Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Można narzekać na otyłe dzieci. Ale czy robimy coś, by systemowo temu zapobiec?

(12)
Rodzice są zapracowani, nie mają czasu i ochoty na gotowanie i zdobywanie prawdziwego jedzenia.
  • 2016-08-09 11:53 | MagdalenaM

    Ciemna masa

    Pani Redaktor, ja osobiscie uwazam, ze obecny rzad RP nie jest zainteresowany zdrowym spoleczenstwem. Spoeczenstwo schorowane to spoleczenstwo 'ciemna masa' ktora wszystko 'kupi". Chorzy ludzie to wieksze kolejki w sluzbie zdrowia, mniej aktywnosci spolecznej, mniej pikietowania typu KOD. Chorzy ludzie to szansa na ludzi bez energii. Chore dzieci to zajeci ich leczeniem rodzice, jeszcze bardziej zabiegani, wydajacy pieniedzy, ktorych czesto na leczenie nie maja, zatem bardziej podatni na programy '500+' i oddanie glosu na partie pokroju populistycznego.
    Od dawna wiadomo co powoduje otylosc, i brak ruchu jest tego najmniejszym powodem, ale grupy interesu, producenci zywnosci, lobby, nie pozwola na przedostanie sie tej informacji do ogolu. Jedyna nadzieja w rozwiazaniach przymusowych, pochadzacych od rzadzacych, ale jak juz wspomnialam powyzej, to tez nie jest w ich interesie. My naprawde jestesmy skazani na siebie samych.
  • 2016-08-09 13:46 | belfrzyca

    Re:Można narzekać na otyłe dzieci. Ale czy robimy coś, by systemowo temu zapobiec?

    Ten komentarz umieściłam pod artykułem o braku sprawności polskich nastolatków, oczywiscie nie jest pogłębiony, ale zwraca uwagę na czynnik mało brany pod uwagę. Często mówi się o mozliwości wprowadzania wielu różnorodnych form aktywności fizycznej na lekcjach wf, a w praktyce jest, poza wyjątkami, zupełnie inaczej.

    Jeśli nauczycieli WF nagradza się za wyniki szkoły, to regułą jest, że ci najbardziej sprawni uczniowie biegają, skaczą czy grają we wszystkie możliwe gry zespołowe, podczas gdy ci mniej sprawni grają na odczepnego w 2 ognie, poza tymi chwilami, gdy muszą obowiązkowo zaliczać biegi czy dwutakt (chyba jeszcz muszą?). Nie ma dla nich oferty, która by ich zmusiła do ruchu i nie dała poczucia przegranej. Taniec??? Super, ale po pierwsze wf-ista na taniec się nie zdecyduje, a nie we wszystkich szkołach są nauczyielki wf (u mnie nie ma), a poza tym z tańca punktów do klasyfikacji powiatowej nie uzbiera, więc to ma w nosie. Można by było usprawniać dzieciaki chociażby dzięki marszom nordic walking, połączonym z ćwiczeniami rozciągającymi czy siłowymi czy, powiedzmy, aerobikiem, ale to znowu wszystko rozbija się o rywalizację między szkołami. O dobru dzieci nie ma u mowy. I ci "przy tuszy" zaczynają nienawidzić sportu, bo zawsze sa gorszymi i powoli przechodzą do kategorii "otyli', smętnie popatrując na sprawnych kolegów forowanych przez nauczycieli wf. A według mnie ważniejsze od hodowania przyszłych mistrzów w szkołach jest zarażenie dzieci nawykiem ruszania się. Od wyłapywania talentów powinny byc przede wszystkim kluby, a w szkole dla nich sks. Na regularnych zajęciach dzieci powinny się usprawniać. Wszystkie, a przede wszystkim te, które nie skoczą, nie pobiegną po medal ani nie zdobędą 10 bramek.
    I jesli tak nie będzie drożdż.ówki lub ich brak niczego nie zmienią.
  • 2016-08-09 13:49 | LILYY

    Re:Można narzekać na otyłe dzieci. Ale czy robimy coś, by systemowo temu zapobiec?

    Wychowałam się w pokoleniu, gdzie sklepiki szkolne nie miały żadnych restrykcji co do sprzedawanych towarów. W sklepikach były drożdżówki, batoniki, chipsy itd itp. i co?? Jestem aktywną osobą z idealną wagą ciała. Nawyki żywieniowe to "coś" co wynosimy z domu a nie uczymy się ich w szkole.
    Co więcej, nie spotkałam się z sytuacją kiedy to batonik czy drożdżówka sprawiła, żeby ktoś stał się otyły. Zdrowe śniadanie i kolejne posiłki w domu nie zostaną zrujnowane przez jeden batonik- nie ma takiej możliwości.
    Jedynymi odpowiedzialnymi za otyłość i nadwagę dzieci są rodzice a nie szkoła.
    Dodatkowo żyjemy w czasach kiedy to bardzo subtelnie usprawiedliwia się otyłość. Coraz bardziej nasilona krytyka osób szczupłych, modelek itd a gloryfikacja modelek XXL. Obecnie każdy kto krytykuje otyłość jest zwolennikiem anoreksji. Nie ma dzisiaj możliwości bycia zwolennikiem zdrowego trybu życia i super zgranej sylwetki.
  • 2016-08-09 13:52 | belfrzyca

    Re:Można narzekać na otyłe dzieci. Ale czy robimy coś, by systemowo temu zapobiec?

    Właśnie brak ruchu jest jednym z powodów i to ważnym epidemii otyłości. Obie przyczyny- dieta i brak ruchu wzajemnie się uzupełniają, więc takie, proszę wybaczyć małomądre wpisy wprowadzają czytelników w błąd. A zwłaszcza pierwsza jej część. Można by było wywnioskować, ze wredny PiS w celu napędzenia lekarzom pacjentów i zwalczania przyszłych aktywistów KOD zdradziecko podrzuca drożdżówki do szkół. Proszę Pani, to tak absurdalne, ze az trudno się do tego odnieść. No chyba, ze to była ironia. Kłaniam się.
  • 2016-08-09 16:42 | MagdalenaM

    Re:Można narzekać na otyłe dzieci. Ale czy robimy coś, by systemowo temu zapobiec?

    Dla Pani jest to byc moze absurdalne, dla mnie jest to ocena faktow, lata zycia, obserwacji, wychowywania i karmienia wlasnych dzieci. Nie powiedzialam powyzej, ze ruch nie ma znaczenia, powiedzialam, ze jest najmniejsza przyczyna otylosci u dzieci. Przy wlasciwej diecie wystarcza spacery na powietrzu, plac zabaw i zabieganie 'codziennego zycia' do spalenia nadmiaru kalorii. Codzienny WF nie pomoze jezeli dziecko codziennie bedzie jadlo te drozdzowki w szkole, w domu przetworzone jedzenie, slodycze, slodkie jogurty, makarony, bezwartosciowy bialy chleb z przetworzonej maki, soki, popcorn w kinie, nadmiar owocow (!) zamiast warzyw i najwiekszy winowajca gazowane napoje.
    P.S. Redakcja zamiescila prosbe, aby komentowac sie nawzajem kulturalnie. Jest Pani nauczycielem jak rozumiem wiec spodziewalabym sie wiekszej wstrzemiezliwosci w sposobie rozmowy z innymi, w koncu Pani rowniez wychowuje dzieci. Fakt, ze nie zgadza sie Pani z moimi pogladami nie oznacza, ze sa 'absurdalne', tylko, ze Pani sie z nimi niezgadza.
  • 2016-08-09 16:59 | belfrzyca

    Re:Można narzekać na otyłe dzieci. Ale czy robimy coś, by systemowo temu zapobiec?

    czywiście mój poprzedni wpis dotyczył postu @MagdalenaM
  • 2016-08-09 18:20 | belfrzyca

    Re:Można narzekać na otyłe dzieci. Ale czy robimy coś, by systemowo temu zapobiec?

    @ MagdalenaM Pani Magdaleno, nie odnosiłam się do kwestii tego, co jest większą przyczyną, dieta, czy brak ruchu (na pewno nie jest najmniej ważny) Odnosiłam sie do części pierwszej czyli stwierdzenia, że rządowi nie zależy na zdrowiu sołeczeństwa, bo chore nie będzie hasać na marszach KOD. I całej reszty akapitu pierwszego. Proszę jeszcze raz przeczytać to, co Pani napisała i pomyśleć. I proszę nie walić mnie po łapkach linijką pt. "Jest pani nauczycielką..." Absurd uważam za absurd. I coż, nie zgadzam się.
  • 2016-08-09 18:56 | AOlsztynski

    Re:Można narzekać na otyłe dzieci. Ale czy robimy coś, by systemowo temu zapobiec?

    A co mamy robić? Przecież jest wolność? Co państwu do tego? To sprawa rodziców?
    Tak uważano przez ostatnie 8 lat i nikt tego - przynajmniej tu - nie kwestionował!
  • 2016-08-09 21:46 | kmil1550

    Re:Można narzekać na otyłe dzieci. Ale czy robimy coś, by systemowo temu zapobiec?

    A może to rodzice powinni zapewnić zdrowe jedzenie swoim pociechom!!! Zasłanianie się pracą nic nie da. Przecież najważniejsze są dzieci! Skoro tak to dlaczego drogie Panie, drodzy Panowie nie dbacie o swoje dzieci? Odpowiedź jest jasna! Bo nie chce wam się! I to mają być rodzice? To jest dramat!
  • 2016-08-10 05:41 | joanna

    otyłego Jasia nie karmi państwo a rodzice

    Opowiadanie, że rodzice sa zabiegani i dlatego dzieci się niewłaściwie odżywiają to są bajki, łatwe usprawiedliwienie- więcej znam otyłych dzieci matek niepracujących niż faktycznie "zarobionych" obojga rodziców.
    Otyłość dzieci jest wynikiem ciemnoty rodziców a nie ich zapracowania. Równiez jest wynikiem otyłości rodziców spowodowanych niewiedzą i w kwestii prawidłowego żywienia, i niewłaściwych nawyków.
    Do tego dochodzą babcie zastępujące przedszkole w rodzinach o najniższym wykształceniu, wg których dziecko "dobrze wygląda" kiedy przypomina prosiaka.
    To są grupy, do których wiedza nt zdrowego odżywiania, prawidłowej wagi nie dotrze- grupy wiedzoodporne, kierujące się normami otoczenia.
    Doskonale widać to na przykładzie szkół ponadpodstawowych- w tych, gdzie trafiają dzieci ambitnych (zapracowanych) rodziców dziecko z nadwagą jest rzadkością. W najsłabszych, szczególnie "rejonówkach" na "złych osiedlach"- rzadkoscią jest dziecko o wadze prawidłowej (podobnie szczupły rodzic).
    To jest zjawisko nie tylko polskie- to typowy obraz problemu otyłości we wszystkich krajach cywilizowanych, gdzie nie wyst. niedobór żywności, jest ona tania a tradycyjna kuchnia sprzyja tyciu. I gdzie próby walki ze zjawiskiem nie przynoszą żadnych efektów- bo "państwo" nie skontroluje ani co matka kupuje ani co gotuje.
    Podobnie ma się sprawa z niedoborem ruchu, przesiadywania dzieci przed tv lub komputerem. Kwestia "zapracowania rodziców" nie ma z tym nic wspólnego-
  • 2016-08-10 14:54 | Zawiewa

    Re:Można narzekać na otyłe dzieci. Ale czy robimy coś, by systemowo temu zapobiec?

    Naiwni! Nie liczcie na system i nie identyfikujcie się z nim ("czy robimy coś systemowo"). Przecież to państwo prawie wcale nie działa, dlaczego miałoby nagle tu zadziałać? Poza tym – sami rodzice pewnie odetchnęli z ulga, że drożdże wróciły do sklepików, więc o czym my tu mówimy. Przecież komentowano w prasie, jak zareagowali rodzice na pierwsze "restrykcyjne" zmiany, przemycając dzieciom niezdrową żywność do szkoły. Sami im ją dawali! Dziwili się znani mi rodzice "Dlaczego drożdżówki?". Ani system, ani społeczeństwo nie funkcjonuje. Obserwuję w supermarketach, czym i jakich ilościach ludzie zapełniają wózki i co (maleńkie!)dzieci (kolacyjną porą) ściskają w garści już przy kasie,żeby móc zaraz po zapłacie otworzyć opakowanie. Zgroza.

    Poza tym: wystarczy dzieciom od samego początku po prostu NIE DAWAĆ cukierków, żelków, słodzonych płatków, jogurtów z cukrem, czipsów, soczków itp. Nierobienie czegoś nie zajmuje ani sekundy a do tego dochodzi oszczędność pieniędzy, bo to wszystko bardzo dużo kosztuje. Taka paczka żelek kosztuje więcej, niż kilogram dobrego chleba – bogate to nasze społeczeństwo, oj bogate!
    A jakby tak policzyć czas zrobienia kanapki z takiego chleba, to wyszłoby może 2 minuty. Choćby posmarowanego miodem, jeśli już ma być energetycznie i słodko. Wręczenie banana za 0,50groszy – 0,5 sekundy. No tak-tylko jak się mu dziecku śmieci od maleńkiego serwuje, to nagle banan jest nie do przełknięcia… Szkoda gadać.
    Z tym strasznym zabieganiem to też mit - lepiej zacznijmy się obserwować a zobaczymy, ile czasu tracimy na niepotrzebne sprawy - każdy z nas.

    Kiedyś spotkałam chłopca, który przyszedł z mamą do klubu sportowego. Mama poszła ćwiczyć wręczywszy uprzednio chłopcu napój gazowany i paczkę żelek...
  • 2016-08-10 20:30 | AOlsztynski

    Re:Można narzekać na otyłe dzieci. Ale czy robimy coś, by systemowo temu zapobiec?

    @kmil1550

    Bo rodzice muszą mieć w sobie dużo determinacji, aby przeciwstawić się temu co im świat podsuwa. Wszystko co zdrowe wymaga wysiłku, nakładu pracy i czasu. A przecież teraz chcemy żyć wygodnie i lekko, a nie wystawać w kuchni!

    Oczywiście postawa rodziców najważniejsza, ale w zdrowym społeczeństwie istnieje wsparcie instytucjonalne.