Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Brytyjczycy kłócą się o brexit, dla Unii sprawa jest zamknięta

(3)
W unijnej debacie o brexicie przewija się jeden punkt widzenia: piłka jest po stronie Brytyjczyków.
  • 2019-01-17 14:42 | J.E. Baka

    Na czym polega problem?

    Czy problem z Wlk. Brytanią nie polega po prostu na zwykłym, obrzydliwym egoizmie, że chciałaby mieć wszystkie konfitury, jak członkowie Unii, nie będąc jednocześnie członkiem Unii i nie ponosząc żadnych kosztów? Bo to, że brytyjska klasa polityczna jest kompletnie skompromitowana, to akurat oczywiste.
  • 2019-01-17 15:30 | Tanaka

    Bóle fantomowe

    Brytania przestała być wielkim Imperium po Drugiej Wojnie Światowej, tracąc koronę kolonii - Indie w 1947, a następnie inne kolonie, w tym afrykańskie, głównie w latach 50-tych. Weszła w wojnę jako Imperium, wyszła z wojny jako zwycięzca - biedak. Oczywiście, względny biedak.
    Czas leczy rany, ale w wymiarze tego rodzaju trwa to bardzo dlugo: pokolenia. Jeszcze w latach 80-tych Brytania zdecydowała się na wojnę z Argentyną w obronie swojej malutkiej kolonii na końcu świata - Falklandów, które nie mają żadnego znaczenia dla Brytanii poza wymówką do zachowania resztek "godności" imperialnej i otencjalnej bazy wojennej.

    Te trwające nieustannie przepychanki: być w Europie (i od niej "zależeć"), czy się odciąć i być "wolnym", oraz paniczna, nieprzemyślana decyzja w referendum wskazują na niewygasłe jeszcze bóle fantomowe.

    Ekonomiści szacują, że jeszcze przed opuszczeniem UE, Brytania już staciła ponad 800 mld funtów w gospodarce, a kolejne tysiące firm czekają na walizkach na ostateczne decyzje, by się wynieść na kontynent, jeśli dojdzie do rozwodu.
    Londyn, jako stolica finansowa, straci tyle, że nią być przestanie. Straci i język angielski i kultura brytyjska która bedzie coraz bardziej prowincjonalna.

    Być może Brytyjczycy będą się musieli przekonać jak są mali w rzeczywistości, wreszcie złudzenia odejdą do historii i zobaczą, że są niewielkim narodkiem na uboczu Europy oraz - tym bardziej - świata.
    Pewnie nie chcą zobaczyć swojej golizny, ale robią niemal wszystko, by ją zademonstrować.
  • 2019-01-18 08:56 | J.E. Baka

    Re:Brytyjczycy kłócą się o brexit, dla Unii sprawa jest zamknięta

    @Tanaka - byłbym ostrożny z tym "straceniem języka angielskiego". Język angielski to przede wszystkim USA, ale też takie kraje, jak Kanada, Australia oraz Indie właśnie (choć tam jest bardzo wiele innych języków, ale jednak wykształceni i elity znają i używają tego języka). Poza tym angielski to język biznesu i nie zanosi się, żeby nim przestał być w najbliższym czasie, bo i też nie widzę żadnego nowego kandydata na tzw. "lingua franca". I nie - raczej w przewidywalnej przyszłości nie będzie to język chiński, choć Chiny jako kraj zyskują na znaczeniu. Co do reszty to zgadzam się, że Wlk. Brytania raczej na tym brexicie straci, niż zyska i będzie ulegać stopniowej marginalizacji, z tym, że będzie to raczej powolny proces, trwający jeszcze kilka dziesięcioleci, niż nagła, skokowa zmiana.