Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Kim są warszawskie „słoiki”?

(72)
Duit to odmiana Słoika – czyli tego wracającego po weekendzie z wałówką od ojców. Duit (z ang. do it) zrobi wszystko, żeby do ojców nie wrócić.
  • 2013-03-26 21:27 | mmk

    Służew vs Służewiec

    Ciekawe, skąd jest autorka tekstu o słoikach, skoro nie rozróżnia Służewia od Służewca;)
  • 2013-03-27 14:36 | SylwiaBBB

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    ta cała edyta gietka (raczej giętka) nie nadaje sie w żaden sposób do pisania artykułów. To już nie pierwszy jej artykuł, w którym wylewa ona swoje frustracje. Nie jest on ani kontrowersyjny ani skłaniający do dyskusji, jest jedynie obraźliwy! czy ona widzi co sie dzije w kraju w ogóle!? a czy widziała tego całego diuta jak to określiła "nieskozurbanizowanego słoika"?

    Cały ten obraźliwy artykuł opiera sie na niestworzonych opisach i obelgach pod adresem ludzi, którzy zasługują na większy szacunek niż rodowicie 30 latkowie mieszkający na 40 m2 z rodzicami i dziadkami, żeby jeść z garnuszka matki. Jeszcze nigdy w Warszawie nie widziałam młodych kobiet z ruska kraciastą siatką z obszytym nitką suwakiem - co według autorki jest normą dla przyjezdnych.
    Kobieto, naoglądałaś się tych przerysowanych seriali a kolejnego artykułu !!!
  • 2013-03-27 22:23 | karola

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    Skąd autorka czerpała materiał do artykułu, temat słoików zrobił się popularny ostatnio i już chyba wszystko zostało powiedziane dlatego gdy zobaczyłam artykuł w Polityce byłam trochę zdegustowana ale po przeczytaniu tekstu prawie się załamałam jak można coś tak płytkiego, opowiadającego niestworzone historie wydrukować w jednak poważnym tygodniku.
  • 2013-03-28 16:40 | zboreslav

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    ..obrzydliwy artykuł.., smutne, bo nie przystoi to temu pismu:(
  • 2013-04-12 08:05 | Psiakostka

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    Artykuł z pieprzem. Czytam z zaciekawieniem i dystansem. To samo proponuje wszystkim oburzonym.
  • 2013-04-12 08:41 | szary

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    Artykuł przerysowany, w karykaturze przedstawiający sporą części populacji Warszawy. Co do zjawiska, istnieje, fakt. Nie gloryfikowałbym jak również nie demonizował przyjezdnych, młodych ludzi. Prędzej skłonny jestem otwarcie piętnować ludzi którzy z demonizowania robią fetysz i nawołują do linczu. A ludzie, młodzi ludzie którzy przyjeżdżają, przyjeżdżają z wielu powodów, mniej lub bardziej popularnych, mają swoje wady i jak i swoje zalety, jak wszyscy, "miejscowi", "rdzenni". Każdemu należy się szacunek.... od każdego. Idealistyczne? Może lecz nie znam lepszego sposoby by świat ludzi uczynić lepszym.
  • 2013-04-12 09:13 | pietia

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    chce sie Pani na Masłowską stylizować, ale jakoś to marnie wychodzi
  • 2013-04-12 09:31 | Julcio-Cezar

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    do tego zapomniała że jej ojciec jedną generację wstecz też był słoikiem.
  • 2013-04-12 09:35 | Bolkowski

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    Ostro opisane, trzeba czytać z dystansem.
  • 2013-04-12 10:06 | jolajolajolajolajola

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    Cóż za beznadziejny język tekstu. Jakby się silniła na gombrowiczowski styl, a tu jedna wielka lipa.
    Zatem forma do bani. A treść? Głowa mała jak można taki tekst puścić. Nie tylko jest obraźliwy, kłamliwy i niesprawiedliwy. Jaki on powierzchowny i idiotyczny! Radzę, aby autorka zawekowała się w słoiku na wieki wieków i już nic nie pisała, jak tylko pisma do urzędów na skargę.
  • 2013-04-12 10:06 | mim

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    przystoi, przystoi, bo TO pismo specjalizuje się w kreowaniu określonego wizerunku osób, grup i miejsc
  • 2013-04-12 10:15 | werqa

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    Okropnie napisany artykuł, przeczytałam cały bo myślałam, że cokolwiek się dowiem a tu nic. Autorka sama powinna wrócić na swoją wiochę!!
  • 2013-04-12 10:25 | Joanna

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    Dokładnie, zgadzam się. Temat jest tak oklepany, że artykuł przeczytałam zastanawiając się, czy znajdę w nim coś 'odkrywczego'. Nie znalazłam. Jako rodowita warszawianka uważam, że jest on obraźliwy i prymitywny.
  • 2013-04-12 10:41 | KatarzynaP

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    Jestem słoikiem w innym niż Warszawa mieście. Tak na studiach przywoziłam to i owo od rodziców.
    Teraz mam mieszkanie na kredyt, bo moja babcia nie odda mi swojego jak większości "rdzenych", mam dziecko, pracuję płacę podatki. I tak jeżdżę do rodziców, bo ich kocham, a nie po ziemniaki.
    Czym różnię się od "rdzennych". Tym, że obiad na studiach odgrzewałam w akademiku, a nie mama podtykała mi pod nos, tym, że wszystko wypracowałam sobie sama, bo jeśli na chwilkę przestałabym się starać to nie mam gdzie wracać.
    Nie rozumiem tonu tego artykułu. Nie wiem dlaczego nie ma w nim "drugiej strony". Poza atrakcyjną formą Autorka nie postarała się o nic poza ujawnieniem swojej frustracji.
    Bolesne, że ludzi którzy mają ambicję, są pracowici, zaradni opisuje się w ten sposób. Lepiej żyć wygodnie u rodziców dowolnie wybrany czas i czuć się lepszym tylko i wyłącznie z racji urodzenia
    Gratuluję Autorce dobrego samopoczucia.
  • 2013-04-12 11:02 | Thasunke Witko

    Bardzo wiele o Was te komentarze mówią, drodzy oburzeni...

    Zamiast merytorycznie i rzeczowo starać się argumenty Pani Redaktor obalić, wyjaśnić czy sprostować, Wy posuwacie się do inwektyw...
    No cóż, Uniwersytet i nie branie wałówy od starszych kultury Wam nie doda... I nie uczyni was automatycznie wyższą klasą średnią... nad tym trzeba trochę jeszcze popracować, czego wam życzę...
  • 2013-04-12 11:46 | piotro

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    Brawo
  • 2013-04-12 12:59 | Magda

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    Nie odróżnia. A do tego nie wie, że odmienia się w Starej Miłośnie i w Białołęce, a nie w Starej Miłosnej i na Białołęce. Skąd by nie była autorka z językiem polskim jej nie po drodze.
  • 2013-04-12 13:17 | jan

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    Również spodziewałem się czegoś odkrywczego w tym artykule, a teraz bym chciał żeby autorka oddała kwadrans mojego życia, który to straciłem czytając to coś.
  • 2013-04-12 13:23 | pius

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    Z ręką na sercu nigdy nie przeczytałem w Polityce bardziej obrzydliwego, ksenofobicznego i szowinistycznego artykułu. Nie wiem jaką rzeczywistość ta pani przedstawia, ale na pewno nie rzeczywistość osób osiedlających się w Warszawie. Kto mówi takim językiem? Kto co tydzień jedzie na drugi koniec Polski po kilka kilogramów jedzenia? O czym ona pisze? Jestem słoikiem, w Warszawie mieszkam od 12 lat i kompletnie nie widzę żadnej mentalnej, kulturowej czy intelektualnej różnicy między "rodowitymi" a słoikami. Jedyna różnica jest taka, że ci spoza stolicy częściej pracowali podczas studiów i szybciej kupowali mieszkania po studiach, ale to chyba plus, a nie minus. Nie wiem ile ta pani ma lat, ale opisuje świat Polski powojennej, a nie współczesnej. Do pani autorki wiadomości - słoiki nie jeżdżą co tydzień do domów, bo to bez sensu, bilety droższe niż wałówka, a poza tym komu by się chciało? Osoby przyjeżdżające na studia do stolicy tym się różnią od rodowitych, że to z reguły najlepsi uczniowie w swoich liceach, ze względu na okoliczności ludzie bardziej aktywni, pracowici i bardziej samodzielni, może dlatego całe kierownictwo firmy (centrala a nie kasa dużego banku), w której pracuję pochodzi spoza Warszawy. Słów mi brak na te głupoty, które przeczytałem.
  • 2013-04-12 13:29 | s

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    Intelektualna impotencja. Żałosny artykuł.
  • 2013-04-12 14:11 | jan

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    Również spodziewałem się czegoś odkrywczego w tym artykule, a teraz bym chciał żeby autorka oddała kwadrans mojego życia, który to straciłem czytając to coś.
  • 2013-04-12 15:11 | wek

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    Ten artykuł jest jakimś żartem, nie popartym żadnymi danymi. "Rdzenność " mieszkanca jakiegokolwiek miasta liczy się na trzy pokolenia wstecz, co oznacza, że mój dziadek musiałby mieszkać w warszawie. Warszawa, to od powojnia miasto robotnicze i nie ma się co dziwić, cały naród buduje stolice, tak wiec, w warszawie możemy liczyć się z rdzennością na poziomie jedynie 18%, nie tak jak podała pani, pożal sie Boże, redaktor -53%. W krakowie i innych miastach nie zdewastowanych przez zaborce, rdzenność plasuje się na poziomie 80% a nawet wiecej. Dla tego apeluję do autorki tekstu: wyrzuć najpierw gumofilce taty, uwalane jeszcze w gnoju, a dopiero potem pisz teksty o podobnym zabarwieniu, albo, co jest lepszym pomysłem nie pisz w ogóle, bo jak widzę stylu pisania i zasad dziennikarstwa uczyłaś się przy lampie naftowej na rubieżach niezelektryfikowanej wsi Pierdziszew Górny, powiatu Zadupie. Nie jestem rdzennym Warszawiakiem i nigdy nie będe, moje dzieci na pewno nie będą rdzenne, tak jak moje wnuki. Nie przeszkadza mi to jednak w kupowaniu sobie kawy w papierowym kubku, podejmowaniu pracy, której szukam od pół roku i skłonny byłbym podjąć pracę za jakiekolwiek pieniądze, oraz kibicowaniu stołecznej drużynie. Dla tego, daruj kobieto i jeśli sama nie możesz powstrzymać się od przelewania na papier tych wypocin, poproś o chirurgiczne usuniecie dłoni. Nie pozdrawiam, Grzesiek.
  • 2013-04-12 15:20 | xtr

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    Przeczytałem do końca z myślą, ze nastąpi jakiś zwrot? Miałem taką nadzieję..
    Teraz zastanawia mnie czy skoro takie sieci 'odkrajają' od śmietanki gejów to polityka musi robić to samo tylko troszeczkę 'wyżej' ?

  • 2013-04-12 15:26 | zbigniew

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    w Wawie nie ma już "rdzennych". Są już tylko wsioki, post wsioki i wsioki zakonspirowane. Słoma z butów pod pachy i takie maniery. Ja też wsiok jestem i zupełnie mi to nie przeszkadza tak jak autorce czy wsiokom oburzonym komentującym z takim zacietrzewieniem. Kłamstwo to kłamstwo i choćbyście nie wiem jak kłamali to będziecie przede wszystkim sobą. Zaprzeczenie korzeniom nie sprawi że przestaną istnieć. Autorka nie dostrzegła swojej wsiokowatości ni faktu że post wsioki i krypto wsioki pozorują gnębiąc wsioki albo w konwencji artykułu post słoiki i krypto słoiki gnębią słoiki i neosłoiki.
  • 2013-04-12 16:09 | Anonim

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    Śweitny artykuł, 90% prawdy, 10% dla frustratów.
  • 2013-04-12 17:15 | julka

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    Zgadzam się. Ja się urodziłam w W-wie, znam ludzi z zewnątrz, ci A, B, C zostali opisani jako trochę przerysowana wersja typowych przyjezdnych, ale mam wrażenie że są w 90% zmyśleni. Mnie najbardziej uderzyła wzmianka o tym, że Warszawiacy mieli jej za złe, że obniża standard bo daje odkserować za darmo. Co za bzdura! Jestem na UW i nie wyobrażam sobie, żeby ktokolwiek kiedykolwiek chciał pieniądze za ksero. Nie mówiąc już o tym że na moje oko Warszawiacy nie stanowią na UW większości. Chyba że ta "A" chodziła na studia w latach 60tych?
  • 2013-04-12 17:54 | Frela (Slonsk)

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    Wiocha Warszawa to z jednej strony beton, zimny wiatr. Z drugiej: socjologiczne bagno i wielka emocjonalna bida. Zero spoleczenstwa obywatelskiego, zero tzw. zdrowej tkanki. Tylko materializm, konsumizm, hedonizm. No i intrygi, cwaniactwo, egoizm, bylejakosc. Potem jeszcze stary sos, tzn. nibyreligijnosc, nibypatryjotyzm, nibyhistoriografia itd.

    Staly naplyw "wsioków" wcale nie pomaga, nie wzbogadza, nie uwielobarwnia, nie poglebia, rozwija i doskonali. Wrecz przeciwnie.

    Zaden prawdziwy i normalny Górno- i Dolnoslazak czy Malo- i Wielkopolanin, który mieszka i pracuje w Warszawie, nie planuje swego dalszego zycia i szczescia na tym piasczystym, suchym, lodowatym, mazowieckim padole. Przypadek ?

    Kraina krzywych plotów, arogancji, ignorancji, prowincjalizmu, megalomanii, no i wierzb placzacych - to ostatnie, to tez przypadek ? :-=
  • 2013-04-12 17:55 | słoik C

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    dokładnie tak. ja jako bohater artykułu wiem że są różnice pomiedzy stalymi mieszkancami i migrantami ale nie rozumiem jednej rzeczy. co to monarchie mamy w tym kraju? kasty? czy PLATFORMĘ? Pani ma problem, że są ludzie mogący jednak sie przelamac, zostac po godzinach, pracowac dluzej czy tez brac mniejsza stawke?? pani wie co to jest podaz popyt w ogole czy jeszcze zyje pani w PRL? słoik samochód źle zaparkował? słoik to słoik tamto, słoik zabiera życiową przestrzeń? sama sobie zaciskasz petle na szyi. 'TO BYŁ ZAMACH' może tak powinien brzmiec tytul tego artykulu..
    prosze ostrzyc konflikt dalej, ciekawe co pani 'rdzenna' redaktor wybrała przy eskalacji tego problemu do granic wkurzenia sloikow: uczieczke samemu na zachod ze swoimi 'tobołkami' czy honorowe wyginiecie jak wyginely (i giną nadal) dinozaury.
  • 2013-04-12 18:40 | bolec

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    Ktoś tu goni w piętkę - cała ta Stolyca to jeden paskudny, obskurny słoik. Praktycznie niemal 100% mieszkańców powojennej Warszawy to element napływowy zza Buga. Większość z nich dość szybko znalazła posady w Min. Bezpieka lub w aparacie państwowym.

    Dzisiejsza Warszawa to bezsprzecznie najbrzydsza stolica w Europie, miasto zbudowane na prędce, bez sensu, ładu ani składu. Jedna linia metra, brak obwodnicy, ale z muzeum Powstania, które zmiotło miasto z powierzchni ziemi w imię "patriotyzmu" kilku łasych na władze kolesi z Londynu ... mały koszmar w środku Europy - urzędy i filie handlowe zachodnich firm!

  • 2013-04-12 18:43 | jj

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    Artykuły w gazetach to jak moda. Ostatnio było (kolejność mogłem pomylić): geje i lesbijki, księża pedofile, korposzczury itd, i ostatno słoiki ... następny temat ... może ojcowie pedofile albo feministki nifomanki. Przecież to gołym okiem widać że artykuły mają wywołać skrajne emocje i nakręcać dalej tą medialną maszynkę.
  • 2013-04-12 19:43 | Marcin

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    Kontekst: wychowałem się, dorastałem i studiowałem w Warszawie. Po studiach wyjechałem najpierw do Wrocławia, potem za granicę. Od 7 lat Warszawę odwiedzam kilka razy w roku na kilka dni.

    Określenie "słoik" pierwszy raz usłyszałem od znajomych (przyjezdnych) w Poznaniu. Nigdy nie spotkałem się z nim w trakcie studiów ani nie usłyszałem od moich "rdzennych" znajomych. W szkole podstawowej funkcjonowało co prawda uważane za pogardliwe określenie "ty wieśniaku", ale na podobnej zasadzie funkcjonowało "ty Żydzie" mimo iż większość z nas Żyda na oczy nie widziało. W liceum i to przestało funkcjonować.

    Studiowałem socjologię na UW i ok. 90% osób na moim roku pochodziło spoza Warszawy. Nie słyszałem aby którakolwiek z nich miała jakiekolwiek problemy ze względu na swoje pochodzenie. Jako "rodowici" często nawet im trochę zazdrościliśmy mieszkania z dala od nadopiekuńczych rodziców. Jedyna rzecz, która mogłaby potwierdzać niektóre tezy tego artykułu to fakt, że przez 5 lat studiów zmieniał się sposób mówienia ludzi - na przykład powoli zanikał śpiewny białostocki akcent. Czy było to wymuszone czy nieświadome - należałoby zapytać samych zainteresowanych.

    Jak już wspomniałem, od dość dawna nie mieszkam w Warszawie, ale gdyby faktycznie istniała jakaś cicha wojna czy głęboko zakorzeniona pogarda, zapewne bym o tym usłyszał. Zamiast tego czytam o zjawisku w Polityce i wydaje mi się, że całe zjawisko jest dziełem samego tygodnika. Trochę szkoda, bo w rzeczywistości nie ma znaczenia, czy zjawisko istnieje czy nie - jeśli się będzie o nim tak namiętnie pisać to samo zaistnieje, ze szkodą dla wszystkich warszawiaków, bez względu na ich pochodzenie. Nie rozumiem po co komu ta wojna.
  • 2013-04-12 20:16 | merytoryczny

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    Merytorycznie pragniesz?

    Otóż najmocniejszym argumentem jest to, że artykuł jest skierowany przeciwko 'śłoikom', jest obraźliwy i nieprawdziwy. To, że Ty chodzi co dziennie do mamusi na obiad a ktoś go ze sobą przywozi jest różnicą? Powiedz mi proszę, gdzie autorka tego tekstu zastosowała poprawność dziennikarską jaką jest obiektywne przedstawienie faktów.
  • 2013-04-12 20:50 | midzu

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    Co do treści merytorycznej to się nie wypowiadam, bo się nie znam, ale lubię sobie poczytać o tych polskich "problemach". Natomiast mi, i tu jestem chyba w mniejszości, styl się podobał. Na luzie, fajnie się czytało.
  • 2013-04-12 20:58 | kasia

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    Kawa przelewana do papierowych kubków? Krew!Skandal!Gwałt i nidowierzanie!Naprawdę przerażąjace rzeczy dzieją się w tej Warszawie! ;)
  • 2013-04-12 22:38 | leszczyk

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    W Warszawce w korpo wytrzymalem kilka lat - w bardziej obrzydliwym miejscu nie mieszkalem ani przedtem ani potem w całym moim życiu.

    Cechą spoleczenstwa rozwinietego jest mobilnosc, a to co jest opisane powyzej to esencja ksenofobii i strachu przed obcym w typowym polsko-warsiawskim wydaniu, hehe.

    Pozdrawiam z USA, gdzie 30% społeczeństwa zmienia zamieszkanie co roku i zmiana pracy na lepszą ale wiążącą się z przeprowadzką to powód do dumy, a nie jakiejś frustracji i prześladowań.

    I nie, nie jestem pracownikiem ze zmywaka, to jest passe od jakichś 10-15 lat, ale społeczeństwo warszawskie jeszcze tego nie pojęło.

    Aby usprawiedliwić Warszawiaków - wygląda na to że artykuł jest mocno tendencyjny, nie przypominam sobie aby ktoś szykanował mnie z powodu tego że byłem przyjezdnym.
  • 2013-04-12 22:55 | słoik C

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    niektórzy zamiast aut na parkingu widzą taczki z gnojem, też tego nie rozumiem
  • 2013-04-12 23:40 | Rollo Tomasi

    Fajny artykuł

    Fajny artykuł, przeczytałem jednym tchem i sporo śmiechu przy tym miałem. Mieszkam i pracuję w Warszawie do 10 lat i nigdy nie wychwyciłem choćby śladu konfliktu miejscowi-przyjezdni. Trochę to wszystko przerysowane z tymi słoikami. Ludzie tutaj pracują, nawet ciężko, a potem wydają co zarobili i tak na okrągło. W moim otoczeniu nikt nie przywiązuje uwagi do pochodzenia. Jednak określenie "słoik" weszło już do potocznego języka i tak już zostanie. Widocznie pało na podatny grunt.
    Myślę, że może istnieć pewna grupa ludzi, wychowanych w Warszawie (chociaż nikogo z tej grupy jak na razie osobiście nie spotkałem) którzy uważają, że z tej racji więcej im się należy, że są elitą przez samo miejsce urodzenia. Taką grupę można prawdopodobnie znaleźć w każdej większej społeczności więc nie jest to jakaś warszawska specyfika.
  • 2013-04-13 00:21 | Thasunke Witko

    Potrafisz soojrzeć na problem z odrobinę szerszej perspektywy?

    Czy wszystko dla Ciebie sprowadza się do takiej małej wojenki - każdy kto się ośmieli skomentować musi być strona w konflikcie?
    Jestem Ślązakiem... komentuję poziom kultury wypowiedzi , marny niesamowicie.... Powtórzę to jeszcze raz... postaraj się obalić tezy artykułu merytorycznie... bez inwektyw...
    Jeżeli nie potrafisz znaczy, że artykuł ma solidne podstawy i bijesz tylko pianę wiedząc, że to wszystko prawda...
    I tela żech chcioł pedzieć... Trzim się, karlusie...
  • 2013-04-13 03:28 | Marccin

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    > Praktycznie niemal 100% mieszkańców powojennej Warszawy to element napływowy zza Buga.

    Element napływowy, fakt. Ale nie tylko zza Buga - z całej Polski. Wielu ludzi zatrudnionych przy odbudowie stolicy tu zostało. Raz, że była praca, dwa - ludzie z różnych części kraju się tu zapoznali i tu zostawali. Z kolei wielu repatriantów osiedlało się na "ziemiach odzyskanych" (Dolny Śląsk, zachodniopomorskie, Warmia i Mazury), a i w poniemieckich gospodarstwach w "tradycyjnie polskiej" Wielkopolsce.

    > Min. Bezpieka lub w aparacie państwowym.

    Niektórzy pewnie tak. Większość ludzi sprowadzających się do stolicy po prostu chciała lepszego życia i świętego spokoju, pracując w fabrykach, sklepach itd. Nie będę tutaj strzelał, ale w rocznikach statystycznych można odszukać, jaki procent mieszkańców stanowili pracownicy administracji i aparatu przemocy. Niemniej nie wyolbrzymiałbym roli bezpieki czy ogólnie aparatu przemocy państwa jeśli chodzi o strukturę zatrudnienia.

    > Dzisiejsza Warszawa to bezsprzecznie najbrzydsza stolica w Europie

    Każdy ma prawo do własnej opinii, ale dla porównania polecam Bukareszt, Belgrad czy nawet Bratysławę. OK, Warszawa nie ma porządnego historycznego centrum jak większość stolic. Jednak warszawskie osiedla z wielkiej płyty nie mają się czego wstydzić przy slumsach Londynu, Paryża, czarnych gettach Waszyngtonu, blokowiskach wschodniej części Berlina czy emigranckich suburbiach stolic Skandynawii. Gorąco polecam wycieczkę porównawczą.

    > miasto zbudowane na prędce, bez sensu, ładu ani składu.

    Fakt, niestety. Ale zwróć proszę uwagę na fakt, że było ono właściwie budowane od początku po wojennych zniszczeniach.

    > ale z muzeum Powstania, które zmiotło miasto z powierzchni ziemi w imię "patriotyzmu" kilku łasych na władze kolesi z Londynu

    ...i bardzo wielu ludzi z nadmiarem dobrych chęci ale niedomiarem wyobraźni w samej Polsce i Warszawie. Bez względu jednakowoż na ocenę Powstania Warszawskiego nie sposób zaprzeczać, że miasto jednak zniszczyli Niemcy, a nie Polacy.
  • 2013-04-13 10:32 | tsubaki

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    Urbanizacja i zwiazany z nia naplyw ludnosci z prowincjii do metropolii jest zjawiskiem ogolnoswiatowym i nie rozumiem co to jest za powod do ekscytacji. W kazdej metropolii swiata wiecej niz 50% to ludnosc naplywowa, ale tylko w Warszawie jest to powod do tworzenia podzialow, obrazania, ponizania, tworzenia obrazliwych artykulow podgrzewajacych juz i tak smierdzaca atmosfere kraju.
    Mieszkam juz 15 at w jednej z zagranicznych metropolii. Wie Pani, pani Gietka, jak tutejsi dziennikarze wykorzystuja w pracy zjawisko urbanizacji? Odwiedzaja "sloikow" w ich domach rodzinnych, pokazuja w programach styl zycia wsi, dawno zapomniany, jej dobre strony, tradycje, przepisy na chleb, ktorego juz nikt sam nie potrafi upiec, plecenie slomianych aniolkow na choike i inne ciekawe rzeczy, o ktorych tylko dowiadujemy sie z od prababc, z ksizek badz z filmow. Efekt? Tu ludzie sa dumni ze swoich korzeni, malo znam ludzi, ktorzy pysznia sie badz na odwrot przejmuja miejscem urodzenia.
    MOzna to zjawisku opisac w sposob jedynie znany nad Wisla-czyli w sposob osmieszajacy i ponizajacy, mozna tez ciekawie, z elementami edukacyjnymi, a najwazniejsze w sposob budujacy, pozytywny, konstruujacy dobre nawyki w stosunkach miedzyludzkich.
    Zycze Redakcji Polityki kreatywnych "morz mozgow", zeby sie pozbierala i nie zbaczala z drogi elitarnego tygodnika na droge brukowca podniecajacego sie tym czym ullica pluje.

    U moim nowym kraju, jest taki zwyczaj, ze kazdy nowy aspirujacy celebryta jedzie na prowincje, spi pare tygodni z obcymi dziadkami w gospodarstwie. W tym czasie pasie krowy, robi miod, dzemy, kisi ogorasy, wywala gnojowke itp, czyli uczy sie zycia. Potem opowiada wrazenia, pelne szacunku slowa podziwu, zaznacza ile sie nauczyl i jak kilka tygodni zmienilo jego spostrzegania swiata itp. Ci na swiecznikach najpierw musza pokazac pokore i szacunek dla reszty. Potem moga sie plawic w bogactwie metropolii.
    Program edukacyjny-zakamuflowany, ale bardzo madry. Wy tam w Polsce tez troche pomyslcie nad jednoczeniem ludzi.
  • 2013-04-13 11:27 | Aleks

    Forma ciekawa, treść.... cóż...

    Artykuł podtrzymuje stereotypy. takie teksty są szkodliwe, bo dzięki temu, że są barwnie napisane trafiają do wielu ludzi i wzmacniają ich błędne przekonania. To dzieli ludzi zamiast łączyć...
  • 2013-04-13 12:28 | kwieto

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    Wiesz, ciężko jest merytorycznie komentować tekst, którego wartość można rozpatrywać jedynie w kategorii tekstu satyrycznego, na poziomie "polish jokes".
    Czytając go miałem wrażenie, że mieszkam w innej Warszawie niż jego autorka, tak bardzo odstaje on od rzeczywistości, którą widzę wokół siebie.

    Czytając felieton miałem wrażenie, że cofnąłem się co najmniej do XIX w. - oto chłop w lnianej koszuli i pocerowanych portkach stoi onieśmielony u bram wielkiego miasta (cała wieś się zrzuciła na bilet), dzierżąc w ręce przepasaną paskiem od spodni walizkę. A kiedy wraca na rodzinne łono, opowiada zasłuchanej rodzinie o dziwach jakie tam są (np. budynki bez klamek w oknach, łał!), w tym wielkim dalekim świecie, którego nie będzie im pewnie nigdy dane zobaczyć (malownicza scena rodzinnego obiadu u "C").
    Szczytem kariery jest zaś "kasjerskie stanowisko" i pensja 2.5 tys. PLN brutto :")

    Nie wiem, być może tacy ludzie też są, jednak większość "przyjezdnych" jakich znam to ludzie, którzy przyjechali do Warszawy na studia i potem osiedli. Większość z nich to byli ludzie z ambicjami (których odmawia im autorka artykułu), jeśli coś ich różniło od "rodowitych" to to, że szybciej podejmowali pracę, szybciej się usamodzielniali i uniezależniali od rodziców. Po studiach, kiedy urodzeni w Warszawie mieszkali jeszcze u mamy, "przyjezdni" byli już na etapie kupowania własnego mieszkania.
    Nie wiem co dzieje się ze wszystkimi, ci z którymi mam kontakt albo prowadzą własną działalność, albo zajmują kierownicze stanowiska (zarabiając, jak sądzę, "ciut" więcej niż 2.5k PLN brutto na miesiąc).

    Kompletnie nie pasuje to do wizji malowanej w artykule.

    Jak dla mnie podział jest sztuczny, a wiele tez naciąganych.
    Dwa miejsca parkingowe zajmują samochody niezależnie od rejestracji (przy czym w powszechnej opinii to kierowcy aut z rejestracjami zaczynającymi się od "W" uchodzą za najbardziej chamskich i agresywnych na drodze).
    Tak samo na weekend z miasta wyjeżdżają tak "obce" jak i "rodzime" rejestracje, po prostu poza sezonem letnim w mieście, które np. do dziś nie dorobiło się porządnej sali koncertowej (od lat pełni tę funkcję słabo nadająca się do tego Sala Kongresowa w PKiN), które nie ma też fajnej infrastruktury parkowo-rekreacyjnej, w weekendy wieje nudą.
    Na wylotówkach jest więc pełen egalitaryzm - w korkach stoją zarówno rejestracje zaczynające się od "L" jak i od "W".

    I tak dalej, i tak dalej...

    Na marginesie - jak dotąd, artykuły w Polityce (i jeden w Newsweeku) to jedyne miejsce, gdzie spotkałem się z podziałem na "słoiki" oraz "rodowitych", o jakimkolwiek konflikcie nie wspomnając.
  • 2013-04-13 13:48 | runek

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    Bardzo mnie zniesmaczył ten artykuł. Dziwię się, że ukazał się na łamach uznanego powszechnie tygodnika. Jeszcze większe zdziwienie budzi we mnie antagonizm w stosunku do ludności napływowej. Cóż w tym złego, że "niskozurbanizowani" utrzymują kontakty z rodziną. Powiem nawet, że to dobrze o nich świadczy, że nie wstydzą się swoich korzeni. A to, że jak każdy rodzic, także i ich martwi się i stara się dbać o własne dziecko i pomagać w takiej mierze na jaką go stać. Warszawiak nie zrozumie "nie rodowitego mieszkańca", gdyż on zawsze ma rodzinę "pod ręką". W każdej chwili może odwiedzić rodziców i zjeść coś dobrego z maminej kuchni. Napływowy niestety nie ma takiej możliwości, a paczka z domu, często jest namiastką smaków domu rodzinnego. Czy każdemu Warszawiakowi wydaje się, że wszyscy niskozurbanizowani z radością porzucają rodzinne strony i ruszają na walkę z nieprzyjaznym im światem. Wcale nie. Oni po prostu jadą za pracą, za możliwością życia w godnych warunkach. Chcą czegoś więcej niż może zaoferować młodemu człowiekowi zabita dechami prowincja. Nic więc dziwnego, ze jak uda im się zdobyć pracę, to robią wszystko by jej nie stracić, bo przeważnie mogą liczyć tylko na siebie. Muszą sami się utrzymać, wynająć lokum, wyżywić i jak każdy człowiek mieć na odrobinę przyjemności. Oni nie dostaną w spadku mieszkania w Warszawie, oni kątem nie mogą mieszkać u rodziców. Większość od 19 roku życia musi kombinować jak utrzymać się w wymagającej Warszawie i nie odstawiać statusem od rodowitych mieszkańców. Czy sam fakt pochodzenia z prowincji jest czynnikiem na podstawie, którego można szydzi z ludzi. Można umniejszać ich wartość. To nie adres zameldowania świadczy o tym jacy jesteśmy, nie świadczy o naszej wartości. Rodowity Warszawiak dla osób, które w Warszawie się urodziły to wielki nadużycie. Rodowity, to taki, który z pokolenia na pokolenie żył w Warszawie, a takich jest garstka. Większość "rodowita" jest w drugim albo trzecim pokoleniu. I może lepiej sięgnąć do historii własnej rodziny i popytać, czy przypadkiem dziadkowie czy rodzice nie byli odbiciem współczesnych "słoików".
  • 2013-04-13 13:49 | runek

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    Bardzo mnie zniesmaczył ten artykuł. Dziwię się, że ukazał się na łamach uznanego powszechnie tygodnika. Jeszcze większe zdziwienie budzi we mnie antagonizm w stosunku do ludności napływowej. Cóż w tym złego, że "niskozurbanizowani" utrzymują kontakty z rodziną. Powiem nawet, że to dobrze o nich świadczy, że nie wstydzą się swoich korzeni. A to, że jak każdy rodzic, także i ich martwi się i stara się dbać o własne dziecko i pomagać w takiej mierze na jaką go stać. Warszawiak nie zrozumie "nie rodowitego mieszkańca", gdyż on zawsze ma rodzinę "pod ręką". W każdej chwili może odwiedzić rodziców i zjeść coś dobrego z maminej kuchni. Napływowy niestety nie ma takiej możliwości, a paczka z domu, często jest namiastką smaków domu rodzinnego. Czy każdemu Warszawiakowi wydaje się, że wszyscy niskozurbanizowani z radością porzucają rodzinne strony i ruszają na walkę z nieprzyjaznym im światem. Wcale nie. Oni po prostu jadą za pracą, za możliwością życia w godnych warunkach. Chcą czegoś więcej niż może zaoferować młodemu człowiekowi zabita dechami prowincja. Nic więc dziwnego, ze jak uda im się zdobyć pracę, to robią wszystko by jej nie stracić, bo przeważnie mogą liczyć tylko na siebie. Muszą sami się utrzymać, wynająć lokum, wyżywić i jak każdy człowiek mieć na odrobinę przyjemności. Oni nie dostaną w spadku mieszkania w Warszawie, oni kątem nie mogą mieszkać u rodziców. Większość od 19 roku życia musi kombinować jak utrzymać się w wymagającej Warszawie i nie odstawiać statusem od rodowitych mieszkańców. Czy sam fakt pochodzenia z prowincji jest czynnikiem na podstawie, którego można szydzi z ludzi. Można umniejszać ich wartość. To nie adres zameldowania świadczy o tym jacy jesteśmy, nie świadczy o naszej wartości. Rodowity Warszawiak dla osób, które w Warszawie się urodziły to wielki nadużycie. Rodowity, to taki, który z pokolenia na pokolenie żył w Warszawie, a takich jest garstka. Większość "rodowita" jest w drugim albo trzecim pokoleniu. I może lepiej sięgnąć do historii własnej rodziny i popytać, czy przypadkiem dziadkowie czy rodzice nie byli odbiciem współczesnych "słoików".
  • 2013-04-13 13:59 | słoik C

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    szlachta panie!
  • 2013-04-13 20:16 | kwintesencja

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    Ależ oczywiście, że byli ówczesnymi "słoikami". Powód był także ten sam - przyjeżdżali do większego miasta w poszukiwaniu pracy. I to ja byłam tą, która im zazdrościła tego miejsca, do którego mogli wracać, mówiąc, że jadą do "ojców". Do dzisiaj im zresztą zazdroszczę, odkładając na czas emerytury marzenie o wyprowadzeniu się na wieś.
  • 2013-04-13 20:33 | kwintesencja

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    Ależ oczywiście, że byli ówczesnymi "słoikami". Powód był także ten sam - przyjeżdżali do większego miasta w poszukiwaniu pracy. I to ja byłam tą, która im zazdrościła tego miejsca, do którego mogli wracać, mówiąc, że jadą do "ojców". Do dzisiaj im zresztą zazdroszczę, odkładając na czas emerytury marzenie o wyprowadzeniu się na wieś.
  • 2013-04-13 21:25 | z Egiptu

    Wszystkim

    uczciwym, mądrym, zaradnym i pracowitym życzę wszystkiego najlepszego i samych sukcesów. Bez względu na pochodzenie i kolor sofy w salonie.
  • 2013-04-14 00:20 | rtr

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    Temat z magla. Polityka aż tak upadła?
  • 2013-04-15 06:34 | PGR Jackowo

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    A mnie się podobało, przeczytałem z przyjemnością i jeszcze się trochę pośmaiłem.
  • 2013-04-15 13:39 | wiesiek

    drabina pogardy

    to taka drabina pogardy jak na całym świecie, ten który jest najwyżej "sika" na stojących niżej. Całe gówno spada w dół.
    "Rodowici" też nie stoją na szczycie tej drabiny pogardy. Wyżej stoją Niemcy, Anglicy, Francuzi i leją na rodowitych ciepłym moczem. Kto jest na szczycie tej drabiny? Amerykanie, którzy z najwyższego szczebla drabiny leją na Angoli, Francuzów i Niemców?
  • 2013-04-15 19:18 | Ted

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    są to Wars i Sawa.oni tę wioskę założyli.
  • 2013-04-15 19:52 | kobieta

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    Cały artykuł ma charakter obraźliwy i dyskryminujący. Jest nudny i przerysowany. Jak już nie ma o czym pisać to można po raz setny o słoikach. Szkoda tylko, że nie podpisała się "to mówiłem ja, słoik". Bo może przynajmniej byłoby wiadomo po co to wszystko. Na leczenie kompleksów?
    Poza tym odnosząc się do sprzeczności zawartych w tekście: "W poniedziałek pomaszerują do pracy ramię w ramię, Słoiki i Rodowici. Np. do telemarketingu, wciskać ludziom produkty trwałe i szybkozbywalne. Ci pierwsi godzą się na pieniądze, po które Rodowity nawet by się nie schylił. " to po co autorka wysyła Rodowitego do telemarketingu, jeśli to niegodziwe pieniądze? Czy w Polsce ktoś kogoś zmusza do pracy?
    No przepraszam, ale czasy czy się stoi czy się leży 2 tys. się należy minęły.
  • 2013-04-15 21:00 | rtr

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    Rozumiem. Tekst jest chyba satyryczny. Dziwacznych stereotypów w nim tak wiele, że - jak mniemam - w zamyśle mają parodiować siebie same. Tylko czy tego typu rozwodzenie się nad wirtualnym problemem (jedyne miejsce, gdzie spotkałem się z konfliktem tubylcy-słoiki to pełne nieskompensowanych, anonimowych frustratów fora internetowe) jest sprawą dla szanowanego, "opiniotwórczego" tygodnika? Jeśli do twórczości Pani Gietki dodamy zamiłowanie Pani Paradowskiej do komentowania kolejnych pyskówek polityków (bo np. temat w rodzaju katastrofy demograficznej ją już nudzi), to zaczynam mieć mieszane odczucia. Coraz częściej to anonimowa blogosfera pisze ciekawiej niż prasa z tradycjami.
  • 2013-04-15 21:39 | wawiak

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    Zastanawiam się po co takie teksty, które utrwalają prymitywne stereotypy i uprzedzenia wobec przyjezdnych. Najpierw zaczęła "GW", która niby walczy ze stereotypami teraz "Polityka", której niby też stereotypy obce. Ciekaw jestem czy prawicowe pisma też takie stereotypy upowszechniają (wiem, wiem, że inne). Redaktorzy, dajcie sobie spokój z utrwalaniem uprzedzeń !
  • 2013-04-16 10:01 | pola obowiązkowe

    Słoiki, nie tylko warszawskie

    Mieszkam w jednym z większych miast Polski, nie w Warszawie. Tu też występuje zjawisko słoictwa, choć na mniejszą skalę.
    Pięknym przykładem takiego słoika jest moja koleżanka z pracy. Przyjechała tu na studia i po nich zaczepiła się w robocie. Jej chłopak, a obecnie mąż, pochodzi z sąsiedniej wioski. Na mieszkanie w mieście zrzuciły się łojce i teście.
    Koleżanka mówi, że nienawidzi tego miasta (pytanie, dlaczego się aż tak męczy i tu mieszka). Nie obchodzi ją jego historia i zabytki. W muzeum żadnym nie była - w ciągu 10 lat - bo po co. W teatrze czy w operze takoż. Na weekendy i święta z walizką na kółkach (kiedyś) czy samochodem (obecnie) udaje się do łojców. PIT rozlicza w swoim dawnym powiecie. Samochód rejestruje na dziadka. Płaszczy się przed kierownictwem i intryguje. A przy tym religijna jest do wyrzygu.
  • 2013-04-16 22:22 | Karol

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    W tej dyskusji na temat warszawskich słoików i niesłoików, która słyszana jest także w Polsce, daleko poza oddziaływaniem stolicy nikt nie porusza jednego, ważnego być może najważniejszego aspektu. Skąd właściwie wzięła sie optyka Warszawa - prowincja? A gdzie tu miejsce na tożsamość regionalną? Czy np. autorkę artykułu zastanawiała kiedyś ta kwestia? Dlaczego tak mało sie mówi o Mazowszu jako regionie, którego centrum jest Warszawa, będąca jednocześnie stolicą kraju? Otóż mam wrażenie, że tutaj niestety podskórnie wychodzą jeszcze czasy zaborów. Warszawa po 1815 r. miała tą nieprzyjemność znaleźć się w granicach zapóźnionego i nieuporządkowanego, na poły azjatyckiego państwa, którego organizacja była słaba na tle innych rozwiniętych państw ówczesnej Europy. Dziki kapitalizm, bajzel i korupcja w zacofanej administracji, późne, źle przeprowadzone reformy uwłaszczeniowe na wsi itp. W takich warunkach rozwój jest bardzo nierównomierny, powstają duże dysproporcje. Tworzy się duża, gęsto zaludniona metropolia, której populacja już sama w sobie jest bardzo rozwarstwiona. Ta metropolia, owszem ludna i miejscami nawet zamożna, a jednak słabo prezentująca się pod względem cywilizacyjnym na tle porównywalnych wielkością miast Europy, otoczona jest przez piaszczystą, zacofaną wieś mazowiecką, pełną analfabetów o postpańszczyźnianej mentalności. Brak sieci równomiernie pokrywających region małych i średnich miasteczek o dużych tradycjach rzemieślniczych, tylko ciągnące się kilometrami łańcuchy wsi. Pół biedy, że niegdyś te całkiem malownicze wsie pełne były drewnianych chałup krytych strzechą, ponieważ późnej chałupy wyparte zostały, a to przez pustakowe, gierkowskie „kostki”, a to nuworyszowskie „dworki”-gargamele. Efekt jest taki, że krajobraz kulturowy Mazowsza prezentuje się dziś fatalnie, zupełnie jakby jego mieszkańcy pozbawieni byli jakichkolwiek korzeni i tradycji architektonicznej. Widocznie chcieli zakryć wstyd związany ze stereotypowym postrzeganiem drewnianych chałup jako czegoś zacofanego (nie wiem czego tu się wstydzić), ale coś im nie wyszło, bo to pachnie prowincją z daleka znacznie bardziej niż malownicze chałupy.
    Znamienne, że bardzo podobne procesy rozwojowe typowe są dla Rosji z olbrzymią Moskwą i milionami kilometrów kwadratowych zahukanej do dziś prowincji, przy czym tam te wszystkie skrajności są jakby podniesione do potęgi. No, ale cóż się dziwić podobieństwu skoro znaczna część naszego kraju była przecież przez sto lat częścią Imperium Rosyjskiego. W takich warunkach, coś tak ważnego jak tożsamość regionalna, powstać mogło tylko w jakichś szczątkowych formach. Nie zdołała zniwelować tego IIRP, a tym bardziej PRL ze swoją wpajaną od przedszkola retoryką: miasto – wieś, robotnik – chłop. A przecież regionalizm jest to cecha typowa dla normalnych, cywilizowanych krajów Europy, gdzie dla mieszkańca dużego miasta utożsamianie się z miejscem, z daną kulturą nie kończy się tylko na jego granicach i tu nie ma nic do rzeczy fakt, że administracyjnie to miasto może być wyodrębnione jako oddzielny region. Bawarczyk to Bawarczyk i nie ma znaczenia czy z Monachium, czy małej pipidówki 100 km od stolicy regionu. Rzymianin jeśli spotyka innego mieszkańca Lazio, dajmy na to w Mediolanie, to spotyka swojaka, a nie kogoś obcego, gorszego. I to jest dosyć zabawne dla obserwatora z zewnątrz, bo przytłaczająca większość tych sławnych, warszawskich słoików to mieszkańcy Mazowsza i okolic, rdzenni, zasiedziali od pokoleń nie jacyś tam przywiezieni nie wiadomo skąd i wykorzenieni. Z punktu widzenia mieszkańca innej części Polski jest zatem bez znaczenia czy ktoś pochodzący spod dajmy na to tego nieszczęsnego, pogardzanego Radomia mieszka w owym Radomiu, czy w Warszawie, bo to po prostu Mazowszanin i widać to w mentalności, języku, zwyczajach nawet jeśli ktoś sobie nie zdaje z tego sprawy itp. Radziłbym zatem ugryźć się w język komuś, kto zaczyna z tymi słoikami, bo świadczy to o niczym innym, jak tylko o ukrytej gdzieś w podświadomości, dziadowszczyźnie rodem z zapyziałej, zapóźnionej kongresówki, której daleko było do cywilizowanej Europy, a bliżej do pewnego państwa na wschodzie.
  • 2013-04-17 06:39 | pacific231

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    Wyjątkowo żenujący, obraźliwy, po prostu chamski artykuł.
    W podobnym tonie utrzymany jest tekst w jednym z ostatnich numerów (prymitywny słoik przywlókł ze sobą do stolicy zarazę w postaci disco polo).
    Do niedawna jeszcze Polityka trzymała pewien poziom, wyróżniając się na rynku, od jakiegoś czasu poziom ten spada na łeb na szyję. Wielka szkoda...
  • 2013-04-17 15:28 | Damian F.

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    "Coś tak ważnego jak tożsamość regionalna" - dokladnie, brawo, z wszystkim sie zgadzam w 200% (no, oprócz tego z Rzymem i Mediolanem, bo tak nie jest, wiem).
    Nieraz rozmawialem z Mazowsza(ni?)nami, którzy nie potrafili mi pokazac "kontur" Mazowsza, dla których ten termin byl abstrakcyjny jak Tylna Mongolia, dla których nie bylo róznicy pomiedzy Mazowszem jako kraina historyczna, kulturowa, "korzeniowa", "tozsamosciowa" a jakims tam administracyjnym województwem zwanym mazowieckie, którzy tak naprawde prawie nic nie wiedzieli o historii Mazowsza, co najwyzej o (podobno) "ogólnopolskich" wydarzeniach w Warszawie, a wielu (wiekszosc!) nie znala nawet tak naprawde historii swojej rodziny, subregionu/okolicy, miejscowosci, dzielnicy.

    Jakaz to potezna róznica do np. Poznaniaków, Kaszubów itp., a tacy Slazacy mówia, ze ich slaskosc (pisana, konsekwentnie, z duzej litery przewaznie) jest dla nich narodowoscia, a nawet "religia". Widac i czuc wyrazna linie pomiedzy kultura/cywilizacja zachodnia a wschodnia, potwierdzam.
  • 2013-04-18 11:24 | Organza26

    Proponuję dystans

    Jestem słoikiem, ale w innym mieście i uśmiałam się serdecznie z tego artykułu. Nie mówię tego z ironią. Kilka absolutnie celnych uwag, szczególnie ta odnośnie przeklinających głośno przełożonych - miałam takich i ich celem było dokładnie to co opisuje autorka artykułu. W moim osobistym odczuciu ten artykuł to świetna rozrywka, na którą z definicji patrzy się z przymrużeniem oka.
  • 2013-04-18 12:52 | SLOJEnaWIOCHE

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    Artykuł jest bardzo dobry, a co najważniejsze PRAWDZIWY. Co, zabolała prawda???
  • 2013-04-18 13:00 | Wwwww

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    Artykuł nikogo nie obraża! Przedstawia fakty. Zapraszam w piątek na drogi wyjazdowe z Warszawy-same słoje jadące po żarcie. To czy ktoś chodzi na obiad do mamusi, czy przywozi go w słojach, nie ma różnicy. Ale dziwnym trafem to właśnie przyjezdni zaniżają płacę w Warszawie- dokładnie tak jak jest to opisane w artykule, nie płacą tu podatków korzystając na tych samych zasadach z komunikacji miejskiej, przedszkoli itd. "Pasą"swoje auta na trawnikach, bo chyba nie wiedzą co to są miejsca parkingowe...Nie wspomnę o śmieciach na wycieraczkach i butach przed drzwiami. Samo życie.
  • 2013-04-19 15:28 | Just me

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    Zgadza się. A do tego, opisuje jakieś bardzo prymitywne środowisko. W cywilizowanych firmach, o zachodnim rodowodzie, to zupełnie normalne, że każdy jest "skądś", często też pracują w nich ekspaci. Na zachodzie, zwłaszcza w US to bardzo częste, że ludzie przemieszczaja się za pracą. To zwykle najlepsi specjaliści i pytanie "czy jesteś rodowitym mieszkańcem czy przyjezdnym" w prawdziwej korporacji (nie w centrum outsourcingu najprostszych procesów lub małej polskiej filii) byłoby bardzo egzotyczne...
  • 2013-04-20 10:50 | ruda

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    Tekst obraźliwy, przekłamany (!), co więcej - zieję pogardą; skóra cierpnie. Polecam odnoszący się do tego pseudoreportażu tekst, Autorka (mam nadzieję, że nie będzie mi miała tego za złe) trafia w samo sedno. http://polaherbaciane.blogspot.com/2013/03/zapiski-ze-wsi-torun.html
  • 2013-04-20 16:30 | gosc

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    zastanawia mnie skąd się bierze przekonanie, że (każdy) tutejszy dostał mieszkanie po dziadkach.
    Wbrew temu poglądowi zdecydowana większość samodzielnie stara się o własne lokum i tak samo spłaca 35-40 letnie kredyty (i tu złośliwość - zdolność kredytowa osoby zameldowanej w W-wie jest liczona ostrzej, czyli banki uznają, że potrzebuje więcej środków na stałe obciążenia jak opłata rachunków itp).
  • 2013-04-27 19:20 | jer11

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    Niestety, artykuly pani G. najczesciej wygladaja jak smutny "dowcip"!
  • 2013-04-27 19:24 | Eau de Cologne

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    "Szczytem kariery jest zaś "kasjerskie stanowisko" i pensja 2.5 tys. PLN brutto :")"

    To moze tylko swiadczyc o tym, jak uboga jest wiedza pani "redaktor"!
  • 2013-04-27 19:27 | Eau de Cologne

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    Artykuł jest bardzo dobry, a co najważniejsze PRAWDZIWY. Co, zabolała prawda???

    ``````````````````````````````````````````````````````````````````````````````
    Czy to moze sama pani "redaktor" raczyla odezwac sie na forum?
  • 2013-04-29 14:30 | boski

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    co cię bolcu trzyma w tej paskudnej stolycy????
  • 2013-05-29 22:19 | zi-zu

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    Artykuł jest napisany z tak żałosną, niską złośliwością, że miast wkurzać jedynie śmieszy. Dawno nie widziałem czegoś tak mocno celującego w najniższe instynkty. Pozostaje jedynie pogratulować autorce jej poziomu.
  • 2013-10-06 18:46 | nestor1983.wordpress.com

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    Jestem rodowitym Warszawiakiem z Marymontu, jakieś 3,5 roku temu wymyśliłem określenie "słoiki" , które ukradła mi najpierw liberalna hołota zmaieszkująca Warszawę, a później metro i gazwyb, moja narzeczona pochodzi z prowincji, mimo sprzeczności nie uważam że należy obrażać drugiego człowieka w dodatku Polaka z racji pochodzenia. JEST ZNACZNIE WIĘCEJ ZAGROŻEŃ I SZKODLIWYCH CZYNNIKÓW W OTOCZENIU, społeczeństwie, naszym Kraju. Co dziwniejsze retoryki obraźliwej używają te obłudne środowiska które udają wsparcie dla multi culti!!! To jak? Żyd, Arab, Czeczen, Hindus, Meksykanin, Murzyn ..musi być tolerowany a jak ktoś ma Siedlce, Otwock, Garwolin w metryce to już gorszy??!!?! Stop podziałom Polaków przez antypolskie bestie!! Jestem autorem określenia "słoik" i mam na to dowody (osoby z prowincji, którym się bardzo to sympatyczne określenie spodobało do czasu gdy libero-komuna i GW nie rozdmuchały jego negatywnego wydźwięku, nawet miałem przez to interpersonalne problemy do czasu kiedy wyjaśniłem o co chodzi.. Osoby z proowincji nie są tak wyczulone na szkodliwe działanie GW ale gdy rozmawiam z nimi w temacie słoika poznają się na obłudzie michnikowszczyzny. Jedyny taki pożytek tylko musimy dużo rozmawiać. APELUJĘ do prawdziwych Warszawiaków. Przekazujcie wolę autora stwierdzenia "słoiki", zniszczmy podziały wśród Polaków, udaremnijmy plan decentralizacji narodu Polskiego!! Warszawa jest stolicą - "wiadoma rzecz" a jak wiadomo jaka stolica taki kraj! Zapraszamy rodaków z całego kraju i z Polonii, mile was widzieć w naszym pięknym mieście, działajmy razem dla dobra Warszawy i dla dobra Polski!!
  • 2016-01-15 11:11 | olszewska

    Re:Kim są warszawskie „słoiki”?

    Patrze na sytuacją po kilku latach i nie kojarzę artykułu, który zrobiłby tyle złego w kreowaniu sztucznych podziałów, upokarzających ludzi. Właśnie od tego tego tekstu zaczęło się dzielenie ludzi na "swoich" i "słoików", co ciekawe, widoczne z mojej perspektywy bardziej w innych miastach niż w Warszawie.