Wyszukaj na forum

Forum


Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Oszukani dwudziestolatkowie

(94)
A oni ciągle nie dorośli. Nawet mimo trzydziestki na karku nie wiedzą, kim są i co ze sobą zrobić. Nie biorą za nic odpowiedzialności. To my ich tak urządziliśmy.
  • 2013-07-13 09:16 | Rocznik 88

    Jak to jest z tą młodzieżą?

    Witam!
    Jestem z rocznika 88. Pochodzę z małego miasta, nie jestem studentem, skończyłem tylko szkołę policealną. Nie zgadzam się że pokolenie 20-parolatków jest nieodpowiedzialne i roszczeniowe. Jest sporo takich osób ale nie można uogólniać. Czy w starszych pokoleniach wszyscy byli odpowiedzialni i pracowici? Na pewno nie. Mieszkania są drogie i młodzi ludzie często muszą mieszkać z rodzicami, nie każdego stać na stancję czy wynajem. Nie każdy rodzic kupi dziecku mieszkanie. Są też ludzie którym jest wygodniej mieszkać z rodzicami. Czy na przykład w czasach PRL, wszyscy młodzi mieli własne mieszkania? Też nie, na mieszkania często czekało się wiele lat i mieszkało się kątem u rodziny.
    Nie zgadzam się też że całe nasze pokolenie miało wszystko podane na tacy. Pochodzę z biednej robotniczej rodziny. Rodzice nie wozili mnie do szkoły nowym samochodem (wogóle nie mieli wtedy samochodu), nie chodziłem na żadne zajęcia dodatkowe, nie miałem super ubrań i zabawek. Bez przesady, w latach 90 jeździło mnóstwo małych i dużych fiatów, polonezów, czy starych zagranicznych samochodów, w małych miastach nowych zachodnich aut nie było wcale tak dużo. Wiele rodzin nie miało żadnego samochodu. Większość dzieciaków nie chodziła na żadne zajęcia dodatkowe, nie było ich zresztą zbyt dużego wyboru. W mojej mieścinie nie było żadnych chronionych osiedli, podwórka były pełne dzieciaków, grająych w piłkę, jeżdzących na rowerach, wrotkach. Większość znanych mi rówieśników wcale nie miała dostatniego dzieciństwa, rodziców biznesmenów czy pracowników korporacji. Nie każdy z nas miał tony zabawek, drogie ubrania, elektroniczne gadżety,video, komputer od małego. Wielu z nas wie co to bieda, brak pieniędzy i to że można czegoś nie mieć. Nie każdy dorastał w Warszawie czy innym dużym mieście i miał bogatych rodziców. Pamiętam że długo u mnie w domu nie było nawet kolorowego telewizora i telefonu stacjonarnego.
    Co do studiów to mamy po prostu nadprodukcję studentów. Zbyt łatwo jest się na nie dostać i je skończyć, jest zbyt wiele prywatnych uczelni. Młodzi ludzie od małego mieli wpajane że trzeba skończyć studia bo bez tego nie znajdzie się pracy a po studiach czeka wspaniała kariera. Na dodatek widzieli swych ciężko pracujących za grosze od rana do nocy niewykształconych rodziców i nie chcieli powtórzyć ich losu. Dużo pisze się o karierach młodych ludzi z lat 90, zapomina się że te kariery robiła garstka ówczesnej młodzieży a nie całe pokolenie. mało kto wtedy studiował i znał angielski, więcej młodych szło do zawodówek i techników niż do liceów. Studentów brakowało a mieliśmy nadmiar kandydatów do pracy fizycznej. Absolwenci szybko znajdowali pracę i zarabiali duże pieniądze a po zawodówce często czekała praca na czarno albo bezrobocie. Dziś jest sytuacja odwrotna, mamy nadmiar studentów a brakuje absolwentów szkół zawodowych. Czasami po zawodówce można więcej zarobić niż po studiach. Nie jest prawdą że kiedyś wszyscy odnosili sukcesy, zakładali firmy, robili kariery, a teraz nikomu nic się nie udaje.
    Pracy brakuje też dlatego że w Polsce dominują małe często rodzinne firmy, rynek pracy jest niewielki. Mikroprzedsiębiorstwom cięzko jest się rozwijać z powodu konkurencji na rynku, wysokich podatków, nie zatrudniają też ludzi z powodu wysokich kosztów pracy. Praca w nich często załatwiana jest po znajomości. Bardziej opłaca im się wziąć stażystę niż nowego pracownika. Pracodawcy często oczekują od młodych wielkiego doświadczenia, pracy nawet po kilkanaście godzin, oferują w zamian niskie zarobki i umowy śmieciowe. Nie jest prawdą że wszyscy młodzi chcieliby od razu zarabiać wielkie pieniądze, ale tyle aby starczyło im na godne życie. A pracodawcy chcieliby aby pracownik godził się na każdy wyzysk. Staże nie są złe, nie są darmowe gdyż bezrobotny dostaje za nie pieniądze z urzędu pracy. Umożliwiają zdobycie doświadczenia zawodowego , jednak pracodawcy nadużywają tej formy pomocy, oferując jedynie staż i oczekując że stażysta będzie pracował jak na etacie. Umowy cywilnoprawne powinny być stosowane tylko przy pracach dorywczych takich jak np. roznoszenie ulotek, inwentaryzacja, promocje w sklepach, merchandising. Tymczasem pracując jak na etacie często dostaje się umowę śmieciową, jest to przegięcie ze strony pracodawców, i nie rozumiem ich zarzutu że młodzi chcieliby od razu umowę o pracę. Przecież przy pracy 8h dziennie, 5 dni w tygodniu taka umowa po prostu się należy. Umowa śmieciowa nie daje prawa do zasiłku, urlopu, nie liczy się do emerytury, pracownika w każdej chwili można zwolnić, nie można wziąć kredytu, nie jest gwarantowana nawet pensja minimalna. Jednak młodzi ludzie nie protestują, i często mam wrażenie że jest im obojętne na jaką umowę będą pracować. Wynagrodzenia są zaniżane przez pracodawców, oni sami często jeżdzą świetnymi samochodami, stawiają domy sobie i rodzinie,jeżdzą na zagraniczne wakacje a pracownicy harują za grosze.
    Nie sądze jednak aby było beznadziejnie, zawsze może być gorzej. Młodym w Polsce nigdy nie było lekko, bywały już gorsze okresy. Znam wielu młodych wyzyskiwanych przez pracodawców, zarabiających grosze na umowach śmieciowych, leniwych i nieodpowiedzialnych także znam. Ale znam też wielu młodych którzy nieźle sobie dają radę, niektórzy nawet mają własne mieszkania, pracują na umowach o pracę lub mają własne firmy. Chodzą też do restauracji, jeżdzą niezłymi samochodami, w wieku 20-paru lat mają już własne rodziny, dzieci. Tak więc nie można uogólniać, sytuacja młodych jest zróżnicowana, jedni zarabiają nędzne grsze inni nawet 2-3 tys. złotych. Rząd powinien zająć się umowami śmieciowymi, głodowymi wynagrodzeniami, nadużywaniem stażów, jednak politycy zajęci są gierkami politycznymi i wojnami światopoglądowymi, a młodzi nie protestują i nie żadają głośno i publicznie zmiany swojej sytuacji.
    Polska wymaga reform. Moim zdaniem należałoby: zreformować urzędy pracy, rozliczać je z pomocy bezrobotnym, ograniczyć umowy śmieciowe, zmniejszyć biurokrację, polikwidować zbędne urzędy, zredukować zatrudnienie w administracji państwowej i samorządowej, polikwidować trzynastki, czternastki, premie,diety, nagrody dla ich pracowników, poobniżać o kilkadziesiąt procent wynagrodzenia politykom wszystkich szczebli i osobom zajmujących kierownicze stanowiska w administracji państwowej, zamrozić pensje w budżetówce. Zmniejszyć także o połowę liczbę posłów i senatorów,zlikwidować zbędne stanowiska w administracji państwowej i samorządowej. Partie polityczne powinny być finansowane tylko ze składek członkowskich a nie z podatków, powinno być jawne na co partie wydają pieniądze. Należałoby zreformować służbę zdrowia, zlikwidować kolejki do lekarzy, zreformować oświatę, ograniczyć liczbę studentów. A także: zmniejszyć podatki nakładane na społeczeństwo i przedsiębiorców, ukrócić samowolę urzędników, Zusu, Urzędu skarbowego, ułatwić i uprościć przepisy dotyczące prowadzenia działalności gospodarczej, ułatwić dostęp do regulowanych zawodów, wspierać przedsiębiorczość i inwestycje w Polsce, pomóc małym firmom by mogły się rozwijać i zwiększać zatrudnienie, zlikwidować niektóre podatki, uprościć procedury i przepisy w wielu dziedzinach. Zreformować politykę mieszkaniową i społeczną a także system emerytalny.
    Wiem jednak że szanse na zrealizowanie takich reform są niewielkie.
    Pozdrawiam.
  • 2013-07-14 13:05 | RysZiel

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Jest to efekt wychowywania dzieci przez ministrów.
    Dlaczego w naszym kraju programy szkolne piszą ministrowie?
  • 2013-07-14 14:01 | Adaś

    Nie należy przesadzać - zawsze może być jeszcze gorzej

    Po przeczytaniu artykułu (chwała Autorkom za przedstawienie różnych punktów widzenia), zdecydowałem podzielić się własnymi doświadczeniami z osobami z tzw. pokolenia Y (cokolwiek to znaczy). Pracuję w banku, jak dotąd miałem styczność z czwórką praktykantów (studenci). Pierwsza była pani z SGH. Generalnie, strasznie nerwowa osoba - a to internet był zbyt wolny, a to ludzie nie tacy, jak trzeba. Sprawiała wrażenie, jakby najmocniej interesowały ją najmniej konkretne tematy. Potem był student z SGH. Człowiek pełen zapału, niestety, czym więcej miał tego zapału, tym mniej miał inwencji. Najlepiej, żeby przez cały dzień robić jedną czynność. Czy w czasie studiów na SGH nie zorientował się, że do takiej pracy wykorzystuje się maszyny? Trzeci był kolejny student z SGH (otrzymał praktykę po znajomości). Zarówno postawa tego osobnika, jak i jego kultura osobista sprawiały, że słowo "matoł" traci swój negatywny wydźwięk, trzeba by jakiegoś nowego słowa dla opisania takiej osoby. Nie wiem, kto wychowywał tego człowieka, ale zrobił mu straszną krzywdę. Wreszcie ostatni był student z Politechniki (też przyjęty po znajomości). Absolutny kontrast w stosunku do pozostałej trójki. Jako jedyny rozumiał, że praca człowieka jest zbyt droga, żeby sprowadzać ją obsługi segregatorów, miał pojęcie o firmach ze swojej branży (IT) i był się w stanie uczyć, a język matematyki nie budził w nim takiego samego przerażenia, jak front wschodni w Niemczech. W stosunku do jego jedynego nie miałem wrażenia, że tracę czas, pokazując mu jakikolwiek temat.
    Oczywiście, są to tylko moje osobiste doświadczenia, i nie wolno ich ekstrapolować na całą populację. Mimo wszystko, sądzę, że można jednak wysnuć kilka ogólniejszych wniosków: ponad połowa rocznika na studiach to powód do chwały, ale wyłącznie statystycznej. Czy Polska, podobnie do UK, jest krajem, który pragnie rozwijać sektor tak zwanego konsultingu jako jednego z filarów gospodarki? Chyba nie, więc może lepiej postawić na jakość, a nie na ilość. Kolejno, co warta jest szkoła, która nie pozwala uczniom przekroczyć Rubikonu, jaki oddziela samodzielne myślenie od wyuczonego powtarzania? Miejsce papug jest w klatkach. W krajach bardziej rozwiniętych kulturowo i cywilizacyjnie niż Polska szkoła jest w stanie przynajmniej podpowiedzieć uczniowi, jakie ma zdolności, a jakich nie ma, i jakie kierunki pracy będą dla niego lepsze od innych. Czy naprawdę nie można by zrezygnować z tzw. literatury z rodzaju Gloria Victis na rzecz spraw bardziej przyziemnych? Ostatecznie, ile razy w życiu przyjdzie nam ginąć na barykadach, a ile razy będziemy szukać pracy?
  • 2013-07-16 07:55 | Piotr

    E-LEARNING

    Internet to nie przeszkoda - to szansa na zdobycie dodatkowych umiejętności. W sieci jest mnóstwo kursów w języku angielskim. Polecam Edx czy codeacademy (IT)
  • 2013-07-29 04:05 | mickor

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    W takim razie ja pozwolę sobie przedstawić poprzednie pokolenie z perspektywy "poczekalni" - pokolenie, które żyło na kredyt i kręciło te lody, które teraz my musimy zjeść. To byli najwięksi szczęściarze na świecie ! Najpierw pracę dostali z nakazu od przebrzydłych komunistów. Tu zdobyli doświadczenie, nauczyli się kombinować. Po zmianie systemu, kiedy nastał w końcu ich upragniony kapitalizm, zaczęli żyć na kredyt. Kupowali samochody, domy, zakładali firmy... dmuchali spekulacyjną bańkę, która w końc pękła i cała ta cudowna bajeczka o pieknej przyszłości spłynęła do ścieku. Teraz staruchy żerują na młodych, by zachować swoje domki i samochodziki - okradaą ich z życia, przyjmując ich do pracy bez wynagrodzenia. To nie powinno być legalne - wykonanie pracy bez zapłaty nie powinno mieć miejsca na tym świecie. Kto pracuje za darmo - zam jest sobe winien. Kto zatrudnia za darmo - nie zasługujue by żyć.
  • 2013-07-29 09:40 | toefl

    dwudziestolatkowie - lemingi

    mają to, co chcieli .
    Drugi raz wybrali PO i Tuska .
    Chcącemu krzywda się nie dzieje .
    Ale dług po rządach PO będą spłacać jeszcze do starości
  • 2013-07-29 09:46 | toefl

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Mickor - masz sporo racji . No ale to młodzi - lemingi - zdecydowali o wyborze Tuska i PO i to drugi raz .

    Masz rację : pokolenie emerytów przeżera przyszłość swoich wnuków .
  • 2013-07-29 09:52 | szary

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    i nawet tu niegodziwcy chcą wyssać, wycisnąć jak cytrynę...
  • 2013-07-29 10:35 | reformy , reformy ,reformy

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    To co uczyniono , w kraju po 1989 roku w temacie szkolnictwo , to nic innego jak zwykłe pospolite zdewastowanie tego co w miarę dobrze funkcjonowało.
    Efektem tego są tabuny magistrów i inżynierów , którzy tu i teraz są nikomu do niczego nie potrzebni ! Raczej nie ma innego miejsca na świecie , w którym to absolwentowi szkoły wyższej proponuje się ...przekwalifikowanie , na wózkowego czy inną obsługę kasy fiskalnej. Czy ci wszyscy którzy masowo "produkują" bezrobotnych z papierami szkół wyższych , nie mają sobie nic do zarzucenia ? Czy w ogóle ,jest gdziekolwiek ktoś na szczytach władzy , kto wie jakich specjalistów będziemy potrzebowali za 5-10 lat ?
    No cóż, widać że o wiele prościej, pomajstrować przy kolejnej "reformie" w oświacie !
  • 2013-07-29 11:14 | Leszek

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Wyjechalem z Polski majac prawie 25 lat, bo wczesniej w 1981 po prostu bym nie mogl. Odbylem po studiach szkolenie wojskowe i wio za granice. Wtedy byl w Polsce totalny marazm, a do tego jeszcze zepsuta komuna. Do tej pory tego nie zaluje i postapilbym wiedzac jak obecnie wyglada Polska takze tak samo.
    Do Polski przyjezdzam zadko, bo i po co. Bylem przez pare lat w Polsce wielokrotnie poprzez businessy firmowe. Jezdzilem i jezdze duzo w rozne strony swiata i wole moj wolny czas spedzac na wyjazdach w innych ciekawych miejscach. Z Polska mam tylko kontakt poprzez Internet i to mi wystarcza.
    W tym roku zrobilem wyjatek i jade w sierpniu na 4 dni na Dolny Slask pokazac zonie, ktora Polka nie jest, ciekawe zabytki UNESCO w Swidnicy, Jaworze i do Kliczkowa w Borach Dolnoslaskich. Mieszkam w Austri, wiec daleko nie mam.
    Mlodzi powinni opuscic Polske, poniewaz ten kraj jest bez przyszlosci. Zjada go kasta pasozytow, ktorzy zrobili z wolnej Polski prawie "oboz pracy" dla mlodziezy. Musi uplynac jeszcze wiele pokolen, aby Polska stala sie Europa zachodnia.
  • 2013-07-29 11:28 | elf

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    naucz się pisać po polsku
  • 2013-07-29 12:15 | remm

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Po pierwsze, umiejętność obsługi kasy fiskalnej lub wózka widłowego też nie zapewnia pracy. W każdym sklepie leży dziś od kilkudziesięciu do kilkuset CV.

    Po drugie, po "dobrych" szkołach lub uczelniach jest trochę łatwiej znaleźć zatrudnienie, ale też nie ma szału. Gdyby ci wszyscy socjologowie lub kulturoznawcy przekwalifikowali się na kafelkarzy lub informatyków, też nie znaleźliby pracy.

    Po trzecie, nikt nie jest w stanie przewidzieć, co będzie za 5-10 lat. Na przykład kilkanaście lat temu absolwenci anglistyki mieli znakomite możliwości na rynku pracy, dziś są bezrobotni.

    Przyczyna leży gdzie indziej - mamy za dużo ludzi w stosunku do możliwości gospodarki lub, jak kto woli, za słabą gospodarkę w stosunku do liczby ludności.
  • 2013-07-29 12:20 | zmeczona

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Moje zycie bylo ciagla inwestycja w rozwoj. Zajecia dodatkowe, kursy, najlepsze uczelnie w Polsce. Pracowalam co wakacje aby dorobic. Podejmowalam sie czegokolwiek byle miec na wakacje-kelnerka 14h dziennie, call center, sprzatanie w hostelu za 6zl. Zylam w przekonaniu ze musze zapracowac na siebie tak jak rodzice pracowali na mnie od dziecka. I co z tego mam? Zarabiam minimalna krajowa w sklepie przy 12h zmianach. Szukam pracy w zawodzie od stycznia. Niestety wymagania pracodawcow sa dosc wygorowane. 2 lata doswiadczenia w zawodzie obowiazkowe? Tylko gdzie je zdobyc jak nikt mi nie chce dac szansy. Niepotrzebny mi Iphone czy wakacje na Krecie ale fajnie by bylo pracowac za tyle, aby w wieku 25 lat wyniesc sie z domu. Mozna pomarzyc :)
  • 2013-07-29 13:15 | Alla

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Bardzo chwytliwa, ale nieprawdziwa teza. Emerytom emerytury należą się jak psu zupa. Obecni emeryci nie ponoszą odpowiedzialności za bezmyślne rządy, za brak gospodarza w naszym kraju. Winni są gdzie indziej. Kto dawał jak popadnie i komu popadnie przywileje emerytalne? W pewnym momencie przeciętny polski emeryt miał średnio około 55 lat. Farsa i złodziejstwo usankcjonowane prawem. A decyzje podejmowały konkretne osoby - tak trudno je odnaleźć? Kto wyprzedawał zakłady pracy, banki, elektrownie, itp.? Teraz państwo jest biedne, zadłużone i oczywiście niezdolne, by jakiekolwiek problemy obywateli rozwiązywać.
    Zresztą, czy wśród polityków ktoś jest zainteresowany sprawami państwa? Pytanie retoryczne. Zainteresowanych władzą, pensją, rozgrywkami partyjnymi - mnóstwo. Pracą - mało kto. Wystarczy rzucić okiem na katalogi obietnic przedwyborczych, z których po wyborach nie zostaje literalnie NIC.
    Wiem, że ja - mimo sumiennie płaconych składek, należę do pokolenia, które na państwową emeryturę nie ma co liczyć, ale nie winię za to obecnych emerytów, tylko nieodpowiedzialnych ludzi w kolejnych rządach.
    Żenujące to wszystko.
  • 2013-07-29 13:36 | Fandorin

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Najpierw trzeba sobie odpowiedzieć, czy nasz rynek pracy potrzebuje z wykształceniem wyższym? Moim zdaniem nie. Ot żyjemy w jednej wielkiej iluzji podtrzymywanej przez państwo i polityków. Na szczęście teoria wyciśniętej cytryny działa w obie strony także przy odrobinie szczęścia przynajmniej część absolwentów tych lepszych uczelni państwowych sobie poradzi i na pewno wdroży w życie na kolejnych etapach swojej kariery wyciskając z każdej kolejnej firmy ostatnie soki (finansowe).
  • 2013-07-29 14:23 | kostek

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    W okresie przemian Balcerowicza zlikwidowano 5 mln miejsc pracy - prawie połowę! Pomijam przyczynę, czy było to działanie celowe (wg mnie tak) czy po prostu ideologiczna głupota(również). Nasi sąsiedzi - Czechy, Słowacja nie zgodziły sie na taki dyktat i tam formalne bezrobocie nigdy nie sięgnęło 20% Kolejne rządy nie zrobiły prawie nic by rozruszać ten kryzysowy rynek pracy. Jest więc tak jak jest a będzie jeszcze gorzej bo nikomu nie chce się chcieć.
  • 2013-07-29 15:49 | alfanabeta

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Patrząc nieco z dystansu wydaje mi się, że o TAKE Polske zaczęli walkę już dziadkowie, członkowie AK, jako potomkowie powstańców styczniowych i listopadowych /serca pełne frazesów o "patriotyzmie"/. Walkę godnie kontynuowali patriotycznie wychowani ojcowie, w Solidarności, roznosząc przysłowiowe ulotki, czy wkładając majtki na głowę Lenina. Dzieci patriotów może spijają teraz śmietankę zwycięstwa, dzięki "ojcowskiej trosce o rodzinę", ale zwykłe dzieci to raczej bezrobocie i bieda.
  • 2013-07-29 16:40 | Paweł

    Kilka słów od jednego z oszukanych...

    Ja też zostałem oszukany. Wmawiano mi, że na studiach zostanę specjalistą i - jak je już skończę, będę świetnie zarabiał. Tymczasem te całe studia, to byłą farsa - wiedziałem to już na początku, ale nie miałem serca mówić tego rodzicom, którzy harowali, żebym mógł je skończyć. Studiowałem zaocznie, bo od pierwszego roku pracowałem (i pracuję nadal). Zarabiam tyle, co kot napłakał, ale dzięki rodzinie przynajmniej mieszkam na swoim.

    Uważam, że za całą sytuację odpowiedzialny jest system edukacji, a zwłaszcza szkolnictwo wyższe. To jest jawne oszustwo - znam mnóstwo absolwentów wielu niby renomowanych uczelni. Wszyscy w szczerej rozmowie przyznają, że ich oszukano, że te studia to "pic na wodę", że tak naprawdę niczego ich nie nauczono. I nikt nie wymaga takiej kasy, jak piszą w prasie. Jakbym zarabiał 2.500 zł na rękę, to czułbym się, jakbym Boga za nogi złapał.
  • 2013-07-29 17:44 | hmm

    Człowiek uczy się całe życie

    Młodzi mogliby spokojnie nauczyć się zaradności we względnie krótkim czasie - w końcu zaradność jest cechą nabytą, a człowiek zachowuje umiejętność uczenia się przez całe życie. To, że tak się nie dzieje, wynika z parasola ochronnego roztaczanego nad młodymi przez rodzinę i państwo. Proszę mnie źle nie zrozumieć - pomoc jest konieczna, ale w postaci wskazania kierunku i dania kopa w cztery litery, zamiast fundowania darmowego posiłku i dachu nad głową (co zwyczajnie zabija motywację do nauki).
  • 2013-07-29 20:19 | jurganovy

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    "To my ich tak urządziliśmy" ..cóż za tupet..odpowiedzialnośc zbiorowa..za tych "co za nic nie biorą odpowiedzialności"... równie bezmyślne określenie
    zróznicowanej zbiorowości młodych ludzi.
    Serdecznie pozdrawiam Rocznik 88 z pozycji rocznika 38.
    Kochani nie dajcie się zwieśc politycznym bzdurom.Nie ma odpowiedzialności i nieodpowiedzialności zbiorowej..patrzcie uważnie..
  • 2013-07-29 21:57 | grzegi25

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Z odpowiedzialnością zbiorową jest tak samo, jak z odpowiedzialnością indywidualną - jest konstrukcją etyczną, którą się tworzy i perswaduje, a nie odkrywa.
    Jeśli zaś powyższy komentarz miałby znaczyć tyle co "zbiorowość nie ma wpływu na stan kolejnych pokoleń", to owo twierdzenie wymagałoby przyjęcia równoczesnego założenia: "zbiorowość, społeczeństwo i cała sfera wartości i idei ponadjednostkowych nie istnieje i stanowi dogmatyczny fałsz".
  • 2013-07-29 22:59 | paul

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Leszek, nie pisz o swoich pozytywnych doswiadczeniach i sukcesie zyciowym Polakom, bo UNE wszystko lepiej wiedzo ! Wogole lepiej nie zabieraj zony do Polski, bo nie ma co tam pokazywac, bida, chamstwo, drożyzna i zawiść. Szkoda czasu i pieniędzy ! Weź żonę na jakieś ciekawe wakacje do cywilizowanego kraju, a o PRL zapomnij raz na zawsze AMENT
  • 2013-07-29 23:05 | Fandorin

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Wiedza to jedno, realia rynku pracy to drugie. Większość społeczeństwa zarabia mało i marzenia schowa do kieszeni. Tak jest w każdym kraju. Poza tym trzeba umieć się sprzedać na rozmowie kwalifikacyjnej a tu trzeba inteligencji. Trudna to sztuka. Osobiście znam tylko jedną osobę, która to opanowała niemalże do perfekcji. Chcesz dużo zarabiać musisz być twardym graczem i traktować każdą kolejną firmę jak trampolinę. Paradoksalnie im bardziej traktujesz firmy jak prostytutki tym bardziej Cię cenią na rynku pracy (wybaczcie porównanie i proszę nie mylić z podejściem do swoich obowiązków).
  • 2013-07-30 00:25 | nabapatam

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    A jaką to pomoc, czy też posiłki niby to państwo funduje? Zdaje się, że do końca nie wiesz, gdzie żyjesz.
  • 2013-07-30 07:27 | jurganovy

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Pojęcia zbiorowej odpowiedzialności i nieodpowiedzialności w polityce mają długą tradycję.Zwykle z celem rozmycia odpowiedzialności rządzących.
  • 2013-07-30 09:48 | unagi

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    "– Ja już w ogóle nie zatrudniam ludzi urodzonych po 1985 r. – mówi dziś pięćdziesięcioletni przedsiębiorca. – Chcieliby najchętniej 5 tys. na łapę za nicnierobienie, od razu umowa o pracę, dostęp do mediów społecznościowych w pracy i może wtedy nie będą narzekać."

    Chcieliby tak od razu, legalnie, na umowę o pracę? No to rzeczywiście darmozjady roszczeniowe, a fe!
  • 2013-07-30 10:13 | 24l.

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    A rząd podnosi wiek emerytalny do 67 r.ż. by wiekowe panie i wiekowi panowie jeszcze dłużej siedzieli dogorywając w urzędach (wyręczając się często młodymi pracownikami, bo sami często nie umieją obsługiwać komputera itp.). A człowiek młody niech siedzi w domu przed netem na kwejkach itp., może rodzice dadzą mu na piwo, dwa to sobie wrzuci nieco na luz, a lata lecą i zamiast ten człowiek zbierałby jakieś doświadczenie zawodowe, przyuczenie to siedzi na garnuszku rodziców.
    Nie mówię tu o leniach i obibokach, którym zasiłek i możliwość bumelowania cały dzień w to im graj. Ale o takich, którzy palą się do pracy za uczciwą stawkę, a szansy dostać nie mogą. Co mamy robić? Zrobić rewoltę na ulicach (i tak marne szanse, lepiej siedzieć w necie i tracić czas na głupoty), kraść, wyjść pod latarnię (kobiety)?
    Może zapisać się do partii politycznej, tylko zbliżają się wybory, sondaże niepewne i nie ma pewności która partia będzie miała możliwość dzielenia posadek...
  • 2013-07-30 10:31 | papa

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    co tam, że nie wiedzą kim chcą być. Po co im to, skoro i tak liczą się znajomości i tutaj jest błąd pokolenia ich rodziców, którzy z tym porządku nie zrobili. Nie ważne jakie masz wykształcenie, ważne kogo znasz.
  • 2013-07-30 10:41 | hmm

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Drogi/a nabapatam, nie "państwo", ale "rodzina i państwo".
  • 2013-07-30 11:45 | AGAVA

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    "Wojtek po dyplomie (ekonomia) dostał propozycję pracy za 1,8 tys. zł brutto w mieście wojewódzkim, w którym skończył studia. Jego rodzice obruszyli się, że to śmiesznie mało. Przecież syn ma nie tylko dyplom i bardzo dobrą średnią ze studiów, ale też znajomość trzech języków i zagraniczne stypendium w CV. I ściągnęli go z powrotem do domu, do małego miasteczka na Dolnym Śląsku, żeby szukał dalej. Od czterech lat nic nie znalazł".

    Czytam i rece mi opadaja. To nie jest historia opisujaca tragiczna sytuacja mlodego pokolenia, to opis skrajnej niezaradnosci i intelektualnego lenistwa. Jak mozna, znajac trzy jezyki, nie znalezc pracy?! Jesli nie ma jej w Polsce, to mlody czlowieku, po to sie wlasnie uczyles, abys mogl wyjechac z tego kraju i szukac doswiadczenia na bardziej sprzyjajacym gruncie. Z jezykami i dyplomem w takim kraju jak UK przyjma cie z pocalowaniem reki. Ale nie kazdemu sie chce.. A nie daj Boze, praca zaraz po studiach ponizej swoich kwalifikacji czy za mala pensje, zeby zdobyc doswiadczenie zawodowe, to juz obraza majestatu.. Rece opadaja, jak to sie czyta.

    Jestem z rocznika '78, po ekonomii, mialam rozne, raczej przykre, doswiadczenia z pracodawcami w Polsce. Wreszcie powiedzialam im 'dosc'. Od prawie 7 lat pracuje w UK, mam bardzo dobra prace, ustabilizowana sytuacje zawodowa. Byly ciezkie chwile, bo z dala od rodziny, bo trzea sie bylo przestawic na inne tory myslenia, zmuszac szare komorki do uzywania obcego jezyka na co dzien (ciezka praca!), bo trzeba bylo radzic sobie samemu (a rodzice przez studia i pozniej tez pomagali). Ale jestem zadowolona ze swoich decyzji. Dobrze zarabiam, podrozuje, kupilam mieszkanie (kredyt splacony), jestem w pelni samodzielan i niezalezna. A co najwazniejsze, moge wrocic do kraju w kazdej chwili i tez znajde prace.

    Nie wyobrazam sobie siedzenia w domu przy rodzicach przez lata, bo 'nie ma pracy'. Otoz, mlodzi trzydziesto/ dwudziestolatkowie, praca jest. Tylko trzeba byc odwaznym, miec troche wlasnej inwencji i umiec ciezko pracowac. Sukces przyjdzie sam. A razem z nim zadowolenie z zycia.
  • 2013-07-30 11:53 | AGAVA

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Jeszcze jedno, slowem uzupelnienia. Tu, gdzie mieszkam, nie jestem wyjatkiem. W najblizszym otoczeniu mam kilkanascie osob, ktore tak jak ja maja swietna prace i robia kariere. Wsrod dalszych znajomych to bedzie kolejne kilkadziesiat osob. W tym ludzie z rocznikow z lat osiemdziesiatych - zeby nie bylo, ze jestem z pokolenia, ktore dobrze sie juz ustawilo.. Zapraszam Polityke to zrobienia reportazu. Nie publikujcie tylko artykulow o zyciowej niezaradnosci. Mlodzi, zacznijcie myslec i wezcie sie do pracy.
  • 2013-07-30 12:44 | Dr. Watson

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Leszek, żona przeżyje szok kulturowy (fatalny obraz przestrzeni publicznej przez reklamy). Jest parę ciekawych miejsc do pokazania ale są rozrzucone po całym kraju. Na zachodzie Polski to zabytki kultury niemieckiej, na północy i wschodzie przyroda. Tylko te nieadekwatne do jakości usług i towarów ceny i to chłopsko-proletariackie chamstwo, gdziekolwiek się jest, to przeklinanie bez wstydu, odrażające, gdy przyjeżdża się po latach do kraju. Cały pozytywny feeling pryska a przecież jest lato.

    Co do młodych, oni są już na starcie zniszczeni przez media i inne fejsbuki, zero wrażliwości, kultury, ogłady, wiekszość po studiach (w PL?) święcie wierzy, że pojęła wszystkie rozumy. Żadnej pokory! Ale to problem szerszy Zachodu, przegnita internetem młodzież choć w PL jest porażający poziom absolwentów wyższych uczelni.
  • 2013-07-30 13:09 | piękna hellena

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Najpierw szkoła pokazuje dziecku, że nie trzeba się starać, wystarczy nauczyć się schematów testowych. 1-ka na koniec roku nie oznacza zostawienia ucznia w tej samej klasie, a nawet jeśli się trafi ta 1, to i tak to nauczyciele muszą biegać za uczniem, żeby się poprawił, bo psuje średnią szkoły czy inne głupie statystyki. Nie ma mądrych kar, nie ma zbyt wielu zasad, nie ma tez zbyt wielu obowiązków - czy domowych, czy szkolnych. Efekt? 26-letnie dzieci ze świeżo zdobytym dyplomem o wartości dawnej matury tupią nóżką i domagają się od razu wszystkiego.
    Powstało pokolenie, które nie potrafi dążyć - ono musi mieć wszystko tu i teraz.
    Kończyłam humanistyczne studia w 98 r. bezrobocie zaczynało szaleć. Pracowałam w 4 firmach, też w magazynie, dopiero 4 lata później zaczepiłam się w firmie, w której mogłam zarobić lepsze pieniądze i rozwijać się zawodowo. Dostałam mieszkanie po dziadkach, ale utrzymać musiałam je sama - więc wynajmowałam 1 pokój studentom, dawałam korepetycje i chodziłam dodatkowo do pracy, żeby zarobić na czynsz i baaaardzo skromne życie. Tak zaczynało 3/4 moich znajomych - większość dopiero teraz ma naprawdę dobrze.
  • 2013-07-30 13:40 | m

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Tak, najprościej szukać winnych wszędzie wokół tylko nie patrzeć na siebie. Prawda jest taka, że obecni dwudziestokilkulatkowie chcieli by wszystko od razu, robiąc jak najmniej, a najlepiej żeby im wszystko dali rodzice. Bez planów, bez ambicji, przez kilkanaście lat ich umysły są wypaczane z kreatywności i inwencji przez system edukacji, a jakiekolwiek wychyły poza średnią są tępione. Wiem o czym mówię, mam 23 lata, własną firmą i zarabiam 3 średnie krajowe miesięcznie, a w perspektywach dalszy wzrost zarobków. Pochodzę ze wsi posiadającej mniej niż 1000 mieszkańców, a moi rodzice łącznie zarabiają w rok tyle ile ja w półtora miesiąca. Nie studiowałem, imprezowałem tylko w weekendy, a zamiast skupiać się ślepo na podążaniu za systemem edukacji rozwijałem się w kierunku w którym czułem się najmocniejszy. Co skutkowało często bardzo kiepskimi ocenami na koniec roku, wręcz często wizją powtarzania roku, ale jak widać opłacało się. Za to ci wybitni uczniowie teraz są bez pracy i narzekają na system, bo się przecież uczyli, bo oceny super. A ja nie mam kogo zatrudnić, bo co z tego, że kandydat na pracownika zna 3 języki i miał średnią 4,50 na studiach jak nie potrafi samodzielnie i logicznie myśleć.
    Więcej ambicji wśród młodych ludzi, nie ślepe podążanie za stadem, chęć zrobienia czegoś, żeby wszystkim żyło się  lepiej i podstawy zrozumienia gospodarki - tego trzeba. I pamiętanie, że praca to przywilej, nie obowiązek. Jak ktoś nie chce pracować to niech nie pracuje, ale też niech nie liczy na spokojne i dostatnie życie. Żeby mieć, trzeba chcieć pracować i robić to najlepiej jak się potrafi.
  • 2013-07-30 13:55 | overhead

    mam takich przykładów w rodzinie kilkanaście

    Mam 38 lat i do wszystkiego dochodziłem sam, ciężką pracą, bo wiedziałem że jestem zdany tylko na siebie. Moja mam w liceum nie była na wywiadówce ani raz, w mieście w ktorym studiowałem pojawiła się pierwszy raz kilka lat po tym, jak skończyłem studia. Na studia zarobiłem sam - wyrobiłem w sobie dużo pokory i pracowitości. Dzieci mojego rodzeństwa są właśnie między 19 a 30. Całe dzieciństwo wożone do szkoły, wakacje za granicą kilka razy w roku, wszystko podstawione pod nos. śmieszy mnie jak ich mama, jeździ z nimi na egzaminy, organizuje przeprowadzki, płaci za wszystko. Ci młodzi ludzie są totalnie niezaradni, nastawieni na branie, przekonani o swojej wyjątkowości, leniwi, roszczeniowi. Niektóre dzieci z mojej rodziny nie studiują nawet, bo się im nie chce, wolą siedzieć u rodziców w domu, bo przecież do pracy za 1,5 tys zł nie pójdą. Niestety rodzice są temu winni, chcieli chyba dobrze, chcieli dać im to czego sami nie mieli, ale wychowali a dorosłych ludzi, którzy w wieku 30 lat wysyłają mamę, żeby załatwiła wszystkie sprawy za nich. Będąc pracodawcą unikałbym jak ognia zatrudniania ludzi przed trzydziestką - nie chce się im pracować, są bezczelni, rzucają pracę co chwilę, bo dziwią się, że mają w niej jakieś obowiązki i nie wiedzą za bardzo co z tym zrobić.
  • 2013-07-30 14:04 | jolka

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    to prawda, 80% uczelni nie uczy niczego; dotyczy to również uczelni "państwowych".
    Mój syn studiuje informatykę na SGGW - to po prostu kpina, wyciąganie pieniędzy.
    Wiedza wykładowców żadna, a więc i wymagania żadne. I jeszcze kompletny brak szacunku do studenta - organizacja tragiczna.
    Ale tu się akurat nie dziwię - trudno szanować kogoś, kogo się po prostu oszukuje.
  • 2013-07-30 14:54 | KKKK

    A nie przesadzasz trochę??

    Rozumiałbym Cię, gdyby chodziło o pracę w doskonałej kancelarii prawniczej, w najlepszych liniach lotniczych (jako pilot) albo w świetnym biurze architektonicznym i o żądania rzędu "20 tysięcy miesięcznie na początek, a potem zobaczymy - he he, to też jedyne 4 tysiące euro, ale fakt, w Polsce to dużo). Tymczasem na "ścianę" trafiają ludzie szukający niezbyt ambitnych prac i niemający wygórowanych oczekiwań finansowych - i to już NIE JEST normalne. Kraj, w którym trzeba stawać na uszach i być "twardym negocjatorem", aby dostać pracę w pubie, barze fastfoodowym albo w urzędzie na najniższym stanowisku, to kraj Trzeciego Świata. W Meksyku, Gwatemali, Kostaryce, Wenezueli, Peru czy Hondurasie też są bardzo sprytni i bardzo bogaci, ale większość to jednak biedota...
  • 2013-07-30 14:55 | Y

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Rocznik 86 eksperymentalny w kwestii edukacji pierwszy rocznik gimnazjum, pierwsza "nowa matura" - konkluzja - zlikwidować gimnazja wydłużyć okres szkół ponadpodstawowych tak, jak to "kiedyś" było wprowadzić proste rozwiązania - wystarczy pomyśleć. Tylko, że albo Ci, którzy o tym decydują nie myślą, nie chcą myśleć lub nie chcą słuchać bo kto by słuchał takiego "gówniarza". Pokolenie roszczeniowe - nie wiem nie znam zbyt wiele osób młodszych od siebie np. o 10 lat, ale poniekąd mogę się z tym zgodzić, na pewno większa nieporadność niż w moim roczniku, tylko, że mój rocznik różni się już zdecydowanie od ludzi np. 83,82 gdzie różnica wieku jest niewielka a sposób postrzegania świata znacząca. Pamiętajmy, że na przestrzeni ostatnich 20 lat życie w Polsce się diametralnie zmieniło moje dzieciństwo a dzieciństwo mojego 4- letniego syna już się dość znacząco różni, a będzie tego więcej. Jeśli chodzi o prace to ciężko nie wymagać by pracodawca zapłacił nam tyle byśmy mogli jakoś żyć i móc zaspokoić podstawowe potrzeby. Wynagrodzeni 2 tys. np w stolicy pozwoli na wynajęcie mieszkania ze znajomymi i wyżywienie, jak się będzie oszczędzać to może się uzbiera na wakacje. Tylko, że czasem tyle jest ciężko zarobić...Oczekiwania są ogromne najlepiej by ktoś przyszedł i najpóźniej drugiego dnia pracy wszytko wiedział i był tak samo "ogarnięty" wartościowy jak ktoś kto pracuje już 3 lata na stanowisku. Problemów jest wiele i tych, które rozwiązać na bieżąco i tych systemowych tylko czy znajdą się ludzie którzy będą chcieli je rozwiązać - bo nawet gdybym chciał coś zrobić to mam zamkniętą drogę.
  • 2013-07-30 14:55 | KKKK

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    rozumiem, że mieszkasz w Szwecji, Norwegii czy choćby Francji, że piszesz o "niedobrym socjalu, który zabija inicjatywę"?? Ile samochodów kupiłeś z zasiłku??
  • 2013-07-30 14:59 | KKKK

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Rozumiem, że dziś Polską rządzi Stalin, który dostał się do władzy wskutek cichego przewrotu w swojej własnej, już wcześniej totalitarnej, partii i nikt nie miał wpływu na jego zwycięstwo?? :)
    Poważnie, to ktoś tych rządzących WYBRAŁ... Niemcy w 1933 też wybrali, a dziś wielu Niemców z tamtego pokolenia nie poczuwa się do winy - to nie ja zrobiłem, to Hitler i SS... A ci, którzy byli w SS, twierdzą zawzięcie, że byli kucharzami... Z ich opowieści wynika, że SS nic nie robiło, tylko gotowało i jadło :P
  • 2013-07-30 15:00 | Hanna

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Poczytałam sobie artykuł i wpisy na forum. Pracuję wśród studentów. Jak zwykle prawda jest gdzieś pośrodku i nie ma dwóch barw czyli tylko albo czarne albo białe. Młodzież na studia przychodzi różna i świetne oceny wcale nie muszą oznaczać świetnej wiedzy. Na studiach studiują albo dlatego, że bardzo tego chcą, albo chcą tego ich rodzice, albo bo coś skończyć trzeba. Dalej bywa też różnie. Ostatecznie nie wyrzuca się tak szybko ze studiów nawet bardzo miernego studenta. Są też mało zdolni ludzie, którzy ciężką pracą te studia skończą. Są też tacy, którzy uważają, że już jak na tych studiach są, to im się ten dyplom po prostu należy. Nie piszę o fajnych normalnych naprawdę zdolnych ludziach bo tacy wiedzą po co przyszli, czego oczekują i wykorzystują czas na zdobywanie wiedzy. Tak naprawdę studia są podstawą do dalszego kształcenia w określonym kierunku. Dalej, po studiach to już dzieje się podobnie. W zależności od tego jakim się jest człowiekiem i czy czasem ambicje nie przerastają możliwości. A jeśli chodzi o rodziców to i 20 lat temu byli rodzice nadopiekuńczy, są teraz i będą. Tak samo będą dzieci nadmiernie wykorzystujący swoich rodziców.
  • 2013-07-30 15:04 | KKKK

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    "Jestem z rocznika '78, po ekonomii, mialam rozne, raczej przykre, doswiadczenia z pracodawcami w Polsce. Wreszcie powiedzialam im 'dosc'. Od prawie 7 lat pracuje w UK, mam bardzo dobra prace, ustabilizowana sytuacje zawodowa. Byly ciezkie chwile, bo z dala od rodziny, bo trzea sie bylo przestawic na inne tory myslenia, zmuszac szare komorki do uzywania obcego jezyka na co dzien (ciezka praca!), bo trzeba bylo radzic sobie samemu (a rodzice przez studia i pozniej tez pomagali). Ale jestem zadowolona ze swoich decyzji. Dobrze zarabiam, podrozuje, kupilam mieszkanie (kredyt splacony), jestem w pelni samodzielan i niezalezna. " - - i super, pogratulować, serio. Ale dlaczego ma być tak, że dobrą pracę mają mieć tylko ci, którzy wyjechali?? Dlaczego Polska nie może być drugim UK czy chociaż - drugą Irlandią? Irlandczycy mieli w historii ciężej, niż my, Imperium Brytyjskie gniotło ich znacznie gorzej, niż nas Rosja, Prusy czy Austria. Teraz rzekomo jesteśmy WOLNI, więc dlaczego jest coraz gorzej??

    "A co najwazniejsze, moge wrocic do kraju w kazdej chwili i tez znajde prace. " - jesteś tego pewna?? Jeśli nawet, to czy jesteś pewna, że pensja by Cię zadowalała? Ja - po masowych wyjazdach, które zaczęły się w 2004 - myślałem, że dziś pensje typu 1600 zł brutto czy 1200 zł na rękę to smutna pieśń przeszłości i że teraz najmniejsza oferowana pensja to choćby 2300 na rękę, jak pisali w którejś gazecie (tam było nawet 2500). Wygląda jednak na to, że nie - młodzi ludzie ciągle tyle zarabiają, choć bezrobocie zmniejszyło się o te kilka milionów, które wyjechały. I nadal wyrabiają bezpłatne nadgodziny. Dlaczego tak jest??
  • 2013-07-30 15:25 | Agnieszka

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Mam 25 lat i nie wydaje mi się jakobym miała wielkie oczekiwania wobec pracy. Chciałabym jednak móc się utrzymać i mieć pracę dającą w przyszłości możliwość awansu. Skończyłam studia, a w trakcie studiów pracowałam, więc mam i wykształcenie i doświadczenie. Jako absolwentka jestem już jednak za mało atrakcyjnym pracownikiem bo za drogim w porównaniu do studenta. Nie wydaje mi się jakoby młodzi ludzie mieli aż tak wielkie oczekiwania wobec pracy. To raczej pracodawcy oczekują dobrego wykształcenia i bezgranicznego poświęcenia się pracy za 1000 zł miesięcznie. JAK MOŻNA MIEĆ MOTYWACJĘ DO PRACY, KTÓRA NIE DAJE SAMODZIELNOŚCI FINANSOWEJ? Z drugiej strony są oczekiwania rodziców, abyśmy mieli dobrą pracę, dającą jakiś prestiż społeczny, a nie byle jaką... Pokolenie naszych rodziców najczęściej kończyło liceum i nie znało języków obcych. My, żeby osiągnąć jakieś minimum musieliśmy chodzić na studia i uczyć się języków, a teraz i tak okazuje się, że cenniejsi są ci bardziej doświadczeni... Problemem jest też chyba to, że aspiracje naszego społeczeństwa są o wiele mniejsze niż możliwości ekonomiczne. Tempo przemian w Polsce po 89 roku zawsze było zabójcze i odbijało się na społeczeństwie. Nie chcemy pokornie czekać na lepsze jutro dlatego wielu młodych Polaków woli wyjeżdżać za granice by tam otrzymać godną pracę, za którą można się utrzymać.
  • 2013-07-30 15:46 | Agnieszka

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Z opowieści mojej mamy wynika, że w PRL każdy miał pracę i nie musiał obawiać się jej utraty. Poza tym pracownicy robili łaskę, że pracują. Ludzie nie kształcili się jakoś niesamowicie bo i po co. Nie znali języków. Później te same osoby pracowały w kapitalistycznym systemie. Kolejne pokolenie, które zaczynało pracę w latach 90tych miało łatwiej o tyle, że fakt ukończonych studiów i znajomość języka angielskiego zapewniał im dobrą pracę. Dziś poprzeczka stoi wyżej, jeden kierunek studiów to minimum, oprócz tego języki, staże, wymiany zagraniczne. Mam wrażenie, że starsze pokolenie robi nas w balona. Najpierw pokierowano naszą edukacją w sposób nie przystający do rzeczywistości, studia są bardzo teoretyczne, profesorom wcale nie zależy, aby nas czegoś nauczyć (bo wtedy moglibyśmy się stać dla nich konkurencją) zależy im, żeby mieć jak najwięcej studentów (a co za tym idzie pieniędzy). Następnie wykorzystują nas pracodawcy mówiąc, że jak nie mamy doświadczenia to powinniśmy pracować za darmo. Przełożeni pracują za kilka-kilkanaście tysięcy, a my mamy pracować za darmo. BO GDYBY MIELI NAM WIĘCEJ ZAPŁACIĆ TO MUSIELIBY SAMI ZARABIAĆ MNIEJ. Nie wierzę, że jesteśmy tacy beznadziejni, po prostu dając coś nam, starsze pokolenie musiałoby zrezygnować z własnych przywilejów... Jak ktoś daje mi 1200 zł to niech oczekuje ode mnie, że będę miała motywację do tego, żeby wypruwać sobie żyły. Za to się po prostu nie da przeżyć. Po co mam harować za coś co nawet nie da mi szansy opłacenia rachunków i jedzenia (że o ubraniach, wyjazdach i rozrywkach nie wspomnę). Łatwo na nas narzekać, ale nie sądzę aby ktoś ze starszego pokolenia chciał się z nami zamienić sytuacją (może biedni i schorowani emeryci)
  • 2013-07-30 15:52 | Kasia

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Nic dodać, nic ująć ;)
  • 2013-07-30 16:59 | kwieto

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Być może od czasu gdy kończyłem studia coś się zmieniło.
    Jednak moja opnia jest taka, że studia są bardzo dobre, ale nie dla każdego.

    We wszelkich tego typu dyskusjach z uporem maniaka powtarzam, że studia (w moim przypadku - ekonomiczne) nie są czymś w rodzaju "wyższej szkoły zawodowej", po której ukończeniu zdobywa się gwarancję zatrudnienia.

    Ja osobiście uważam, że studia dały mi bardzo dużo, choć stosunkowo niewiele tych umiejętności mogę wprost przełożyć na konkretne umiejętności praktyczne. Co nie zmienia tego, że do dzisiaj czerpię z nich w swojej pracy.
  • 2013-07-30 17:00 | 24 letni przedsiębiorca

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Mam 24 lata, od 8 pracuję. Nigdy w domu nam się nie przelewało, tato umarł zanim jeszcze zacząłem go pamiętać, od dziecka wychowywałem się z mamą z jednej pensji w mieszkaniu na blokowisku. Nigdy nie było biedy, ale nowe Najki czy plecak adidasa musiałem sobie kupić sam z własnych pieniędzy bo mama nie miała na to pieniędzy po prostu. Kiedy większość moich kolegów szła do liceum, ja poszedłem do szkoły zawodowej elektryk. W wieku 19 lat, dzięki dofinansowaniu z UP prowadziłem już dobrze prosperującą firmę usług elektrycznych, pomiary oraz instalacje. W wieku 22 lat miałem już 20% wkładu na kupno mieszkania na kredyt hipoteczny które właśnie wynajmuję, za 15 lat spłacą mi je studenci. W Polsce nie ma popytu na kolejnego socjologa za to na usługi jest ogromny popyt, dopóki młodzi ludzie nie zaczną myśleć i nie skończą unosić się dumą idąc na studia to zawsze będą mieli kiepsko w życiu.
  • 2013-07-30 20:48 | skołowana

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Zgadzam się z twoją wypowiedzią, ale nie każdy chce być elektrykiem i nie każdy odąc na studia unosi się dumą. Po prostu interesuje mnie to i chcę pracować w takima nie innym zawodzie. Tu nie chodzi o sam prestiż studiowania, ale o pracę którą po tych studiach chce się mieć. Skoro do wykonywania danego zawodu potrzebne są określone kwalifikacje a jedyną drogą do ich zdobycia są studia to uczmy się ale nie dla samej nauki tylko dla zawodu który chcemy wykonywać. Wiadomo w każdej dziedzinie potrzebni są określeni fachowcy i tak samo jak nie wszyscy będą socjologami czy pedagogami z dyplomem tak samo nie wszyscy będą kosmetyczkami fryzjerkami czy mechanikami. Tu chodzi o tworzenie nowych miejsc pracy a nie zamykaniu przedsiębiorstw i utrudnianiu tworzenia nowych miejsc pracy. W Polsce mamy za dużą biurokrację i podatki.
  • 2013-07-31 05:22 | Andrzej

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Dziwne, jest niby dużo o przyczynach. Ale o tym że zatrudnić na umowę stać tylko wielkie firmy i korporacje, bo gospodarkę duszą ogromne podatki nie ma ani słowa. Tak samo jak o tym że od ponad 20 lat, może z małymi przerwami, największym oszustem jest rząd też nie ma ani słowa. Ten artykuł to odwracanie kota ogonem, ani trochę rzetelnej analizy przyczyn. Biadolenie dla biadolenia.
  • 2013-07-31 07:31 | czosnek

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Krew mnie zalewa....
    Jak można przyczyn niepowodzeń na rynku pracy szukać się wszędzie tylko nie tam gdzie trzeba? Wypisywanie o sprzedaży majątku narodowego za bezcen, celowym likwidowaniu 5 milionów miejsc pracy, lenistwie polityków to nic innego jak tani populizm i szukanie wymówek. Wszyscy winni tylko nie ja.

    To ja Wam coś powiem, PRL - owska gospodarka upadła, bo przez dekady była budowana na fałszywych fundamentach. To co widzimy od początku lat 90 tych to powolny proces dostosowywania jej do realiów obecnego świata, który na nieszczęście wszystkich oburzonych nieustannie się zmienia i nie chce choć na chwilę przystanąć w miejscu, aby każdy 20 – latek mógł na spokojnie przez 10 lat zastanowić się co chce w życiu robić. Żyjemy w biednym i zacofanym (jak na europejskie standardy) kraju, który od 23 lat podnosi się z zapaści i pomimo starań wielu polityków jakoś powoli brnie do przodu. Tyle wysmarowaliście zarzutów pod adresem PO – no to super. Trzeba było wybrać sobie Millera lub Kaczyńskiego na kadencję 2011 – 2015. Na milion procent załatwiliby wam wymarzone miejsca pracy za godziwą zapłatę bez przemęczania się. Ludzie, obudź ta się: politycy są jacy są. Jeżeli mamy w tym kraju opozycję taką jaką mamy, jeżeli pomimo tylu wpadek i kompromitacji PO, opozycja nie potrafi nawet odebrać znienawidzonemu Donkowi władzy, to jak to o niej świadczy? Na jakiej podstawie sądzicie, że jak wybory byłyby wygrane przez innych, to byłoby lepiej? Na jakiej podstawie oczekujecie lepszej pracy od naszej klasy politycznej, skoro sami obrażacie się na rzeczywistość, mówicie że nie ma na kogo głosować i sami oddajecie pola tym politykom, dla których najważniejsze są lustracja, aborcja i katastrofa smoleńska? Nigdzie na świecie ustrój demokratyczny nie działa dobrze bez wywierania oddolnej presji społecznej. Chcecie mieć polityków odpowiedzialnych i rzetelnie pracujących na rzecz społeczeństwa? Zacznijcie popierać tych, którzy w ostatnich 2 dekadach przynajmniej przybredzali w najmniejszym stopniu. Tak, moi drodzy naburmuszeni, demokracja to zawsze wybór mniejszego zła. To zawsze popieranie tego, który wzbudza najmniejsze obrzydzenie. Nie tego, który jest idealny, bo ideałów nie ma i nie będzie. W ciągu najbliższych lat po raz kolejny dokonacie wyboru pomiędzy Tuskiem, Millerem, Kaczyńskim, Palikotem i Pawlakiem (Piechocińskiego już nie będzie). Albo obrazicie się na klasę polityczną, albo zmusicie się do refleksji i zastanowicie się, który z nich wykazuje się najmniejszym stopniem demagogii i populizmu. Który z nich spełnił 15% swoich obietnic, a który tylko 5. Wybór należy do was.

    Możecie sobie wypisywać dyrdymały o zaprzedaniu gospodarki i likwidacji miejsc pracy, ale prawda jest taka, że proces ten dokonał się w każdym kraju, który podnosił się z kolan po upadku komuny. Jednym to idzie lepiej, innym gorzej, ale ja uważam, że Polsce idzie to całkiem nie najgorzej bo wraz ze Słowacją i Czechami należymy do czołówki krajów postkomunistycznych, a dodatkowo gospodarka żadnego kraju europejskiego nie zanotowała takiego wzrostu gospodarczego w ciągu ostatnich 2 dekad jak Polska. 10 lat temu, gdy ja startowałem na rynku pracy, nawet mi się nie śniło, że bezrobocie może wynosić 13% (zamiast 20% w 2003). Że może być tylu potencjalnych pracodawców w postaci tylu zagranicznych koncernów obecnych dziś w Polsce. Że można jechać do LEGALNEJ pracy na zachód. Że można za darmo lub pół darmo, za pieniądze unijne uczęszczać na szkolenia i staże. 10 lat temu żaden prywaciarz nie narzekał na brak rąk do pracy i żaden nie wahał się powiedzieć nawet dobremu specjaliście „za bramą czeka 10 na twoje miejsce”. Tak moi drodzy, pomimo ogólnie panującego niezadowolenia, pozycja dzisiejszych 20 latków na rynku pracy jest nieporównywalnie lepsza w stosunku do tego, czego ja sam doświadczyłem, i to całkiem niedawno. Jeżeli jesteście absolwentami studiów wyższych, oznacza to, że po przełomie tysiącleci byliście nastolatkami i czasy sprzed dekady nie mogą być dla Was starożytnością! Nie możecie udawać że nie nic nie wiecie o tym co było. Nie możecie przyznać, że nie zachodzą żadne zmiany na lepsze. Wypisujecie żale o umowach śmieciowych, a prawda jest taka, że 10 lat temu praca bez jakiejkolwiek umowy dla młodzieniaszka to był standard nie podlegający dyskusji. Robiło się na czarno i człek się cieszył, że ma robotę z której może opłacić studia. Bo większość moich znajomych po ukończeniu szkół średnich, nawet nie łudziła się, że po studiach dostaną świetnie płatną robotę w międzynarodowej firmie. Wielu szło na studia choćby po to, żeby uciec od wojska. Tak, moi drodzy. Wtedy istniało coś takiego jak obowiązkowa służba wojskowa. Już wtedy mieliśmy wysyp marketingów, socjologii, filologii itp. Już wtedy poziom studiów stał na skandalicznym poziomie, czego i ja sam doświadczyłem. Już wtedy uczelnie musiały walczyć o studentów, gdyż patologiczny system finansowania szkolnictwa wyższego już hulał w najlepsze. Już wtedy jakość była dawno zastąpiona przez ilość.

    Wiem, wykrzykniecie teraz pewnie „niech się cymbał w tyłek kopnie i cieszy się jakimś ochłapem za marne grosze. Niech się cieszy swoją szklanką zapełnioną do połowy. My chcemy żyć inaczej”. To normalne. Bez presji nie ma postępu. Należy jednak zachować zdrowy rozsądek i swój pogląd na rzeczywistość budować na racjonalnych przesłankach, nie na pobożnych życzeniach. Piszesz, że klasa polityczna jest leniwa i nie pracuje na rzecz społeczeństwa? Pokaż mi kraj, do którego ten oklepany slogan by nie pasował. Tak można powiedzieć o każdym rządzie w każdym kraju. Nie podoba ci się sytuacja na rynku pracy w Polsce? Nie narzekaj, tylko wyjedź na emigrację i żyj godnie w Niemczech, Norwegii, UK. Taka możliwość to dobrodziejstwo, o którym moje pokolenie mogło tylko pomarzyć (choć i to się zmieniło po kilku latach). Narzekasz na brak ofert pracy dla twojego wykształcenia? Zastanów się co naprawdę potrafisz, bo z moich (i nie tylko) obserwacji wynika, że w tym kraju, każdy kto umie coś konkretnego ma pracę na godziwych warunkach. I nie musi to być od razu umowa o pracę na czas nieokreślony. Chcesz by poziom życia wraz z rynkiem pracy nie odbiegał od zachodnich standardów tu i teraz? Zastanów się na ile twoje oczekiwania są realistyczne i gdzie można znaleźć postkomunistyczny kraj płynący mlekiem i miodem, który w 20 lat osiągnął poziom rozwoju krajów, z którymi tak lubimy się porównywać. Weźmy przykład Słowacji. Nie dość, że mają Euro, to jeszcze przyciągnęli tyle inwestycji w branży motoryzacyjnej. Pomimo to, bezrobocie mają wyższe niż Polska. Czy my w swoich dywagacjach na temat tego jak powinien wyglądać rynek pracy bierzemy w ogóle pod uwagę realia dzisiejszego świata? Czy bierzemy pod uwagę to, że na przestrzeni ostatnich 20 lat i tak mamy teraz w Polsce relatywnie niski poziom bezrobocia? Przecież na palcach połowy jednej ręki można policzyć lata, w których bezrobocie było poniżej 10%.

    Pech chciał, że weszliście na rynek pracy w momencie globalnej stagnacji gospodarczej. Światowa gospodarka jest punkcie zwrotnym i czeka na nowy globalny mit, który pozwoli na rozkręcanie kolejnej bańki marzeń zapewniającej rozwój gospodarczy na kilka następnych dekad. Czegoś takiego doświadczyło każde pokolenie. Jak nie na początku kariery zawodowej to w trakcie jej trwania i nie ma w tym nic niezwykłego. Niemal wszystkie kraje europejskie zmagają się z dużym bezrobociem wśród młodych. Wyjątki w postaci Niemiec czy Austrii tylko potwierdzają regułę. Póki co, żaden rząd nie znalazł złotej recepty na rozwiązanie problemów, poza uzmysłowieniem sobie, że na pewne przywileje nie ma już co liczyć. Dziś już świetnie wiadomo, że czasy spokojnej roboty w jednym zawodzie do emerytury nigdy już nie wrócą. Siedzenie i psioczenie na polityków to doskonały przykład na szukanie wymówek. To zrzucanie odpowiedzialności i oczekiwanie, że ktoś inny powinien zainteresować się MOIMI problemami na rynku pracy i je rozwiązać. To jest bardzo łatwe – nie moja wina, że starzy chcieli abym studiował. Nie moja wina, że akurat w mojej miejscowości można było studiować tylko socjologię. Nie moja wina, że gospodarka stoi. Od tego są politycy, aby gospodarkę urządzić tak, by wszyscy mieli robotę, a edukację tak, aby zawsze nadążała za oczekiwaniami rynku. Jak się nie uda, to będzie kogo obwiniać. Póki co, pożyję sobie na koszt starych i przedłużę sobie beztroską młodość o kolejne 5 lat studiowania. Martwić się będę potem. Wszakże idąc na studia mam dopiero 19 lat i jak można oczekiwać, że w tym wieku jestem w stanie brać odpowiedzialność sam za siebie?

    Stara prawda mówi, że jak umiesz liczyć, to licz na siebie. Nie oglądaj się na polityków, nie czekaj na księcia z bajki o dobrym pracodawcy, ani na niespodziewane zapotrzebowanie na anglistów lub marketingowców. Świat z definicji jest brutalny, politycy leniwi a pracodawcy to bezwzględni krwiopijcy. Liczy się to, co możesz zrobić tu i teraz, jeżeli nie trafiłeś z wyborami zawodowymi parę lat temu, zawsze możesz to zmienić. Jak będziesz liczyć na polityków, to życzę powodzenia i krótkich kolejek w pośredniakach. Jest przecież tyle możliwości, w porównaniu choćby z tym co miało do dyspozycji pokolenie dzisiejszych 30 – Latków. Wiele można zarzucić politykom. Z większością zarzutów się zgadzam. Ale to tylko wycinek problemu. Dużo większym problemem jest infantylność dzisiejszych absolwentów i szokująca wręcz niechęć do ponoszenia konsekwencji własnych wyborów. Do tego skala oczekiwań wzięta z sufitu. I to przy takich możliwościach.... Możliwościach, które nie miało żadne pokolenie przed Wami. I to przy takich problemach na rynku pracy, które są nieporównywalnie mniejsze niż 10 lat temu. Uświadomcie to sobie, bo mojego pokolenia nikt nie nazywał oszukanym, ani utraconym. Nas miano głęboko w nosie i nikt nas po główkach nie głaskał. Może właśnie dlatego jakoś dajemy radę...
  • 2013-07-31 10:17 | Agnieszka_28

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    W 100% zgadzam się z tym, że to rodzice są winni jeżeli dziecko nie może sobie z pensji opłacić mieszkania, albo nie stać go na życie jak jest po studiach. To nie wina państwa na które zrzuca się winę, ale wychowania i przeświadczenia że "starzy pomogą". Moi bliscy znajomi mają rodziny, robią kariery, mają gdzie mieszkać i stać ich na wakacje. Mamy po 26-29lat i nie pasujemy do pokolenia które opisujecie w artykule. Myślę że moi znajomi podobnie jak ja mieli mądrych rodziców. Poszłam na studia po LO jak większość, z tą różnicą że byłam dorosła i jak dorosła poszłam do pracy, po studiach miałam takie CV że mogłam przebierać w ofertach. Jeżeli rodzice nauczą dziecko pierdzieć w stołek od młodego to nie powinni mieć pretensji że trudno będzie ten tyłek odkleić :)
  • 2013-07-31 11:14 | Dorota

    Oszukana

    Jestem rocznik '86,czyli pierwszy rocznik reformy edukacji. Pochodzę z małej miejscowości. Moja historia jest następująca:
    - "Gimnazjum to będzie coś", tak mówiła nam pani z kuratorium. Pamiętam, że dostaliśmy piękne broszurki, ulotki, kolorowe obrazki.Nauczyciele z entuzjazmem mówili na nas "prekursorzy". Był nawet plan, żeby w mojej szkole zrobić szafki na książki, takie jak w amerykańskich serialach dla nastolatków - i całkiem na serio o tym ze powstaną zapewniał nas pan dyrektor. Po 10 latach nic się w tej szkole nie zmieniło. A wszystko miało być dla nas, bo jesteśmy tacy wyjątkowi... hahaha
    - Liceum - po reformie trwało 3 lata, ale starej daty nauczyciele nie odpuszczali, chcąc materiał z 4 lat zrobić w 3. Nie dziwię im się, nadchodząca NOWA matura, wszystkie te zmiany... Więc uczyliśmy się pod klucz, żeby wypaść dobrze na maturze...
    Wszyscy z mojej klasy wybierali się na studia. Wtedy najbardziej prestiżowe kierunki: Stosunki międzynarodowe, politologia, dziennikarstwo, europeistyka. Na tą ostatnio we Wrocku 30 osób na 1 miejsce! W końcu świeżo weszliśmy do UE, i takich specjalistów będzie brakowało... hahaha
    - Studia - Politologia - zgodnie z zainteresowaniami. UCzyłam się nieźle, robiłam praktyki, staże, Erazmus. PRacowałam dorywczo jako ekspedientka w skepie, kelnerka.
    Po studiach wielka DUPA, nit nie chce mnie zatrudnić. Z każdej strony tylko Staże ( z moich znajomych, Ci którzy się na nie zdecydowali, żadne NIE dostało potem umowy!!!!!) Ja poszłam pracować poniżej kwalifikacji, ale pracowałam za 1620 zł netto. Za ile wy pracujecie Absolwenci? Piszecie, że robicie kariery, ale chciałabym wiedzieć ile naprawdę zarabiają osoby po studiach w 1. pracy?
    Dlaczego na 1 stanowisko biurowe przychodzi po 150 osób na 1 miejsce??? Czy to jest normalne?
    Czuję się oszukana!!!!!!!!!!!!!!!!! Wkurza mnie, że całe życie mówiono mi (rodzice bez matury, zawsze cisnęli mnie i siostrę, żeby studiować, ale też szkoła, telewizja), że trzeba się uczyć, że ciężką pracą daleko się dojdzie.
    I co dalej?
    Ktoś może powiedzieć, że tak sobie sama wybrałam. Ok, taka jest też prawda. Ale powiedzcie mi proszę czy będąc dzieckiem w Gimnazjum naprawdę ktoś myśli o tym co będzie za 15 lat? Przecież jak ma się te 12-13 lat to jest się jeszcze dzieciakiem i cięzko snuć wtedy plany na pszyszłość.

    Teraz mieszkam za granicą, nie mam zamiaru wracać Do Polski jak na razie. Bo i do czego?????????? Najbardziej mnie zastanawia to, że takich osób jak ja jest więcej. Dlaczego my nic z tym nie robimy? Ja nie wyjechałam z Polski, to był mój BUNT przeciwko temu co się dzieje! Ale w Polsce, czy młodzi kiedyś się odważą i się zbuntują? Mam nadzieję, że tak.
    Emigracja wśród młodych jest przeogromna, a młodzi w Gimnazjach wcale nie mają lżej bo i na nich jest wielka presja. Ciekawe czy ktoś ma zamiar coś z tym zrobić?
    Przepraszam za błędy i niedociągnięcia, ale miałam bardzo mało czasu żeby napisać ten komentarz.

    Pozdrawiam wszystkich Absolwentów!:)
  • 2013-07-31 13:10 | grzegi25

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Obrzydzenie mnie bierze, kiedy czytam większość wystawionych tu komentarzy...

    Czy Wy wszyscy bardziej lub mniej zadowoleni, ciężko pracujący od dziesiątego roku życia, pokonujący (samo)dzielnie wszelkie trudności naprawdę nie jesteście w stanie wznieść się ponad Waszą słuszność i Prawdę i ujrzeć je tym, czym są - niskiej próby moralizatorstwem, które jest tym łatwiejsze, że gładko wpisuje się w dominujący paradygmat kapitalistycznego indywidualizmu?

    Nie wiecie (bo skąd mielibyście wiedzieć?), co takiego się stało, że "oszukani dwudziestolatkowie" - razem i z osobna - nie są tak wspaniali, jak Wy. Ta wiedza nie jest Wam do niczego potrzebna (a wręcz mogłaby być szkodliwa), skoro bezrefleksyjne przypisanie tego zróżnicowania oddziaływaniu wolności, "wolnej woli" załatwia sprawę o wiele bardziej ekonomicznie (z Waszej, systemowej perspektywy). W końcu sami żyjecie od dziecka w poczuciu własnej autonomii, no a skoro Was to poczucie generalnie nie zawiodło w życiu, znak to niechybny, że zawiedzeni sami są sobie WINNI!

    Nasuwa mi się porównanie z katolikami (może nie całkiem nieuzasadnione). Niektórzy czynią tyle religijnych poświęceń, tak bardzo się starają pewni swojej sprawiedliwości, że myśl, iż ktoś postępujący przeciwnie miałby znaleźć się wraz z nimi w raju, jest dla nich zgoła nie do zniesienia. Poczuciem sprawiedliwej równowagi napełnia ich wizja wiecznych męczarni innych...
  • 2013-07-31 13:34 | Bollko

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Proszę mi wytłumaczyć, bo chyba nie nadążam. Dlaczego ja, jako osoba mają 25 lat na karku, mam odpowiadać za doprowadzenie gospodarki i więzi społecznych do ruiny? Kiedy ten proces trwał ja albo z wielkim zacięciem na twarzy fajdałam w pampersa albo miałam 15 lat i denerwowałam się pryszczem na twarzy. Więc dlaczego teraz mam się bić w pierś i pokutować?

    Trzeba pamiętać, że zarzuty o tym że młodzi nie chcą pracować za minimalną są śmieszne. Jak osoba, która ma 25-28 lat ma wyprowadzić się do jakiejś klitki opłacanej za 80% otrzymanego wynagrodzenia? I za to się wyżywić, ubrać oraz najlepiej założyć rodzinę i zadbać o zwiększenie przyrostu naturalnego. Może od razu pozbądźmy się uczuć i marzeń i stańmy się zombi.
    Ktoś chce 5 tysięcy na rękę? Super samochód, mieszkanie u wypasionego iphona? To chyba tylko ta osoba, która jest przyzwyczajona do takich warunków przez swoich rodziców, ale takich jest mniejszość.

    Znam wiele osób po studiach, po kierunkach uznawanych za lepsze, renomowane i dające zatrudnienie. Większość z nich pracuje za minimalną ale co mają zrobić, jeżeli nie chcą wyjeżdżać? Muszą dostosować się do panujących warunków i powoli z dnia na dzień ciułać sobie - mając nadzieję, że kiedyś będzie lepiej.

    I proszę niech 30-latkowie nie patrzą na nas z góry, ze swoich mięciutkich i wygrzanych fotelików. Kiedy Wy wchodziliście na rynek pracy łapano każdego, kto miał jakiegokolwiek magistra i umiał powiedzieć po angielsku więcej niż Hi! Doświadczenie? Niby skąd. I to jest dzisiejsza śmietanka krajowego szefostwa, która teraz każe młodym przechodzić przez 4 stopniowe etapy rekrutacji, wymagając przejścia przez testy psychologiczne i aspiracyjne, znajomości 2 języków, co najmniej 2-letniego doświadczenia, braku zobowiązań rodzinnych, wolnych weekendów żeby móc wypracować nadgodziny i twardego tyłka na, którym można się wyżyć. Macie doświadczenie? To dobrze- zbieraliście je przez 10 lat.
    Moi drodzy 30-latkowie. Z perspektywy czasu przypnijcie sobie swoje doświadczenie po studiach i odpowiedzcie sobie jak wypadlibyście w starciu z dzisiejszymi absolwentami?

    Wola zarabiania więcej niż minimalne, żeby zapłacić czynsz i trochę więcej niż zupkę chińską to nie jest szczyt braku pokory czy nadmiernego zakochania w sobie.

    Na dzisiejszym rynku pracy istotne są znajomości, istotne jest żeby ktoś pozwolił się uczyć pod swoim bokiem albo żeby szepnął dobrym słówkiem. Tak działa większość branży, w biurowcach nawet zatrudnienie kogoś do zmywania okien następuje z polecenia.

    A poza tym, skoro pokolenie Y jest takie leniwe - dlaczego na jedno ogłoszenie o pracy wysyłanych jest po 500 CV?
  • 2013-07-31 14:48 | nikt

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Opiane tu dzieci swoich rodziców, to jakieś niedojdy życiowe - gdybym miał takie wyszktałcenie miałbym zatrudnienie w dużej firmie od ręki - oczywiście nie za 10000zł brutto jakby to widzieli oni, tylko za 2000 na początek. Dziewczyna tłumaczy teksty prawnicze i nie może znaleźć pracy? Do tego ma tytuł inżyniera? Można wnioskować, że jest: niedorobiona, leniwa do potęgi "n", albo tak przywiązana do rodziców/miejscowości, że nie potrafi sama zacząć żyć. A może problemem jest fakt, że nauczyli ją regułek i dat, a nie nauczyli jak myśleć i być kreatywnym? - bo niestety nasze uczelnie potrafią to robić coraz lepiej :(
  • 2013-07-31 15:51 | remm

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    @czosnek:

    PRL - owska gospodarka upadła, bo przez dekady była budowana na fałszywych fundamentach.

    To prawda. W latach 80. w wydawnictwach tzw. drugiego obiegu niezależni ekonomiści opisywali czarno na białym mechanizmy, które muszą doprowadzić gospodarkę realnego socjalizmu do upadku, chyba że ktoś będzie w nią pompował miliardy dolarów.

    Obecna polska gospodarka jest jednak zbudowana na jeszcze bardziej fałszywych fundamentach, i jeśli jeszcze się trzyma, to tylko dlatego, że wciąż ktoś, tj. głównie UE, pompuje w nią miliardy euro. Niezależni ekonomiści z prawa i lewa też opisują to czarno na białym, choć mało kto o nich wie, bo do mediów głównego nurtu nikt ich nie zaprasza.

    Że można jechać do LEGALNEJ pracy na zachód.

    Owszem, dla tzw. szarego Polaka możliwość legalnej emigracji to główna, a może nawet jedyna korzyść z upadku PRL. Niestety, zachodnie rynki pracy nie są z gumy, a kanały emigracyjne właśnie się trochę zapchały, i to jest jedna z przyczyn problemu.

    Stara prawda mówi, że jak umiesz liczyć, to licz na siebie. Nie oglądaj się na polityków, nie czekaj na księcia z bajki o dobrym pracodawcy.

    Na skutek 20 lat neoliberalnej propagandy młodzi mają takie właśnie podejście, tj. myślą tylko o sobie, co dodatkowo pogarsza ich sytuację. Gdy w Anglii lub Norwegii pracodawca pomiata polskimi emigrantami, natychmiast wstawiają się za nimi tamtejsze związki zawodowe, media itp. Tam ludzie myślą solidarnie, tu każdy widzi tylko czubek swojego nosa. Polak pomiatany przez pracodawcę nie protestuje, tylko idzie szukać innej pracy, gdzie znów jest pomiatany, bo trafił na miejsce zwolnione przez kogoś, kto też nie protestował, tylko poszedł szukać lepszej pracy, gdzie znów jest pomiatany, bo trafił na miejsce zwolnione przez kogoś… itd., itp.

    Możliwościach, które nie miało żadne pokolenie przed Wami.

    Moje pokolenie, które wchodziło na rynek pracy w latach 90., miało znacznie lepsze możliwości niż obecni 20-latkowie.
  • 2013-07-31 16:07 | remm

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    "Dziewczyna tłumaczy teksty prawnicze i nie może znaleźć pracy?"

    Znajomy właściciel biura tłumaczeń opowiadał mi niedawno, że ze stosów CV, które dostaje, mógłby co tydzień wybrać nowego, dobrego tłumacza technicznego lub prawniczego, ale nie ma zapotrzebowania. Za to narzekał na nieuczciwą konkurencję, która zleca tłumaczenia takim desperatom i płaci im grosze albo w ogóle nie płaci.

    "gdybym miał takie wyszktałcenie miałbym zatrudnienie w dużej firmie od ręki"

    Tak Ci się tylko wydaje. Na przykład do pracy w krakowskich korporacjach outsourcingowych na jedno miejsce zgłasza się co najmniej kilkoro dobrze przygotowanych kandydatów. Nawet najlepsi czekają czasem kilka miesięcy, zanim się gdzieś "załapią".
  • 2013-07-31 16:33 | remm

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    To nie wynika ze złośliwości starszych pokoleń, tylko stąd, że mniej więcej od roku 2000 na polskim rynku pracy praktycznie nie potrzeba nowych ludzi. O każde miejsce ubiega się więc co najmniej kilkadziesiąt osób, a ponieważ można wybrać tylko jedną, stawia się im kosmiczne wymagania.

    Nowa polska kapitalistyczna gospodarka tworzyła się w latach 90. Peerelowskie przedsiębiorstwa poupadały, co skazało wielu ludzi, zwłaszcza starszych, na dożywotnie bezrobocie, ale z drugiej strony pojawiły się nowe firmy i branże, np. międzynarodowe korporacje, marketing, reklama, finanse, komputery itp. Proces ten zakończył się około roku 2000.

    Na tę nową gospodarkę "załapali się" ludzie, którzy mają dziś 35-50 lat. Dopóki najstarsi z nich nie zaczną odchodzić na emeryturę, nowi nie będą potrzebni. Najlepiej więc byłoby, gdyby w latach 2000-2030 liczba absolwentów wchodzących co roku na rynek pracy była bliska zeru, a tymczasem ze względu na duży przyrost naturalny w latach 80. jest ona dość duża. Dlatego po roku 2000 bezrobocie osiągnęło rekord. Potem sytuację rozładowała emigracja do Unii, ale tylko na pewien czas. Zachód nie może wchłonąć wszystkich młodych Polaków.
  • 2013-08-01 09:47 | kwieto

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    "naprawdę nie jesteście w stanie wznieść się ponad Waszą słuszność i Prawdę i ujrzeć je tym, czym są - niskiej próby moralizatorstwem"

    W pełni się zgadzam.
    Owszem, każdy jest kowalem swego losu. Owszem, każdy jest odpowiedzialny za siebie.
    Tyle że kilkunastolatek rzadko kiedy podejmuje w pełni świadome i samodzielne (co więcej - trafne!) wybory, choć później sam za nie musi płacić. Obwinianie go o to jest tym samym co obwinianie kogoś za to, że został okradziony - "trzeba było przewidzieć i się zabezpieczyć", nieprawdaż?

    A presja z zewnątrz jest duża, widać ją również tutaj, w postaci komentarzy z gatunku "wy możecie wszystko", "ja nie miałem/am takich szans jak wy" i tak dalej.
    A potem ci sami ludzie nagle dziwią się, że młodzi, karmieni od dziecka perspektywą nieograniczonych możliwości, mają wygórowane oczekiwania, że nie obniżają tych - wpompowanych w nich - aspiracji.
  • 2013-08-01 11:02 | Hanna

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Sporo życia mam za sobą i wprawdzie dorosłe życie zaczynałam dużo wcześniej, nie było ono wysłane różami. Czekałam na mieszkanie, mieszkałam z dzieckiem i mężem 10 lat u rodziców ( o wynajęciu nie było mowy), partycypując w kosztach ogólnych, urządziłam się kupując meble na raty. Nie było bezrobocia ale co jakiś czas etaty były "zamrożone" ja czekałam na "odmrożenie" 4 miesiące. I nic nie mogłam zrobić. Zarobki co prawda wystarczały na skromne życie ale na nic więcej. Z przedszkolami też był duży kłopot i były płatne, jak na moje dochody to nawet sporo. Specjalnie o tym napisałam, chociaż to niewielki fragment mojej, tamtej rzeczywistości.Było siermiężnie ale nigdy nie przyszło mi do głowy siedzieć i użalać się nad sobą.
  • 2013-08-01 11:33 | grzegi25

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    @ kwieto

    Owszem, każdy jest kowalem swego losu. Owszem, każdy jest odpowiedzialny za siebie.

    Powiem coś Panu. Jeśli zaczniemy wyrzucać małe dzieci w dżungli albo na pustyni i jeśli dzieci te przeżyją i rozwiną się - wówczas uwierzę w ich samodzielność, w ich bycie kowalem swego losu, w ich odpowiedzialność. W warunkach cywilizacji każda samodzielność jest niesamodzielnością, tyle że taką z rodzaju doktrynalnie usankcjonowanych.
  • 2013-08-01 12:07 | kwieto

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Szczerze mówiąc, nie bardzo rozumiem ten komentarz.

    "Odpowiedzialność za siebie" nie oznacza przecież totalnej niezależności od środowiska, i o tym napisałem zresztą powyżej.
    "Samodzielność" nie jest przecież tożsama z "samowystarczalnością" ani niezależnością od czego/kogokolwiek.

    Widzę to jednak w ten sposób, że o ile nie miałem całkowitego wpływu na to w jaki sposób zostałem ukształtowany, ani tego w jakiej sytuacji obecnie się znajduję, to już ode mnie zależy co z tym dziedzictwem zrobię i czy coś w ogóle zrobię. I niezależnie od tego, co o tym myślę, nikt za mnie tej pracy/zmiany nie wykona.

    Nie twierdzę, że to łatwe i daleki jestem od ferowania wyroków, że ci, którzy nie potrafią wziąć steru swego życia we własne ręce, "są sami sobie winni", daleki jestem też od roztaczania wizji w stylu "możesz być kim chcesz i to tylko i wyłącznie od ciebie zależy", bo tak nie jest. Tyle że to nie dyskfalifikuje tego, o czym napisałem powyżej.
  • 2013-08-01 13:05 | grzegi25

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Nie twierdzę wcale, że "odpowiedzialność za siebie" i "samodzielność" wykluczają zależność od środowiska naturalnego, pozaludzkiego. Byłoby to niedorzeczne. A jednak kiedy odejdziemy od tej jasnej sytuacji skrajnej i wkroczymy w świat społeczny, wkroczymy jednocześnie w sferę niejasności. Jaka "odpowiedzialność za siebie" to odpowiedzialność tout court? Od którego momentu samodzielność to samodzielność sensu stricte? I tę niejasność - powiedziałbym arbitralność i relatywność - próbuje się rozstrzygnąć politycznie, narzucić definicję "siłowo", także przy użyciu konceptów moralnych.

    Pisze Pan, że od Niego zależy, co zrobi z dziedzictwem, na które miał niewielki wpływ. Otóż Pan nie tylko operuje swoim dziedzictwem - Pan sam jest tym dziedzictwem, które każdego kolejnego dnia przyrasta (nie tylko w młodości). Dlatego nie mogę się zgodzić, że istnieje jakieś samodzielne "ja", które panuje nad naszą biologią, pamięcią, sferą emocjonalną, czynami.
    Owszem, zmiana jest nie do pomyślenia, jeśli nie będzie rozgrywać się także na poziomie jednostkowej świadomości, pojedynczego organizmu, który uzna ją za swoją własną aktywność. Poczucie wolności, wartości, godności jest człowiekowi potrzebne nawet wówczas, gdy nic się za nim nie kryje. Ale - wbrew temu, co próbuje się nam wmówić - nie oznacza to wcale, że główny ciężar zmiany ku lepszemu musi albo powinien obarczyć indywidualne osoby.
  • 2013-08-01 13:14 | czosnek

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Ja nie uważam, aby ostatnie 20 lat świadczyło o prowadzeniu polityki neoliberalnej. Dla mnie, ostatnie XX lecie to miks nieudolnie wprowadzanych w życie dogmatów i neoliberalnych i socjalnych. "Socjaliści" wprowadzali reformy "neoliberlane", a "neoliberałowie" wprowadzali reformy "socjalistyczne". Ja bym sobie odpuścił stygmatyzowanie dyskutantów epitetami sugerującymi lewactwo lub prawactwo gospodarcze, bo to nie sprzyja merytorycznym dyskusjom. Zamiast tego, skupmy się na faktach.

    Decyzja o wyborze takiej a nie innej ścieżki zawodowej jest decyzją autonomiczną decyzją każdej jednoski, w którą nigdy nie ingeruje państwo. To osobisty wybór każdego człowieka, który sam musi sobie odpowiedzieć na pytanie jakie umiejętności są potrzebne aby móc zarobić na chleb i jak je zdobyć. Dywagacje o neoliberaliźmie nic do tego nie mają. To jest zawsze INDYWIDUALNA decyzja, za którą każdy musi ponosić INDYWIDUALNE konsekwencje. Żadne inne pokolenie nie miało tylu możliwości w tym zakresie jak pokolenie dzisiejszych 20 latków. Pretensje do świata mogą mieć tylko ci, którzy z powodu ułomności państwa, nie mieli zapewnionego dostęu do edukacji! Co do czubka nosa, to samo mógłbym napisać o dzisiejszych abslowentach: JA ukończyłem studia, MNIE robota się należy, bo jestem absolwent. Zero diagnozy rynkowej i zero refleksji na temat tego co się dzieje. Przecież nie można oczekiwać tysięcy złotych pensji w zawodzie tłumacza, skoro na rynku pracy są tysiące niewykorzystanych ludzi o takich właśnie umiejętnościach! I czy to państwo tych ludzi na siłę pchało na studia lingwistyczne? Czy to państwo okłamywało tych ludzi, że na 100% będą mieli robotę w zawodzie?

    Odnośnie lat 90, w zupełności się z Tobą nie zgadzam. Zależy bowiem gdzie przyłożysz ucho. Jeżeli do Warszawy, usłyszysz opowieści białych kołnierzyków dostających dobrą pracę od ręki w wyrastających jak grzyby po deszczu firmach zagranicznych. Jeżeli spojrzysz na resztę Polski, zobaczysz tysiące wsi oraz setki miast i miasteczek z dramatycznym wzrostem bezrobocia i zerowych perspektywach na przyszłość. Ja pochodzę ze średniej wielkości miasta, które w latach 90 przeżywało totalną zapaść po upadku przemysłu włókienniczego i hutniczego. Perspektywy pojawiły się dopiero w przede dniu wejścia do UE, gdy upadłe hale kupiło parę zagranicznych koncernów.
  • 2013-08-01 15:01 | kwieto

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Definicja zawsze będzie niejasna, bo "samodzielność" to konstrukt teoretyczny. I dla każdego, będzie oznaczała coś trochę innego.
    Mnie osobiście najbardziej podoba się porównanie do "kapitana okrętu" - jeśli czuję się kapitanem okrętu "JA", to jestem samodzielny.

    "Dlatego nie mogę się zgodzić, że istnieje jakieś samodzielne "ja", które panuje nad naszą biologią, pamięcią, sferą emocjonalną, czynami."

    Osobiście nie lubię słowa "panować" w tym akurat kontekście. Na pewne rzeczy nie mam wpływu, np. jeśli mam 160cm wzrostu mam bardzo marne szanse by zostać światowej klasy koszykarzem, niezależnie od tego jak bardzo będę "panował" nad swoim wzrostem :")
    Ale już nad swoimi czynami jak najbardziej "panuję". Jeśli np. ktoś mnie zaczepi na ulicy, to tylko i wyłącznie ode mnie zależy, jak na tę zaczepkę zareaguję - czy dam się sprowokować, czy nie.
    Na efekt swojej reakcji już nie mam wpływu (a w każdym razie nie całkowity), ale swoje własne działanie mam wpływ w 100%.
    I na odwrót, osoby z którymi się stykam w 100% odpowiadają za swoje działania w stosunku do mnie.

    "wbrew temu, co próbuje się nam wmówić - nie oznacza to wcale, że główny ciężar zmiany ku lepszemu musi albo powinien obarczyć indywidualne osoby"

    I tak i nie. Owszem, jednostka nie jest w stanie sama pewnych rzeczy zmienić - np. wprowadzić pewne reformy. Z drugiej jednak strony może domagać się takich reform i realizacji swych potrzeb, a jeśli tego nie robi, to tylko i wyłącznie jej problem. Bo nikt się nie domyśli, czego potrzebuje do szczęścia "Iksiński", jeśli on sam o tym nie powie.
  • 2013-08-01 20:04 | Marcell

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    zgadzam się całkowicie z akapitami pierwszym i trzecim powyższego komentarza. Co do drugiego mam dwie uwagi:

    1. Trudno dokonując wyboru studiów przewidzieć jak będzie wyglądał rynek pracy za kilka lat. Chociaż teraz, od czasu wprowadzenia systemu 3+2, być może jest łatwiej dostosować wykształcenie do zmieniających się wymagań rynku

    2. nie zgadzam się z twierdzeniem jakoby "decyzja o wyborze takiej a nie innej ścieżki zawodowej jest decyzją autonomiczną decyzją każdej jednoski, w którą nigdy nie ingeruje państwo". Biorąc pod uwagę, że większość szkół znajduje się "w posiadaniu" państwa nie jest to do końca prawda. Zauważ, że po reformie przeprowadzonej pod koniec lat 90-tych praktycznie zlikwidowano szkolnictwo zawodowe co miało znaczący wpływ na dokonywane wybory ścieżek zawodowych. Skutek jest taki, że obecnie mamy nadpodaż siły roboczej z wyższym wykształceniem i niedobór pracowników fizycznych.
    Piszesz też, że "Pretensje do świata mogą mieć tylko ci, którzy z powodu ułomności państwa, nie mieli zapewnionego dostęu do edukacji", ale nie wiem czy o to ci właśnie w tym miejscu chodzi.
  • 2013-08-01 21:17 | grzegi25

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Ale już nad swoimi czynami jak najbardziej "panuję". Jeśli np. ktoś mnie zaczepi na ulicy, to tylko i wyłącznie ode mnie zależy, jak na tę zaczepkę zareaguję - czy dam się sprowokować, czy nie.
    Na efekt swojej reakcji już nie mam wpływu (a w każdym razie nie całkowity), ale swoje własne działanie mam wpływ w 100%.
    I na odwrót, osoby z którymi się stykam w 100% odpowiadają za swoje działania w stosunku do mnie.


    Co ma Pan na myśli, pisząc o odpowiedzialności za swoje działania? Czy to, że obarczanie jednostek odpowiedzialnością skutecznie oddziałuje na zachowanie tychże jednostek? Że nagrody zachęcają, a kary odstraszają? Wcale temu nie przeczę. O ile jednak dobrze rozumiem, poruszamy się w tej wymianie zdań nie tyle w sferze technicznej użyteczności pojęcia odpowiedzialności w danego typu społeczeństwie, co jego naukowej i etycznej zasadności. A tu mam poważne wątpliwości. Przyznaję, że - tak jak Pan - nie potrafię oprzeć się wrażeniu bycia kapitanem okrętu "JA". Daleko stąd jednak do przyjmowania przeze mnie tego wrażenia za obiektywną rzeczywistość. Jeszcze dalej, natomiast, do zgody na cedowanie mojego wrażenia na innych, którzy "powinni" myśleć o sobie tak samo, oraz na wzmacnianie tego poczucia przez obowiązujący w systemie dyskurs wolnościowy.

    I tak i nie. Owszem, jednostka nie jest w stanie sama pewnych rzeczy zmienić - np. wprowadzić pewne reformy. Z drugiej jednak strony może domagać się takich reform i realizacji swych potrzeb, a jeśli tego nie robi, to tylko i wyłącznie jej problem. Bo nikt się nie domyśli, czego potrzebuje do szczęścia "Iksiński", jeśli on sam o tym nie powie.

    Nie bądźmy naiwni. System społeczny posiada zabezpieczenia przed takimi, coby to mogli chcieć się z czymś ujawnić. Stygmatyzować można na wiele sposobów, np. poprzez przypięcie metki nieudacznika, roszczeniowca, itp. Wystarczy spojrzeć na powyższe komentarze. Artykuł napisany bardzo ostrożnie i zachowawczo (jak to u psychologów:)), a i tak wywołał wyniosłe, pewne swego oburzenie. Nie każdego stać intelektualnie i emocjonalnie, by nie poddał się tej kuszącej zdroworozsądkowej logice.
  • 2013-08-02 11:25 | kwieto

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    "Co ma Pan na myśli, pisząc o odpowiedzialności za swoje działania? Czy to, że obarczanie jednostek odpowiedzialnością skutecznie oddziałuje na zachowanie tychże jednostek? Że nagrody zachęcają, a kary odstraszają?"

    Nie widzę związku między odpowiedzialnością a karaniem czy nagradzaniem.
    Ja to widzę prościej, tak jak opisałem powyżej - to ja odpowiadam (decyduję) o tym, jak zachowam się w określonej sytuacji, nic więcej, ani nic mniej.
    W tym sensie jestem "kowalem swego losu", co oczywiście nie oznacza wszechmocy w kształtowaniu tego losu - to już jest wypadkową działań moich oraz otoczenia z którym się stykam. Stąd w moim pierwszym komentarzu wspomniałem hasło "odpowiedzialności za siebie", jako gneralnie słuszne, ale z zastrzeżeniem, że nie można go używać jako zarzut gdy komuś coś nie wychodzi.
    W przypadku pracy to ja odpowiadam za to czy i w jaki sposób szukam tej pracy, natomiast - i to jest bardzo ważne! - niezależnie od swojego zachowania nie mam gwarancji, że tę pracę dostanę, bo to już jest kwestią tego, jak moje działania zostaną odebrane przez potencjalnych pracodawców - a na to już nie mam wpływu.
    A o tym aspekcie "odpowiedzialności za siebie" zapomina się podczas dysput na temat bezrobocia (a przynajmniej takie odnoszę wrażenie), co kończy się w efekcie obwinianiem bezrobotnych za to, że nie mają pracy (padają zarzuty w stylu: "gdybyś się wystarczająco postarał, był wystarczająco aktywny, to byś sobie poradził").
    Owszem, pewne zdolności planowania, przewidywania, ułatwiają późniejsze znalezienie pracy, z drugiej jednak strony nikt się z takimi zdolnościami nie rodzi, a rodzice bardzo często "zapominają" tego nauczyć swoich potomków.

    "Nie każdego stać intelektualnie i emocjonalnie, by nie poddał się tej kuszącej zdroworozsądkowej logice."

    Owszem, tyle że to również pewien wybór. Można pracować nad sobą i wzmocnić odporność na ocenę innych i to już jest kwestia pozostająca wyłącznie w gestii samego zainteresowanego. O ile bowiem nie mam wpływu na cudze opinie na swój temat, na swoje reakcje na takie opinie - jak najbardziej.
  • 2013-08-02 12:33 | grzegi25

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Przykro mi, ale nie dostrzegam w Pańskiej wypowiedzi nic, co pozwoliłoby mi kontynuować tę polemikę. Jeśli uznamy (arbitralnie i bezzasadnie, jak staram się zaznaczyć), że świadome wrażenie sprawstwa, odpowiedzialności, własnego "ja" jest obiektywnie nieredukowalną podstawą organizowania miejsca jednostki w strukturze społecznej, i jeśli wszelkie analizowanie tego wrażenia uczynimy przedmiotem tabu - to zupełnie nie wiem, jakie pozasiłowe argumenty mógłbym tu jeszcze przytoczyć...
  • 2013-08-02 12:53 | ewa

    oszusci rzadowi rozwalaja spoleczenstwo

    praca, praca, praca..... cos dziwnego dzieje sie w polsce... rzad zmienia ustawe emerytalna i kaze ludziom pracowac do 67 roku zycia... wiekszosc osob po 55 roku zycia, zarowno kobiety jak i mezczyzni jest zmeczona pracą i co wazniejsze bardzo zlym trybem zycia ( np nuzaca praca siedzaca przez 30 lat to katastrofa dla kregoslupa itd), czesc z tych ludzi chetnie poszlaby na emeryture, chocby niska, niewielka grupa ludzi szczegolnie swietnie zarabiajacych i nie przepracowujacych sie ( dyrektorzy w samorzadach, urzedach miejskich itd) nawet majac juz wiek emerytalny dalej trzymaja sie stolkow ( np urzad miejski we wroclawiu) i jednoczesnie pobieraja emerytury.... a mlodzi nie moga otrzymac pracy... czy to nie jest chore? powinno sie zmienic ustawe 67, pozwolic zmeczonym starszym isc na emerytury, a mlodym udostepnic zwolnione miejsca pracy.... w polsce nie ma i nie bedzie przemyslu, jedynie montazownie, uslugi oraz budzetowka. Trzeba sie z tym pogodzic i pozwolic mlodym pracowac!!!!! ( odsylajac starszych na emerytury i dajac im mozliwosc dorobienia na pol etatu, na cwierc, czy na czarno)
  • 2013-08-02 14:35 | czosnek

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Bronię więc akapitu drugiego.

    Skoro sam piszesz, że trudno jest przewidzieć jak będzie wyglądał rynek pracy za kilka lat, tym bardziej trudno jest oczekiwać, że państwo będzie w stanie przewidywać tego typu trendy skutecznie. Takich rzeczy nie wie nikt, można jedynie dokonywać prognoz bardziej lub mniej trafnych. Wybór wykształcenia to zawsze do pewnego stopnia loteria. To, że zaczynamy hurtowo produkować dzisiaj inżynierów nie znaczy wcale, że za 10 lat będą oni tak potrzebni jak dzisiaj. I jeżeli utrzyma się obecny trend w postaci hurtowej produkcji absolwentów, to i tak pracę dostanie garstka najlepszych inżynierów. Reszta "specjalistów" skończy tak samo jak dzisiejsi "socjologowie", czy "politolodzy". Moim zdaniem, decydującym tutaj czynnikiem jest efekt mody i owczego pędu. Każdy musi odpowiedzieć sobie na pytanie, czy warto nim podążać.

    Co do szkół zawodowych, zastanówmy się gdzie leży prawdziwy problem. W tym, że uznano iż szkoły te nie są potrzebne, czy może zainteresowanie nimi spadło tak bardzo, bo wszyscy chcieli zostać magistrami i z roku na rok spadała liczba uczniów w zawodówkach, więc trzeba je było zamykać? Niezlaeżnie od odpowiedzi na to pytanie, pozostały jeszcze licea profilowane i technika. Myślę, że każdy kto chciał, mógł uczyć się większości zawodów w tego typu szkołach. Pytanie tylko brzmi: kto naprawdę chciał? Czy nie było przypadkiem tak, że widząc jak łatwo zdobyć tytuł magistra "czegośtam" nasza młodzież owczym pędem okupowała różne pseudouczelnie łudząc się jednocześnie, że otworzy im to bramy do kariery?
  • 2013-08-02 22:04 | kwieto

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Przykro mi to mówić, jednak pomimo brylowania naukowym słownictwem zdaje się Pan kompletnie nie rozumieć moich wypowiedzi.
    Inna rzecz, że nie mamy obowiązku się ze sobą zgadzać. Ale już chęć sprania mnie z tego powidu po pysku (pardon, "użycia siłowych argumentów"), no no...
  • 2013-08-02 22:12 | grzegi25

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Przykro mi to mówić, jednak pomimo brylowania naukowym słownictwem zdaje się Pan kompletnie nie rozumieć moich wypowiedzi.

    Rozumiem z nich to, że nie ważą się wyjść zbyt daleko poza zdroworozsądkowe prawdy. Ale dobre i to :)

    Inna rzecz, że nie mamy obowiązku się ze sobą zgadzać. Ale już chęć sprania mnie z tego powidu po pysku (pardon, "użycia siłowych argumentów"), no no...

    Jaka chęć?! :))) Chodziło mi raczej o rozwiązania normatywne, wprowadzane drogą polityczną, drogą przymusu, w tym - nie przeczę - fizycznego. :)

    Pozdrawiam
  • 2013-08-02 23:08 | kwieto

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    "Rozumiem z nich to, że nie ważą się wyjść zbyt daleko poza zdroworozsądkowe prawdy"

    Nie bardzo rozumiem, co ten komentarz wnosi do rozmowy. Jakie to ma znaczenie?


    "Chodziło mi raczej o rozwiązania normatywne, wprowadzane drogą polityczną, drogą przymusu, w tym - nie przeczę - fizycznego"

    W takim razie, podobnie jak powyżej, nie rozumiem jak ten komentarz miał się do naszej rozmowy, ani co do niej właściwie miał wnieść?


    OK, dziękuję za rozmowę.
    Proszę potraktować powyższe pytania, jako retoryczne.
  • 2013-08-02 23:29 | yagen

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Mam wrażenie, że ten długi elaborat napisał jakiś styrany życiem i pracą nieszczęśnik, który musi gdzieś wylać swoją frustrację. Jakie to przykre. Wyrazy współczucia.
  • 2013-08-02 23:42 | keijiro

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Oni tego nie zrozumieją, ponieważ stali się już udanym produktem kapitalistycznej propagandy. Ponadto są już styrani życiem i dla świętego spokoju przyjęli rolę bezwolnych kukieł i trybików w wielkiej machinie.
  • 2013-08-03 00:14 | grzegi25

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Podczas naszej rozmowy próbował Pan uczynić jednostkową świadomość nieredukowalną podstawą, na której obudowywana jednostkowa odpowiedzialność miałaby wykazywać charakter obiektywny i niekwestionowalny racjonalnie. Nieredukowalność ta stanowi jak najbardziej "zdroworozsądkową prawdę", której nie poparł Pan dostatecznymi racjami (nikt chyba jeszcze tego nie uczynił), a której prawdziwość kwestionuję. Owszem, tak jak pisałem wyżej, nie mogę się wyzbyć świadomego poczucia własnego sprawstwa, lecz nie wynika z tego, że mam jakiekolwiek zasadne podstawy, aby obarczać sprawstwem (odpowiedzialnością) innych ludzi, czy aby przyjmować indywidualne sprawstwo jako kościec organizacji społecznej. Zaś obowiązująca ideologia, której Pan daje tu mimo wszystko wyraz, nie dopuszcza myśli, że biologiczny i społeczny (życiowy) bagaż uwarunkowań świadomości może niwelować pojęcie odpowiedzialności. Trudno się zresztą temu dziwić, skoro pojęcie to jest dla systemu niezwykle użyteczne i ekonomiczne (zrzuca ciężar systemowej niedoskonałości na wyizolowane jednostki, które system społeczny sam powołał do istnienia). Niestety wadą jednostkowej odpowiedzialności jest jej niedostateczne umocowanie w innej niż "zdroworozsądkowa" wiedzy o człowieku. I w tym momencie do głosu dochodzi element przymusu - doktrynalnego (częściej) i fizycznego (rzadziej).

    Proszę potraktować powyższe pytania, jako retoryczne.

    Tak właśnie zrobiłem :)
  • 2013-08-03 09:19 | gosc

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Wg mnie, "najlepsze" dopiero przed nami. "Starzy" nauczeni tego, że przez całe życie mieli pracę i kasę na przetrwanie obudzą się z ręką w nocniku w chwili jak przejdą na emeryturę :) A tu nie dość że nie będzie emerytury, i nie będzie na lekarza, leki, itp. to jeszcze społeczną kalekę trzeba utrzymać :)
  • 2013-08-03 14:00 | kwieto

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Widzę, że muszę tu wyjaśnić pewne nieporozumienie.

    Otóż ja zwyczajnie nie jestem zainteresowany udowadnianiem czy obroną swoich "racji", więc jeśli takiego rodzaju rozmowy Pan oczekiwał, muszę Pana rozczarować.
  • 2013-08-03 14:53 | grzegi25

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Muszę przyznać, że teraz to ja zbaraniałem. Po co więc wychodzi Pan ze swoimi racjami w sferę publiczną, skoro nie jest Pan zainteresowany ich udowadnianiem ani obroną?...
  • 2013-08-03 15:25 | kwieto

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    To, że dzielę się swoim komentarzem na jakiś temat, albo że chcę poznać cudze opinie nie oznacza dla mnie automatycznie, że mam się spierać o to, czyj punkt widzenia jest "lepszy".
  • 2013-08-03 16:06 | grzegi25

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    To, że dzielę się swoim komentarzem na jakiś temat, albo że chcę poznać cudze opinie nie oznacza dla mnie automatycznie, że mam się spierać o to, czyj punkt widzenia jest "lepszy".

    Po Pańskim pierwszym komentarzu odniosłem zgoła odmienne wrażenie. Ale znów może to tylko moje wrażenie:)

    Jeszcze raz pozdrawiam
  • 2013-08-04 08:14 | michael112

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    to na sggw się płaci?
  • 2013-08-06 14:32 | B

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Jedyne co można zrobić to wyjechać z tego zasranego pierdolnika. Skończyłem filologię angielską i zaproponowano mi pracę w szkole językowej. Miałem dojeżdżać do klienta na terenie całego województwa, własnym samochodem, za 30zł na godzinę, bez zwrotów za benzynę. W obie strony wydam na benzynę 50zł, a oni mi zapłacą 30. Coś pięknego :D Wyjechałem do Holandii i po dwóch miesiącach pracy i życia bez odmawiania sobie niczego, przywiozłem 1200 euro. Wróciłem i dałem temu krajowi jeszcze jedną szansę, ale teraz wiem, że źle zrobiłem. Jadę do Anglii, nie zamierzam taplać się w tym gównie za 1000zł miesięcznie z czego połowę będę musiał oddać złodziejom.
  • 2013-08-07 11:15 | Walec z Bobra

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Dobrze prawi, polać mu.
  • 2013-08-07 17:55 | Kuka

    Oszukane pięciolatki i siedemnastolatkowie

    Trochę po czasie komentarz, ale ważny:
    Dziś oszukuje się dwudziestolatków - to fakt.
    Ale właśnie konstruowane jest prawo, które zamierza oszukać pięciolatki i, w przyszłości, siedemnastolatków.
    "Reforma sześciolatków" zamierza wysłać do szkoły aż 1/3 pięciolatków. Jednocześnie cały cykl edukacyjny skraca o 1 rok przedszkola.
    W wyniku reformy co najmniej 1/3 maturzystów będzie miała ograniczony dostęp do edukacji. Bo będą niepełnoletni.
    Co za tym idzie?
    Gdy ubodzy - nie będą mogli wziąć kredytu na studia, czyli będą musieli z nich zrezygnować.
    Gdy wybór studiów niezgodny z wolą rodziców - nie pójdą na studia, gdzie obowiązuje umowa. Nikt jej nie podpisze z niepełnoletnim.
    Gdy tok studiów przewiduje "na dobry początek" jakieś szkolenie, konferencję za granicą - nie będą mogli się tam uczyć, jak inni studenci, jeśli rodzice nie wydadzą im zgody na paszport.
    Pięciolatki w szkołach będą co najmniej na rok wyrolowane przez naszych pseudo-oświeconych polityków. A w młodości często rok - to wyrok. Dla wielu rok czekania na możliwość podjęcia studiów to stracony czas, czas, który skieruje w niewłaściwą stronę...

    Ale kogo to obchodzi wśród natrętnej propagandy reform edukacji i wmawiania winy młodym ludziom?...
    Oszukanym siedemnastolatkom kiedyś też się wmówi - tym prędzej pogrążą się w apatii, topiąc w piwie z "Biedronki" nudę i depresję..
  • 2013-08-08 08:36 | Gama

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Dzieci wychowują rodzice, a nie ministrowie. Jaki osobnik "wyjdzie z domu, gdzie tata jeździ po demonstracjach, pali gumy i krzyczy "złodzieje", "złodzieje"... okłada palicjantów kijami od szturmówek, to wiem jedno "Wujek" maże się powtórzyć. Mam na wczasach rodzinę z "Wujka". Pani górnikowa przepraszam pieprzy mi, że "ruskie" sprzedają nam węgiel który kiedyś kupili w Polsce za grosze. Utopili go, a teraz wydobywają z tej wody i nam sprzedają. Za Gierka przez Polskę przewalały sie 0plotki, że Gierkowa jeździ do Paryża do fryzjera. Ta gupota dalej funkcjonuje.""""""""""
  • 2013-08-08 08:36 | Gama

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Dzieci wychowują rodzice, a nie ministrowie. Jaki osobnik "wyjdzie z domu, gdzie tata jeździ po demonstracjach, pali gumy i krzyczy "złodzieje", "złodzieje"... okłada palicjantów kijami od szturmówek, to wiem jedno "Wujek" maże się powtórzyć. Mam na wczasach rodzinę z "Wujka". Pani górnikowa przepraszam pieprzy mi, że "ruskie" sprzedają nam węgiel który kiedyś kupili w Polsce za grosze. Utopili go, a teraz wydobywają z tej wody i nam sprzedają. Za Gierka przez Polskę przewalały sie 0plotki, że Gierkowa jeździ do Paryża do fryzjera. Ta gupota dalej funkcjonuje.""""""""""
  • 2013-08-08 08:40 | Gama

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Tylko pis może uratować takich idiotów jak Toefl ?
  • 2013-08-08 09:14 | Gama

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    A Kuka nim coś napisze niech się w czoło9 popuka. Czarnowidztwo !!! Przecież macie takie rządy jakich ludzi wybieracie. Pisać takie pierdoły o pięciolatkach to trzeba być autentyczną Kuką. Tak wabi się mego sąsiada-buraka pies czy suka. Nie martwcie się tak o przyszłość. Ciągle można wykorzystać szansę zagraniczną. Lepiej płacą i to jest najważniejsze. Byt kształtuje świadomość. Jeżeli kiedyś powrócicie, to będziecie już mądrzejsi, nowocześniejsi. Zabierzecie, ograniczycie władzę klechów i zabronicie finansowania ich przez rządy.
  • 2013-08-11 17:14 | Jac

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Napisałeś --> "Po prostu interesuje mnie to i chcę pracować w takima nie innym zawodzie"
    Pracodawcy mają w nosie co ciebie interesuje, masz być dobry w tym czego oni potrzebują albo to zauważysz i się dostosujesz, znaczy zainteresujesz deficytowym kierunkiem/zawodem itp. albo też zostaniesz bez pracy z nic nie wartym dyplomem ze swoich realnych zainteresowań.
  • 2013-08-13 00:19 | blue

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    "A Kuka nim coś napisze niech się w czoło9 popuka. Czarnowidztwo !!! Przecież macie takie rządy jakich ludzi wybieracie."

    Tylko jezeli spojrzysz na karty do glosowania, to zazwyczaj okazuje sie, iz wybor jest niewielki... lub wrecz zaden!
  • 2013-11-03 17:58 | M

    Grammar Nazi

    Nie wazne jak, ale co sie pisze
  • 2014-11-02 16:17 | korposzczur

    Re:Oszukani dwudziestolatkowie

    Zresztą, odwracając sytuację, Ci co odniosą jakiś sukces, czyli znajdą dobrze płatne zatrudnienie, to czy to naprawdę jest taki sukces? Praca w korporacji, gdzie jest się małpą i przez cały czas wykonuje się odtwórczą pracę? Niestety, ale tak wygląda praca w korporacjach w Polsce. Nie powstały one dlatego, że u nas rozwija się dużo rzeczy, tylko żeby odwalać brudną robotę za firmy zachodnie, które u siebie rozwijają ten właściwy know how :)