Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Pani prezydentowa i domy dziecka

(11)
Znów ogłoszono wielką medialną akcję społeczną, mającą ulżyć dzieciom pozbawionym opieki rodzinnej, i znów nie można się oprzeć wrażeniu, że jej założenia programowe stoją obok istoty problemu.
  • 2011-03-24 13:45 | marja

    niekoniecznie

    Niekoniecznie należy adopcję traktować wyłącznie jako panaceum. Gro z tych dzieci straciło rodziców (na różne sposoby), a najbliższa rodzina nie zawsze okazuje się na tyle ,,pomocna" lub nie jest po prostu w stanie wziąć je pod opiekę. Wydaje mi się,że głównym celem tej kampanii jest przełamanie tabu na temat adopcji oraz oswojenie naszego społeczeństwa z tym tematem.
  • 2011-03-24 17:05 | dziadek 2

    Re:Pani prezydentowa i domy dziecka

    To śmierdzi na kilometr, akcją zbierania głosów pod przyszłe wybory, tak naprawdę to tą panią ten temat obchodzi jak zeszłoroczny śnieg.
  • 2011-03-24 18:48 | kalarepa

    Re:Pani prezydentowa i domy dziecka

    wg mnie warto poruszać takie problemy, ludzie boją się adoptować dzieci lub jest to bardzo trudne. taką akcją nikomu nie zaszkodzą a mogą tlyko pomóc dzieciom.
  • 2011-03-24 20:23 | dziadek 2

    Re:Pani prezydentowa i domy dziecka

    A skąd pieniądze na utrzymanie brać, nie sztuka dyskutować to nic nie kosztuje a i sobie można swój wizerunek wyrobić. Bez prawdziwych polityków patriotów, którzy nie będą się kłócili o władzę, stołki i apanaże, problem ten i inne będą dalej nas gnębiły i źle o narodzie świadczyły.
    Utrzymanie dziecka jest droższe od utrzymania człowieka po 30. A skąd takie rodziny miały by brać na utrzymanie może tych 10% najbogatszych polaków a reszta 30% na dorobku i są kredytami w bankach zadłużone. Pozostała reszta żyje na pograniczu ubóstwa. Bo jeśli ktoś sadzi że 1400zł brutto na miesiąc starczy to jest albo nie doinformowany albo szują kłamcą.
    Przecież 1/3 wynagrodzenia to podatek i ZUS a reszta ma zapewnić godne życie śmiechu warte. A teraz takie instytucje jak MOPS, PUP dostały połowę tego co powinie dostać. A bezrobocie rośnie zamiast maleć, zgoda na zatrudnianie osób nie pełnosprawnych z III i II gr inwalidztwa oraz emerytów w np. ochronie mienia, odebrało ponad 50 000 osób miejsca pracy.
  • 2011-03-24 20:52 | tkw

    Re:Pani prezydentowa i domy dziecka

    do 2011-03-24 20:23 | dziadek 2

    bodajże w "POlityce" kilka dni temu był artykuł o domach dziecka i tam była informacja, że koszt utrzymania dziecka w takim domu to coś 5.000 zł (jesli dobrze pamiętam). No to gdyby rodzinie adopcyjnej dać choćby połowę tych pieniędzy, to byłoby więcej chętnych do adoptowania a i dzieci miałyby normalne domy. Tylko trzeba chcieć.

    pozdrawiam
  • 2011-03-24 21:17 | dziadek 2

    Re:Pani prezydentowa i domy dziecka

    Waść nie wiesz co piszesz czy waść kiedyś korzystałeś z pomocy państwa albo jego dotacji. Wie pan jak jest człowiek traktowany przez urzędnika jak ma mu wydać decyzję o należnej mu pomocy lup dotacji. To by było dobre jeśli była by ustawa o bezwzględności wypłaty dotacji na każde dziecko bez kontroli z strony urzędników. To tak ale jeśli by była kontrola urzędników, ingerencja ich była by nie do zniesienia przez takie rodziny, mało tego taka rodzina czyli żona z mężem musieli by co róż udowadniać że nie są garbaci i nie zaliczają się do grupy wielbłądów. A nie daj borze urzędnik decydował by o wysokości dotacji to kaplica dopiero by było.
    Zawiść ludzka w urzędnikach jest umiejętnie kamuflowana troską o budżet państwa i że jeszcze inni muszą dostać dotację.
    A tworzone nadwyżki jakie zostały by z roku na rok skrzętnie ukrywane, poprzez zwiększanie wynagrodzeń i premii urzędniczych.
    Taki urzędnik po kącie bankowym takiej rodziny by buszował jak dziki w buszu. To samo jest z pomocą społeczną, urzędnik wystarczy że złoży oświadczenie o wysokości swego majątku i jest dobrze. A ktoś kto korzysta z pomocy społecznej już z tego przywileju nie może skorzystać, bo co prawda urzędnik nie może odmówić pomocy z mocy ustawy. Ale może przeciągnąć tak podjęcie decyzji i terminu wypłaty że do tego czasu albo zdechniesz pan z głodu albo zadłużysz się pan u sąsiadów i znajomych, że po otrzymaniu zasiłku oddasz pan długi i zaś jesteś pan bez środków do życia.
    A taki urzędnik powie panu na to że to nie jego sprawa, jego to nie obchodzi, to nie jego problem. A kruk krukowi oka nie wydłubie i on jest nie do ruszenia.
    To właśnie czeka rodziny które chciały by wziąć dziecko na wychowanie z domu dziecka coś w rodzaju rodzinnych domów dziecka.
  • 2011-03-24 22:22 | BIEGNĄCA Z WILKAMI

    PANI REDAKTOR I POMOC SĄSIEDZKA. Operacja bez znieczulenia (i bez plastra)

    Pani Redaktor krytykuje pomysł działania w interesie usprawnienia procesu adopcyjnego i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że analizuje problem dzieci pozbawionych opieki rodzinnej z perspektywy badacza i teoretyka, który pochyla się z zaciekawieniem nad materiałem badawczym …
    A tu o żyjące, oddychające i udręczone ciała i uczucia się rozchodzi :)

    Cyt : „Znakomita większość dzieci, które żyją w domach dziecka i rodzinach zastępczych, wolałaby żyć ze swoimi biologicznymi rodzicami”

    - tak, jak znakomita większość dzieci wolałaby nie odrabiać lekcji, nie chodzić do szkoły, nie musieć sprzątać swoich rzeczy, nie wyłączać komputera przed północą. Dzieci zabierane do domów dziecka z jedynego znanego im środowiska, w którym zasady przetrwania są im znane, boją się panicznie „nowego” czyli dla nich równie koszmarnego, a może jeszcze bardziej koszmarnego; nie znają „normalnego życia”, bo nie mogą go znać. Obawiają się, że ich nowe życie w nowym miejscu (a słyszały, że dom dziecka to wyrok) może być tylko jeszcze gorszym piekłem niż dotychczasowe. Skąd mają wiedzieć, że istnieje „normalny, uporządkowany” świat bez chaosu, który z kolei rządzi ich światem? Przeraża je perspektywa kolejnej okrutnej gry, której zasad jeszcze nie znają… Ale : marzą o spokoju, spokojnym śnie, zjedzeniu obiadu bez ściśniętego ze strachu żołądka; marzą o tym,
    żeby wreszcie mogły przestać się bać, a nie o tym, żeby przytulić się do cuchnącego wódką biologicznego rodzica … W domu dziecka okazuje się, że może być w życiu czysto, kołdra może mieć czystą poszewkę, a jeść można powoli, daje się zasnąć bez wiecznego czuwania.
    Ale mija jakiś czas i zaczynają tęsknić… Tak - tęsknić, idealizować, wierzyć, że matka i ojciec mogą albo nawet już są zupełnie innymi ludźmi… Tak marzą dzieci …. Skąd mają wiedzieć, że ludzie się nie zmieniają …

    Cyt.: „pomóżmy ich rodzinom, mimo że budzą w nas niechęć. Dzieci odchodzą z rodzin z powodu przemocy i alkoholu, braku edukacji, biedy i bezradności. Skonstruujmy wreszcie system wczesnego ostrzegania, gdy rodzina zaczyna się rozsypywać, i system wsparcia, żeby przetrwała. Nauczmy się pomocy sąsiedzkiej, wyszkolmy pracowników socjalnych – przewodników tych chorych rodzin.”

    - jeśli z rodziny, która tylko się „rozsypuje”, ale która mimo chwilowych zakrętów i trudności życiowych jednak „rokuje”, zabierane jest dziecko, to taka rodzina, zapewniam Panią, stanie na głowie, uruchomi bliższych i dalszych krewnych, sąsiadów, spod ziemi wygrzebie farbę na odnowienie domu i nowe firanki, ogarnie się, otrząśnie, zawalczy, przypilnują jeden drugiego, narobią szumu, krzyku i rabanu wszędzie, gdzie się da i nie da - i w końcu jakoś tę dziecinę wyrwą z powrotem. Zrobią więcej niż wszystko, aby tak się stało… Co więcej, to nimi tak potrząśnie, że z całą pewnością przestaną się „rozsypywać”. A przynajmniej jedno z rodziców się opamięta…

    Chce Pani pomagać ? wspierać ? kogo ? Tam, gdzie rządzi alkohol i przemoc, strach i powszechne codzienne bicie „za byle co albo i bez tego”, totalnie wyuczona bezradność (czytaj : cwaniactwo, naciąganie, żebranie, gdzie się da – w każdym MOPS-ie i u innych naiwnych) i kryminogenne zachowania w celu utrzymania „standardu życia” chcemy organizować pomoc sąsiedzką albo wysyłać przewodników dla tych „chorych” rodzin ? I w tym czasie przytrzymywać w nich dzieci dla naszego szczytnego celu społecznego, że „a nuż się uda i nasz pomysł okaże się słuszny”, a rodzina „się zmieni”, zrozumie, dojrzeje do obowiązków; nauczymy matkę, żeby nie waliła po głowie przy byle okazji, gdy „wyjdzie z nerw”, a ojca, by nie molestował nastoletnich córek i synów w pijanym widzie ? I będziemy się temu przyglądać, analizować, wyciągać wnioski, zbierać dane i robić tabelki w excelu, aby na koniec stwierdzić, „ no cóż, zrobiliśmy, co było można – ale nie wyszło, to nie znaczy, że nasze metody są złe, nie – one są słuszne, tylko materiał ludzki zawiódł, ale - nie poddajemy się – ratujmy kolejną rodzinę, zmobilizujmy sąsiadów, itp., itd.”. Co w tym czasie będzie się działo z dziećmi ? Czy dajemy im nadzieję na zmianę ? TAK – ogromną, niewyobrażalną, bajeczną. Dzieci mają to do siebie, że są „naiwne” – w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Uwierzą w możliwość zmiany, bo jej pragną. Uwierzą w każdą bajkę, którą im opowiemy albo którą dopowiedzą sami sobie. Czy bierzemy za nie odpowiedzialność, jeśli się NAM nie uda ? NIE, bo to nie nasze dzieci. Chcieliśmy dla nich dobrze, ale „ nie dało rady”. To dopiero jest barbarzyństwo, Szanowna Pani !

    Obowiązkiem naszym i powinnością jako społeczeństwa jest wyrwać te dzieciaki, jak najszybciej, z piekła, w którym żyją, i które jest im pisane, jeśli tam zostaną. Wyrwać, otoczyć opieką, zapewnić spokój – w dzień i w nocy, zapewnić edukację, a przede wszystkim obowiązkowo zapewnić długofalową pomoc psychologa, zbudować w nich wszystko to, co dzieci mieć powinny (poczucie własnej wartości, godność, szacunek dla siebie i innych i takie tam inne fajne rzeczy :) Dać im w ten sposób szansę na życie, a nie na przetrwanie …
    I jak najbardziej ułatwić, pomóc, umożliwić adopcje, skrócić do niezbędnego okres oczekiwania na ostateczne formalności. Adopcja powinna być ostatecznym celem, adopcja to nie jest zło konieczne, to naprawdę szansa na życie. Nowa rodzina zabezpieczy te dzieciaki i ich przyszłość na pewno lepiej niż dotychczasowa. OK – są też skrajnie nietrafione decyzje, ale : wyeliminujmy na maxa mozliwości do ich zaistnienia, nie zostawiajmy nic przypadkowi. To właśnie tu zbudujmy system i procedury, przyglądajmy się tym rodzinom przed, w trakcie i po adopcji, zmieńmy standardy, uczmy się od mądrzejszych, u których system ten działa modelowo. Nie pokuszę się tu o podanie przykładu, aby Pani nie ułatwiać kontrargumentów… To właśnie dla tych rodzin opracujmy system wpierania, pomocy wszelakiej, poprawmy kondycję rodzin zastępczych, zaopiekujmy się nimi, nie zostawiajmy samych, zawalczmy o nie …

    A pozostawione w „bólu po stracie” dysfunkcyjne rodziny ? Nic nie stoi na przeszkodzie, aby im pomagać. Proszę o Pani inwencję i pomysłowość, jak skutecznie pomóc komuś, kto tej pomocy nie chce (powody: patrz wyżej) mimo, że rzeczywiście jej potrzebuje. Ale można próbować, np. dla wypełniania celów świadomie odpowiedzialnego społeczeństwa : nauczyć ojca, że istnieje coś takiego, jak odpowiedzialność za rodzinę, w skrócie – ma się wziąć do uczciwej pracy; nauczyć matkę, że jest coś takiego jak odpowiedzialność za rodzinę i dzieci – ma zacząć dbać o dom, o siebie, o zdrowie swoje i rodziny, nauczyć ją myślenia, rachunków, planowania, dbania i kochania potomstwa; nauczyć sąsiadów, że nie mogą patrzeć obojętnie na krzywdę dzieci żyjących obok – mnóstwo pracy ! Są chętni ? Mam nadzieję, że Pani da przykład i zaangażuje się w ten temat – w miarę możliwości, oczywiście …
    Na razie polecam bliższe empiryczne zapoznanie się z tematem np. dlaczego dzieci trafiają do domów dziecka ? Czy tylko podłe sądy odbierają je bezmyślnie chwilowo deczko zagubionym rodzinom, czy też może te rodziny stanowią zagrożenie dla tych dzieci ? Zapewniam, że odkryje Pani nieznane lądy i pojęcia ….

    Cynicznie można by zapytać : co uznałaby Pani za sukces : skazanie na koszmar dotychczasowego życia o 25% dzieci więcej w imię wzrostu wolnych miejsc w domach dziecka też o 25% ?

    Pani Redaktor zdaje się mówić : boli ? Porozmawiajmy, skonstruujmy, podyskutujmy, znajdźmy rozwiązanie, wspierajmy się, podzielmy włos na czworo – powinno pomóc …..


    PS.
    Czy Panią naprawdę ten problem rusza, czy też było to tylko zadanie do wykonania ?
  • 2011-03-25 05:07 | zapomniałem

    Re:Pani prezydentowa i domy dziecka

    Nie miałem cierpliwości żeby przeczytać uważnie wypowiedź, ale chyba Przedmówca wyczerpał temat. Podpisuję się pod nim.
    Jaki jest stan opieki społecznej w Polsce, co wynika ze szczupłości środków, każdy mądry wie. Że powinno się na nią przeznaczać 100% dochodów z akcyzy za alkohol też nie ma chyba nikogo poza min. finansów kto by nie był za. W obecnym stanie wymaganie od OPS-ów aby wzięły pod lupę dzieci z rodzin patologicznych zakrawa na ironię.
  • 2011-03-25 07:23 | Adam 2222

    Dziadek 2 masz rację, gdyby ją to obchodziło to zaproponowałaby likwidacje urzędu od Pilnowania Żyrandoli za ~200 mln zł/rok i poprosiłaby by te sumę przeznaczyć na dzieci


    P.S.
    Dość przykre, ale kardynał Dziwisz nazwał jej męża, hr. Komorowskiego, durniem. Choć widząc jego osiągnięcia to chyba zasłużył na to
  • 2011-03-25 10:40 | adoptowana

    Re:Pani prezydentowa i domy dziecka

    Rozumiem, że ojciec, w rodzinie patologicznej, który gwałci córkę jak dostanie pieniądze to przestanie. Ciekawe, ale proponuję zejść na ziemię Pani Redaktor. A po te pieniądze i wsparcie o które Pani się upomina, może warto zwrócić się do organów powołanych a nie mediów (Newsweek i Trójka mają płacić?????). Proszę napisać do premiera. Proponuję tytuł "Tusku musisz". Na razie to śmierdzi zazdrością, że konkurencja zrobiła ciekawą akcję a prospołeczna Polityka zaspała. A swoja drogą ciekawe, że Wprost nie cofnął patronce akcji Henryce Krzywonos tytułu "człowieka roku", kiedy się dowiedzieli, że im taki numer odwaliła (poszła na współpracę z Newsweekiem, fe!).
  • 2011-03-25 21:21 | zxcdf

    Re:Pani prezydentowa i domy dziecka

    przykro czytać to co Pani pisze
    kropka