani argumentacja. I to w każdym z wątków jakie Pani poruszyła. To, że nie potraficie poradzić sobie z tą jak Pani to nazwała "masą", którą stanowią gimnazjaliści, świadczy właśnie o słabości kadry pedagogicznej. Wg mnie nauczyciele także stanowią "masę" - jeżeli posługiwać się mamy tym językiem. Żadnych indywidualności, żadnych autorytetów, wzorców do naśladowania, wiedzą, która może zbudować jakieś zainteresowanie cza zamiłowanie do jakiejś dziedziny. Nie twierdzę, że to tylko wina nauczycieli. Owszem, całego systemu także. Ale pytam się kto ten system buduje? Sprzątaczki, kowale, czy może ludzie z innych profesji? Moim zdaniem wymagacie za wiele od "systemu" a za mało od siebie i tu tkwi problem. Zawsze należy najpierw wymagać od siebie a później od innych - tego nauczyciele powinni tez uczyć dzieci. Powie Pani - ktoś ich zatrudnia. Wydaje mi się , że to już drwina. Kiedy nastąpi wakat w szkole, informacja przede wszystkim rozchodzi się wśród swoich - masz kogoś, znasz kogoś, pyta dyrektor swoich " zaufanych". Tak wygląda nabór do pracy w szkole i nikt mi nie powie, że inaczej. Nie ma normalnego (jak to jest w firmach gzie jak Pani pisze Pani kariera wyglądałaby zupełnie inaczej) naboru. Co do tej kariery to wydaje sie nauczycielom, że awans zawodowy im się po prostu należy - i to jet problem. W innej branży być może z Pani kwalifikacjami byłaby Pani dużo dalej, ale tylko być może. Równie dobrze, bo znam takie przypadki, z tą znajomością języków i podyplomowych kursów (bo nie nazwę tego studiami) byłaby Pani jak większość sekretarką a najwyżej asystentką szefa - takie niestety są realia. I proszę wziąć pod uwagę, że do tego pracownikiem, który w każdej chwili (dosłownie na skinienie szefa) może być z tej pracy zwolniony. Co do różnych dysfunkcji, które wg Pani może mieć wielu ludzi, to argumenty są żenujące. Ortografii nie może uczyć nauczyciel, który na tablicy robi błędy ortograficzne!!!! Jeżeli ma taką dysfunkcję powinien robić coś innego - w wielu zawodach nie stanowiłoby to żadnego problemu - ale w szkole, uważam że tak! Cieszę się, że słyszę u Pani głos mówiący o jakiejś pasji, zamiłowaniu, misji(tu akurat przesada), bo takich głosów jest współcześnie bardzo mało. Nigdy w rozmowie z nauczycielami,a prowadzę je bardzo często nie słyszę, że maja problem natury merytorycznej (jak trafienie z metodą, rozwiązaniem problem wychowawczych). Nigdy także nie usłyszałem komentarza do publikacji zawartych w pismach dotyczących pracy nauczycieli, nie mówiąc o większych publikacjach naukowych (sam interesuje się tym bardzo, choć nie uczę żadnego przedmiotu), więc niestety z żadnym z nauczycieli przedyskutować ich nie mogę). Ale komentować artykuł w polityce - wszyscy chętni, jaki to niesprawiedliwy i tendencyjny. Życzę Pani powodzenia i tego, aby nie próbowała Pani zmienić świata, ależ żeby udało się Pani zmienić może swoją koleżankę nauczycielkę, a może dyrektora szkoły. No i oczywiście te "masę" - w Agatę, Tomka, czy Monikę. Oni oczekują od Was więcej!
  • 2010-04-24 21:46 | jager

    Re:Nauczyciel - non fiction.

    Panie tolo- artykuł w "Polityce" JEST niesprawiedliwy i tendencyjny. Nieśmiało radzę przeczytać WSZYSTKIE wypowiedzi na forum, a nie tkwić w przekonaniu o własnej nieomylności. Życzę panu powodzenia i tego, aby nie próbował Pan naginać rzeczywistości do własnych sądów. I jeszcze jedno: systemu nie tworzą nauczyciele-oni w nim tkwią. Reformę szkolnictwa polegającą na utworzeniu gimnazjów wprowadził prof. Handke-stworzył nowe rozwiązania SYSTEMOWE, które doprowadzają do rozpaczy praktyków. I na koniec: Pisze Pan, że często rozmawia z nauczycielami i nie rozmawiają oni z Panem o problemach natury merytorycznej... ja często rozmawiam z fizykami jądrowymi i też mam ten sam problem... a fizyką jądrową interesuję się bardzo...
  • 2010-04-27 09:03 | sprint44

    Re:Nauczyciel - non fiction.

    O nauczycielach jest zawsze przy okazji zbliżających się jakichś wyborów, czy to parlamentarnych czy prezydenckich czy samorządowych.To przecież ponad 600 tysięcy głosów oraz drugie tyle członków rodzin. Jest o co powalczyć, a przy okazji próbować pomanipulować. Wszystko rozbija się o finanse. Gdy mówi się o płacach nauczycieli, to oczywiście wszyscy decydenci wołają chórem : Za niskie!
    Ale już o płacach jako kosztach, ci sami: Za wysokie ! Totalna paranoja. Nie da się w żadnym kraju prowadzić oświaty bezkosztowo. Oświata nigdy nie będzie produkowała towarów, czegoś ,co można sprzedać. To człowiek jest "produktem", który dopiero za kilka lat zaprocentuje w gospodarce. Czy to się komuś podoba czy nie to za pracę w edukacji trzeba płacić. Oczywiście, dla samorządów i idących na ich paskach dyrektorów z poprzetrącanymi kręgosłupami najlepiej pozatrudniać samych stażystów, bo są tani i posłuszni.
    Ale tak się nie da. A w ogóle to rada dla wszystkich zazdroszczących nauczycielom: Dawajcie swoje dzieci na studia pedagogiczne i namawiajcie innych, niech będzie im tak dobrze ! Niech posmakują tych frykasów! Po kilku latach już im przejdzie, zwłaszcza pracując w gimnazjum. W Polsce jest obecnie tak : Uczeń ma prawa, a nauczyciel ma obowiązki. Nic dodać nic ująć.
  • 2010-05-12 21:13 | kjhgfds

    Re:Nauczyciel - non fiction.

    Niestety - artykuł przedstawia smutny obraz polskiej kadry nauczycielskiej
  • 2010-06-03 11:41 | Kika

    Re:Nauczyciel - non fiction.

    Nikt nie wspomina o tym,że nauczyciel oddaje część zarobków pracodawcy. Nasza praca ma 'pięknie wyglądać' i za wygląd się ją ocenia. Od ilu lat pracuję na własnym komputerze, papierze , tuszu. Dokładam się dzieciom do wycieczek, tu 10 zł tam 15. I płacę sama za siebie. Dyplomy kupuję sama. Nagrody organizuję sama, często kupuję jakieś drobnostki. Myślę za rodziców, upominam ich, pilnuję bo sami nie potrafią, nie chcą zadbać o własne dziecko. Artykuł mnie uraził. Zarabiam mało, robię dużo a krytykuje się moją pracę z każdej strony..Do tego dołączyła jakaś Pani z Polityki...
  • 2010-06-10 11:25 | Anka

    Re:Nauczyciel - non fiction.

    "Dziennikarz to małpa z brzytwą. Jednym nieopatrznym zdaniem może zniszczyć człowieka" (J. Skoczylas). Albo próbuje opluć grupę osób. Tekst Igielskiej to prawdziwy na to dowód. Jest nierzetelny, stwierdzenia autorki są lotne jak furmanka. Pensum nauczycieli bibliotekarzy wynosi 30 h. Pedagoga też powyżej 18 h. Bibliotekarze nie uczą przedmiotu, ale przeprowadzają lekcje! I to całkiem sporo. Widzę, że Himalaje to pagórki przy szczytach myślenia Madame Igielskiej. Zarzuty odnośnie zainteresowań czytelniczych nauczycieli? Zapraszam Panią redaktor do dyskusji na temat prozy Hilsenratha albo Khadry, na przykład. "Claudię" czy inny badziew też czytam, w poczekalni u dentysty lub ginekologa. Bardzo ciepło mówi autorka o Pani Walentynowicz, polonistce z Warszawy (zresztą słusznie). Czy m.in. dlatego, że zaprosiła ją do jury konkursu? No to będziemy panią Igielską zapraszać na nasze imprezy - krąg osób, które znajdą uznanie w jej oczach się powiększy.
  • 2010-07-06 20:24 | remi

    Re:Nauczyciel - non fiction.

    Pani Igielska miała widocznie nauczycieli,o których pisze bo popełnia błędy ortograficzne ( ziemii! pisze się przez jedno "i " na końcu!) jak wspomniane przez nią bohaterki felietonu! Gratulacje!
  • 2011-09-24 13:46 | n-l

    Re:Nauczyciel - non fiction.

    Artykuł NAUCZYCIEL NON-FICTION to 1/10 całej prawdy o polskiej szkole, a może dokładniej o nauczycielach. Długo by pisać, ale przetoczę kilka PRAWDZIWYCH historyjek - pani polonistka ok. 50-tki w ataku furii na lekcji do dziewczynki z biednej rodziny z alkoholowymi problemami: "ty i tak kurw... i suk... zostaniesz" - polonistka nadal pracuje i bardzo dobrze się ma, sprawa wyciszona, bo biedna rodzina i bała się dyrekcji. Inna polonistka ok. 50-tki całe życie specjalnie zaniża końcowe oceny atrakcyjnym dziewczynkom, ponieważ ich szczerze nienawidzi. wszyscy o tym wiedzą, całe grono pedagogiczne, rodzice przychodzą ze skargami i NIC - jest nawet wicedyrektorem i rok w rok otrzymuje nagrodę dyrektora. Jedna n-lka donosi wszystko dyrektorce i już po pierwszym roku pracy w szkole otrzymała nagrodę dyrektora. Dyrekcja szantażuje masowymi zwolnieniami z pracy jeżeli koła zainteresowań nie będę prowadzone za darmo, n-le boja się cokolwiek zrobić, więc prześcigają się w zajęciach robionych charytatywnie. Dopiero jak jest kontrola z kuratorium oświaty,n-le odkurzają stare pomoce naukowe jak zabawki edukacyjne, aby zrobić przykładną lekcję, inaczej pracują z kredą lub dyktują, bo się nie chce. Dzieci nauczycieli otrzymują absolutnie same 5 i 6, choćby nie wiadomo co. Jak zdarzy się incydent wychowawczy, wszystko jest tuszowane. Potomstwo n-li od ręki otrzymuje pracę nawet, jeżeli mgr zdany dostatecznie, a obok kolejka bardzo dobrych absolwentów najlepszych uczelni. Zbieranie przez dyrekcję rożnego typu opłat od n-li na różne cele, a wszystko idzie do podziału dla góry i ich brzydko pisząc - przydupasów. Można tomy pisać o takich rzeczach i nauczyciele nie udawać, że to marginalne, że nieprawda, sami się tylko ośmieszacie. Tego typu kwiatki są w każdej grupie zawodowej - ALE W SZKOLE POWINNI TACY LUDZIE BYĆ WYRZUCANI, a nie promowani, dlatego to jest chore!!!!
  • 2011-09-24 14:10 | uczyła mnie dyslektyczka

    Re:Nauczyciel - non fiction.

    Nauczyciel z dysleksją rozwojową!!!!!! No jak dla mnie to bomba!!!! Kiedyś dyrektorka zatrudniła swoją latorośl na stanowisko nauczyciela polskiego, stażysta oczywiście, bo dziewczę było zaraz po studiach, nie wspomnę, że nauczycielka z ponad 30 letnim dorobkiem, prawdziwa perełka wśród nauczycieli, uwielbiana przez dzieci i rodziców - nigdy nie krzyknęła na dziecko, dobrze uczyła, otrzymywała ponad 100 kartek na dzień nauczyciela od swoich podopiecznych, którzy jej nie widzieli po 20lat, usłyszała, że wykazała się w czymś brakiem kompetencji i albo sama ustąpi, ale dyscyplinarkę dostanie, a to była walka o prawie 30 godzin. Kobieta sama przeszła na emeryturę, ale bardzo ją to bolało, ponieważ autentycznie lubiła pracę z dziećmi. Córka dyrektorki przejęła jej 30/18, miała zakazane pisać na tablicy, więc sekretarka dyrektorki robiła jej prezentacje w Power Poincie, albo zwyczajnie dzieciaki przepisywały z książki. Aż tu te prezentacje zostały zgłoszone jako hit, novum i córka otrzymała oszałamiający dodatek motywacyjny, nagrodę dyrektora i była stawiana jako wzór. Do tego zgłoszona miała być do nagrody kuratorium, ale inni nauczyciele zaczęli szumieć i fanatyczka córuni wycofała się. Córka miała poważne problemy na podłożu dysleksji rozwojowej, myliła litery, pismo nie do rozczytania, zdarzało jej się nawet czytać wyrazy od tyłu, jakim cudem zdała mgr??? Matka przejechała się do uczelni, zaznaczyła, że jest dyrektorem państwowej placówki edukacyjnej i puszczali ją. Czy ktoś przejął się tymi biednymi dziećmi? NIE. DYREKTORKA MIAŁA TO W DU...IE, A INNI NAUCZYCIELE ZAZDROŚNI BYLI TYLKO O KASĘ - dziewczyna stażystka trzepała miesięcznie taką kasę, jak dyplomowany po 30 latach. Tak, miło pracować w oświacie, jak ma się tam rodzinę.
  • 2011-09-24 15:31 | czytelniczka

    Re:Nauczyciel - non fiction.

    Kobieto, jak ty taka mądra, to zgłoś się do NASA, a nie w polskiej szkole za 1200zł siedzisz. Ja bym się na twoim miejscu tak nie chwalił, że robisz 100 kursów, 20 podyplomówek i nic. Awansuj i zrób coś ze swoimi wiadomościami, do NASA, FBI, CIA - TROCHĘ CEŃ SIĘ DZIEWCZYNO.
  • 2011-09-25 13:38 | dziennikarz

    Re:Nauczyciel - non fiction.

    A nauczyciel to małpa z kredą i dziennikiem, wszystko co potraficie, to jedynki stawiać, nigdy się nie przekwalifikujecie, bo nic innego nie umiecie, tylko na dzieciaki krzyczeć i ich straszyć, no nie???? Nikt was nie lubi, siedzicie w swoim gronie, bo nikt was nie chce obok siebie, zarozumiałych leni.